Wywiad z Agnieszką Steur, autorką „Wojny w Jangblizji”

Po ponad dwóch miesiącach przerwy w blogowaniu zapraszam do przeczytania mojego wywiadu z Agnieszką Steur, autorką wyjątkowej książki pt. „Wojna w Jangblizji”.

Agnieszka Steur, fot. Gosia Lubbers-Dąbrowska

Beata Kobierowska: Na polskim rynku wydawniczym „Wojna w Jangblizji” wyróżnia się (tematyką, przesłaniem) spośród innych powieści dla młodzieży (i nie tylko). Skąd wziął się u Ciebie pomysł na tę książkę?

Agnieszka Steur: To był dziwny proces, przynajmniej tak mi się teraz z perspektywy czasu wydaje. Ta historia powstawała bardzo długo. Rozwijała się, dojrzewała, pojawiały się kolejne pomysły. To, że chcę pisać książki wiedziałam zawsze. W tematyce fantasy zakochana byłam od dawna i chyba chciałam spróbować swych sił w tym gatunku. Gdy to już stało się jasne, zaczęłam zastanawiać się nad treścią. Z jednej strony ważna dla mnie była budowa, „gdzie”, „jak”, „kto”, „z kim” i co najważniejsze „dlaczego”. Chciałam również zawrzeć w powieści wszystko to, co jest dla mnie ważne. Wokół tych pytań budowałam moje opowieści. Być może również dlatego, że tak długo nad tym myślałam, pojawił się pomysł trylogii.

Beata Kobierowska: Jak powstał tytuł i słowo Jangblizja?

Agnieszka Steur: Wychodzę z założenia, że nie zdradzam tego, choć najczęściej na spotkaniach autorskich i tak się wygadam. Lubię za to zawsze słuchać, co myślą czytelnicy, jak interpretują tę nazwę. Zazwyczaj, każdy kto przeczytał moje książki, ma jakąś teorię. W moich książkach, prawie wszystkie imiona i nazwy coś znaczą. Chyba, że akurat dana nazwa tak jak nazwisko rodziny królewskiej mi się przyśniło, wtedy znaczenie jest również dla mnie nie do końca jasne.

Beata Kobierowska: Moimi ulubionymi postaciami z Twojej książki są: Nana, Roan, Ewa, Dawid i Fitels, ale oni wszyscy nie pojawiają się w powieści od razu. Którego z bohaterów „Wojny…” wymyśliłaś najpierw?

Agnieszka Steur: Pierwsza „przyszła” do mnie królowa. Potem pojawili się Nana i Roan. Potrzebowałam rodzeństwa, ponieważ chciałam, aby dwie osoby oceniały tę samą sytuację. Nana podchodzi do swej rodziny, do poznawanych tajemnic z większym spokojem, Roan jest wściekły. Ona potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji, jemu przychodzi to znacznie trudniej. To fascynujące, jak dwie osoby potrafią inaczej patrzeć na to samo. Ewę i Dawida natomiast zobaczyłam na placu zabaw. Dowiedziałam się, że rodzice dwójki dzieci, które znał mój syn są właśnie w trakcie rozwodu. Gdy patrzyłam na te maluchy, to było wiele lat temu, miałam wrażenie, że są pozostawieni sami sobie, wydali mi się tak potwornie samotni w swym zagubieniu, wtedy zobaczyłam Ewę i Dawida, sieroty. Bohaterowie przychodzą do mnie w różnych sytuacjach. Czasem nawet czyjaś nieogolona twarz może stać się inspiracją.

Agnieszka Steur, Wojna w Jangblizji t. I

Beata Kobierowska: Kiedy czytałam tom pierwszy – „W Tamtym Świecie”, byłam pod wrażeniem świetnie skonstruowanej fabuły. Czy miałaś gotowy plan wydarzeń przed przystąpieniem do pisania?

Agnieszka Steur: Ostatnio rozmawiając o tym, przyrównałam moje tworzenie książki do układania puzzli. Wydaje mi się, że mam już wszystkie fragmenty i zaczynam je układać. Na początku nie tworzę w kolejności. Nie mam gotowego planu, ale historia już w mojej głowie istnieje. Z jednej strony mam zarys, ale wiele wątków powstaje w trakcie pisania. Zdradzę Ci tajemnicę, napisałam już ostatni rozdział trzeciej części, ale brakuje mi jeszcze dużo ze środka.

Beata Kobierowska: Gdzie nauczyłaś się pisać? Co pomogło/pomaga Ci w pisaniu powieści? Studia, lektury, własne doświadczenia?

Agnieszka Steur: Chyba wszystko o czym mówisz. Pisanie jest częścią mnie. Pomaga mi wielu sytuacjach. Właściwie tak się zaczęło, odkryłam, że dzięki pisaniu, potrafię uporządkować swoje myśli, zrozumieć uczucia. Gdy zaczęłam publikować felietony przekonałam się, że i inni mogą też czerpać przyjemność z tego, co tworzę. Czasem zdarza mi się, że gdzieś usłyszę jedno słowo i tak mi się spodoba, że muszę go użyć w swojej książce, a wokół niego buduję sytuację. Dlatego jestem pewna, że w pisaniu pomaga własne doświadczenie, ale bez lektury też się nie da. A co do moich studiów, szczególnie tych w Holandii, pewnie bez nich bym nie zaczęła pisać w ogóle.

Beata Kobierowska: Jakie książki miały na Ciebie wpływ? Które były inspiracją lub pomagały w pisaniu „Wojny…”?

Agnieszka Steur: Mam kilka książek po które sięgam, gdy się „zatnę”. Jeśli tworzę felietony, to zawsze obok mnie mam Herberta i Twardowskiego, u obu mam na myśli ich prozę. Z pewnością ogromną inspiracją był dla mnie Tolkien, ale nie tyle same jego powieści, co ich związek z życiem pisarza. To była dla mnie ogromna inspiracja na temat tego, jak przenieść moje doświadczenia na papier. Od C.S. Lewis’a oraz Rodericka Gordona i Briana Williamsa wszystko się zaczęło, bo podobnie jak u nich chciałam stworzyć dwa światy, które są blisko siebie, ale i bardzo daleko.

Beata Kobierowska i Agnieszka Steur – początek wspólnego spaceru po Gdańsku
fot. Gosia Lubbers-Dąbrowska

Beata Kobierowska: Co było/jest dla Ciebie najtrudniejsze podczas pisania? A może to czysta przyjemność?

Agnieszka Steur: Pisanie to przyjemność, ale miałam i nadal mam wiele trudnych momentów. Pomagają mi mój mąż i dzieci. Zawsze opowiadam, że najważniejsze jest pisać o tym, co się wie. Dlatego oczywiście najtrudniejsze dla mnie było tworzenie fragmentów, o których mało wiedziałam… oczywiście na początku. Wtedy zabierałam się za studia, poszukiwania, wypytywanie ludzi. W tworzeniu niektórych fragmentów bardzo pomógł mi mój tata. Potem, gdy słowa pojawiały się na papierze, historia sama się rozwijała i w temacie czułam się już silniejsza. Często problemy pojawiają się, gdy nie potrafię się zorganizować. Po głowie pląta się tyle myśli, tyle jest do zrobienia, że zamiast działać czasem przejmuję się tą ilością. Teraz bardzo trudne jest dla mnie to, że wciąż pojawiają się nowe pomysły do trzeciej części a ja już zaczynam się bać, czy nie przesadzam z ilością wątków.

Beata Kobierowska: Czy łatwo Ci było wydać swoją powieść? Czy wysłałaś ją do wielu wydawnictw?

Agnieszka Steur: Było bardzo trudno.

Beata Kobierowska: Spotykasz się z licznymi czytelnikami, odbyłaś trasę promocyjną po Polsce. Czy opinie, które otrzymałaś o „Wojnie…” mają (lub będą miały) wpływ na Twoje kolejne powieści?

Agnieszka Steur: Tak, z pewnością mają. Największy wpływ, jeśli chodzi o trzecią część, mają wielokrotne prośby o większą ilość ilustracji. Już nawet nie wiem, ile razy słyszałam zażalenia, że w drugiej części było ich zdecydowanie za mało. Dlatego kłaniając się moim czytelnikom, obiecałam sobie, że w trzeciej części ilustracji będzie znacznie więcej.

Beata Kobierowska: Ilustracje Ewy Kieńko Gawlik do „Wojny…” są cudowne! Jaki miałaś wpływ na ich wygląd, tematykę, liczbę? Czy tak właśnie wyobrażałaś sobie swoich bohaterów?

Agnieszka Steur: Tak jak powiedziałam, ilustracje będą specjalnym prezentem ode mnie dla czytelników. Współpraca z Ewą jest dla mnie czymś cudownym i wyjątkowym. Jeśli chodzi o pracę nad ilustracjami, to zawsze mam wpływ na to, co będą przedstawiać i do mnie należy ostatnie słowo, np jeśli ilustracja nie jest taka, o jaką mi chodziło. Powiem, że tak się zdarzyło tylko raz i to na samym początku. Zazwyczaj jest tak, że Ewa czyta książkę i potem razem myślimy nad ilustracjami. Ja opowiadam, co bym chciała, a ona to rysuje. Ja ustalam, ile będzie ilustracji i co będą przedstawiały, ale wyobrażenia należą już do Ewy. Tak pracowałyśmy nad wszystkimi rysunkami z wyjątkiem okładek, stworzyła je Ewa, po przeczytaniu rękopisów.

Agnieszka Steur, Wojna w Jangblizji. W domu

Beata Kobierowska: Drugi tom – „W domu” – różni się od pierwszego. Pojawiają się nowi bohaterowie, nowe wątki. Czy w tomie trzecim również nas zaskoczysz? Czy możesz coś już zdradzić, np. tytuł?

Agnieszka Steur: Mam ogromną nadzieję, że zaskoczę. Pojawią się nowi bohaterowie, ale nadal najważniejszą rolę będą odgrywać ci z pierwszej i drugiej części. Pokażę świat po wojnie i trudy odbudowania. Tytułu jeszcze nie zdradzę, ale będzie on miał ścisły związek z dwoma poprzednimi.

Beata Kobierowska: Czy po sukcesie „Wojny…” (nie spotkałam się z żadną negatywną recenzją, a czytałam ich wiele) zamierzasz dalej pisać fantastykę dla młodzieży? Czy mogłabyś trochę opowiedzieć o swoich planach na przyszłość?

Agnieszka Steur: Mam już kolejne pomysły. Gdy tylko skończę pisać trzecią część „Wojny…”, rozpocznę pracę nad kolejną książką. Miała to być powieść czysto obyczajowa, ale ja chyba tak nie potrafię i już obmyślając szczegóły, zaczęłam mieć pomysły trochę ze świata fantasy. Trwają prace nad zbiorem moich bajek, książka pojawi się na razie w Holandii, ponieważ tworzę ją z myślą o dwujęzycznych dzieciach. Moja przyszłość to pisanie. Nie potrafię inaczej, jestem tego pewna.

Nie spodziewałam się takich fajerwerków! (Agnieszka Steur, Wojna w Jangblizjii. W domu, tom II)

Luźny zapis myśli, wrażeń, spostrzeżeń…

Pierwsze wrażenie – gdy dostałam książkę:

Radość.

W końcu jest! Gruba, grubsza od części pierwszej. Bardzo dobrze. To dlatego trzeba było tak długo na nią czekać! Piękna okładka.

Agnieszka Steur, Wojna w Jangblizji. W domu

Wydawnictwo: Poligraf, 2014, egzemplarz recenzencki

Drugie wrażenie – gdy zaczęłam czytać początek:

Zaciekawienie.

Z niecierpliwością oczekiwałam na kontynuację losów sympatycznego rodzeństwa – księżniczki Nany i księcia Roana oraz ich przyjaciół, którzy schronili się przed wojną i niebezpieczeństwami „w naszym” świecie. W tomie pierwszym autorka pozostawiła wiele pytań, na które jak najszybciej chciałam poznać odpowiedź.

Zaskoczenie.

Bohaterem pierwszego rozdziału jest Dragober, Myszowaty, zaufany królowej Zary, postać poboczna tomu pierwszego „W Tamtym Świecie”. W tomie drugim odgrywa ważniejszą rolę – staje się przewodnikiem czytelnika po „baśniowej” Jangblizji. To za jego sprawą przypominamy sobie stopniowo szczegóły minionych wydarzeń i poznajemy interesujące postaci i tajemnice królestwa.

Trzecie wrażenie – pierwsze rozdziały

Podziw

Autorce należą się brawa za udane połączenie tomu drugiego z pierwszym – nawet długa przerwa między ich publikacjami (od grudnia 2012 do sierpnia 2014) nie przeszkadzała mi w czytaniu. Poza tym pochwalić chciałabym „W domu” za nowych bohaterów, nowe wątki, nowe problemy do rozwiązania. Wyobraźnia i pomysły Agnieszki Steur przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałam się takich „fajerwerków”!

Czwarte wrażenie – ogólnie o „Wojnie w Jangblizji”

Szczęście

„Wojna w Jangblizji” przywołuje skojarzenia z „Opowieściami z Narni” C.S. Lewisa. Uwielbiam tego typu książki! Uważam, że można je czytać w każdym wieku.

„Gdy znów znaleźli się przy największym ognisku, Dawid i Ewa całą uwagę skupili na obserwacjach zebranych wokół strzelających w niebo płomieni. Dostrzegli postacie, które dla nich do tej pory istniały tylko w baśniach, legendach i mitach. Przypominali sobie greckie mity, egipskie hieroglify i największe hollywoodzkie produkcje. Były też takie, którym nie mogli przypisać żadnego literackiego bądź filmowego pochodzenia. W grupkach siedzieli, cicho dyskutując Myszowaci. Już wcześniej zwrócili uwagę na Krowich, teraz jednak uwagę przykuły ich wspaniałe napierśniki połyskujące w świetle płomieni. Większość z nich miała długie włosy, które powiewały potęgując jeszcze mocarny wygląd istot. Dawid i Ewa zachwycili się też różnorodnością Lotnych. Było ich bardzo wielu, wszyscy w podobny sposób wpatrzeni w płomienie, tak jakby tam próbowali dostrzec odpowiedzi na dręczące ich pytania.” s.81

Baśniowe postaci, walka dobra ze złem, a w tle rozważania na tematy dotyczące ważnych spraw, np. koncepcji idealnego państwa, w którym wszyscy obywatele czuliby się szczęśliwi.

Piąte wrażenie – zakończenie cyklu

Zaintrygowanie

Co Agnieszka Steur wymyśli w tomie trzecim? O czym jeszcze napisze? Jakie problemy poruszy? Wydawać by się mogło, że najważniejsze wątki zostały rozwiązane, a tu niespodzianka! Kim jest Piaskożer? Czy legenda o kulach jest prawdziwa? I czy uda się przywrócić światu równowagę?

Ocena: 5/6

Agnieszka Steur, Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie

Agnieszka Steur, Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie, tom I

Wydawnictwo: Poligraf, 2013

To rewelacyjna (i rewolucyjna) książka dla młodzieży. Choć nie poznałam się na niej od pierwszej strony, a trochę później. Jestem przekonana, że „Wojna w Jangblizji” powinna trafić (i kiedyś trafi) do kanonu lektur szkolnych. Podczas czytania od razu układały mi się w głowie scenariusze lekcji, tematy do dyskusji z uczniami (to przyzwyczajenie, zostało mi, mimo że już nie pracuję jako nauczycielka). Agnieszka Steur poruszyła w swoim debiucie powieściowym bardzo ważny temat, aktualny i potrzebny – mowa o tolerancji i dyskryminacji rasowej. Powieść z wątkami fantastycznymi okazała się idealnym gatunkiem, by przedstawić coś więcej niż tylko fascynujące przygody baśniowych postaci w niezwykłym otoczeniu.

Niestety nie mogę zdradzić Wam za dużo. „Wojna w Jangblizji” pełna jest tajemnic odkrywanych przez autorkę stopniowo. Najlepiej będzie, gdy sami o nich przeczytacie. I to mi się bardzo spodobało – widać, że fabuła została oparta na solidnym i przemyślanym planie, który jest konsekwentnie realizowany. „W Tamtym Świecie” to dopiero pierwsza część, więc wiele jeszcze przed czytelnikami.

Pierwsze rozdziały poświęcone zostały królowej Zarze. Władczyni Jangblizji uwięziona w wieży wspomina przeszłość swojego królestwa i rozważa przyczyny klęski w wojnie ze Szmaragdową Panią. Jest samotna, opuszczona i bardzo nieszczęśliwa (nie wie, co stało się z jej mężem, martwi się o dzieci). Jej opowieści powoli (dla mnie trochę za wolno, bo jestem niecierpliwa) przygotowują nas do przyjrzenia się głównemu wątkowi.

Powieść wciągnęła mnie od czwartego rozdziału, od którego akcja zaczęła koncentrować się na młodych bohaterach. Dzieci królowej Zary: książę Roan i księżniczka Nana, ich przyjaciel Fitels oraz rodzeństwo: Dawid i Ewa szybko stali się dla mnie postaciami bliskimi i realnymi, których losy autentycznie mnie zainteresowały. Tamten Świat (czyli nasz świat) widziany oczyma chroniących się w nim Jangblizjan (nie tylko książąt Roana i Nany, ale ich opiekunów: Owcowatej Irys i Koniowatego Martonusa) pokazany został jako miejsce pełne wad (morderstw, brudu, spalin) i jednocześnie pod pewnymi względami jako wzór. Okazuje się bowiem, że Jangblizja nie dla wszystkich jest rajem, a jedno z jej starych praw jest wyjątkowo okrutne.

Na koniec warto wspomnieć o pięknych ilustracjach. Każda idealnie pasuje do treści. Szczególnie ta na okładce. Możecie je obejrzeć na stronie internetowej książki:
http://www.wojnawjangblizji.com/
Znajdują się tam również fragmenty czwartego rozdziału, które od razu możecie przeczytać.

A ja już nie mogę się doczekać kontynuacji! I jestem bardzo szczęśliwa, że taką oryginalną powieść otrzymałam od Agnieszki Steur. Bardzo serdecznie za nią dziękuję! To miłe, kiedy autor chce znać Twoje zdanie o swojej powieści, a gdy jest to autor wybitny, radość jest wielka!

Ocena: 5+/6