Egipt, 1942 rok (Nadżib Mahfuz, Chan al-Chalili)

Egipt, 1942 rok. Na Kair spadają niemieckie bomby. Rodzina Akifów przenosi się do dzielnicy Chan al-Chalili uważanej za bezpieczną ze względu na znajdujący się tam święty meczet Al-Husajna. Ahmad Akif ma około czterdziestu lat, jest urzędnikiem ósmej klasy w archiwum Ministerstwa Robót Publicznych i od dwudziestu lat ma na swoich barkach utrzymanie rodziców i brata. Jego życie nie jest szczęśliwe.

Nadżib Mahfuz, Chan al-Chalili

Wydawnictwo: Smak Słowa, 2015, egzemplarz recenzencki
Autor przekładu z języka arabskiego: Jolanta Kozłowska

Opowieść Nadżiba Mahfuza od samego początku przypominała mi realistyczną prozę wielkich dziewiętnastowiecznych pisarzy. Dokładne określenie miejsca, czasu, szczegółowe opisy bohaterów, wspaniałe analizy psychologiczne. Do tego dobrze uporządkowana fabuła obejmująca zaledwie rok. Jak bardzo brakowało mi ostatnio takich klasycznych powieści! Zupełnie nie spodziewałam się, że książka arabskiego pisarza okaże się jednocześnie kulturowo tak odległa i bliska. Dzięki „Chan al-Chalili” mogłam pospacerować po egzotycznych uliczkach starej egipskiej dzielnicy:

„Wysiadł z tramwaju przy placu Al-Azhar i poszedł w kierunku Chan al-Chalili, tak się nazywało nowe miejsce, do którego się udawał, przeszedł wąską uliczkę i zobaczył w pobliżu nowe domy, ciągnące się po lewej i prawej stronie, a między nimi niezliczone uliczki i przejścia; wyglądały jak ogromne koszary, w których wzrok się gubił. Oglądał przepełnione kawiarnie, przeróżne sklepy: od takich z tamijją do tych z antykami i biżuterią, i nieprzerwany potok ludzi w turbanach, tarbuszach lub w czapkach. Uszy miał pełne różnych dźwięków, krzyków, nawoływań, denerwujących dla kogoś o tak słabych nerwach, jak on.” (s.13)

Mahfuz w bardzo malowniczy sposób opisuje miejsca, które znał, które istniały naprawdę. Dla czytelnika polskiego (czy szerzej: europejskiego) już same te tworzone piórem obrazy codziennego życia Egipcjan są niezwykle interesujące. A jak dodać do tego jeszcze kontekst historyczny – rozmowy o wojnie, Hitlerze, socjalizmie, Marksie, odkryciach naukowych, Freudzie, Nietzschem – to dopiero zaczyna się ukazywać niezwykłe bogactwo, które kryje się na niecałych trzystu stronach.

Zdecydowanie najmocniejszym punktem tej powieści nie jest jednak tło społeczne, nie opisy, ale główny bohater. Skojarzył mi się z panią Bovary. Zwykły człowiek, którego szare życie pełne jest porażek, rozczarowań, niespełnionych nadziei mimo wszystko marzy o szczęściu i miłości. Ale los jest nielitościwy:

„Zbliżał się do czterdziestki, uwagę zwracała jego wysoka, chuda sylwetka i dziwny ubiór, budzący litość – pogniecione spodnie, przykrótkie rękawy marynarki, zapocony tarbusz, nieświeża koszula i znoszony krawat, jasna łysina, siwe baki i włosy z tyłu głowy. Wszystko to jeszcze go postarzało. […] Zadziwiające, że kiedyś był uważany za mężczyznę eleganckiego, dbającego o wygląd, na którego przyjemnie było popatrzeć. Jednak rozpacz i troski oraz chorobliwe przeświadczenie, że jest wielkim myślicielem spowodowały, że przestał przykładać jakąkolwiek wagę do tych spraw.” (s. 12-13)

Ahmad nie jest piękny, nie jest bogaty, ani mądry, a wzbudza sympatię, łatwo się z nim utożsamić. Ma wiele wad, popełnił sporo błędów, ale może dlatego jest bardzo „ludzki”. Nie jest to postać papierowa, ale wypełniona „treścią”.

„Chan al-Chalili” to historia o samotności i miłości. Znajdziemy w niej fragmenty opisujące uczucie do młodej dziewczyny, ogromne poświęcenie dla rodziny (szczególnie dla brata), a także piękne akapity o przywiązaniu do książek:

„To jest jego ukochana biblioteka, właściwie najważniejsza część jego życia.” (s.20)
„Popadł w gorzką samotność umysłu i serca, uciekał od życia, ale w samotności nie zarzucił zwyczaju czytania, bo w książkach znajdował życie, jakie kochał. Życie książek przedkładał nad życie świata, były one balsamem na cierpienia jego dumy, czerpał z nich siłę, która stawała się jakby jego własną siłą, ich myśli stawały się niejako jego myślami, jej władza – jego władzą, a wieczność – jego wiecznością.” (s.26)

Są również liczne niepochlebne zdania na temat kobiet (wynikające ze złych doświadczeń Ahmada):

„Odczuwał pogardę dla kobiet i przypisywał im same wady. To sprytne, złe zwierzęta, a istotą ich sprytu jest pożądliwość, kłamstwo, marność i brak jakichkolwiek zasad. To są tylko ciała bez duszy, źródło męskich cierpień, nieszczęścia ludzkości. […] Jednak w głębi duszy cierpiał z powodu niezaspokojonego pragnienia uczucia.” (s.47)

Nie sposób opowiedzieć wszystkiego! Nie wspomniałam np. o grzesznym nocnym życiu Kairu, paleniu haszyszu, hazardzie, rozpuście; ani o chorobie, która przychodzi niespodziewanie i powoli odbiera życie młodemu człowiekowi w momencie, kiedy wydawałoby się, że ma on wszystko.

Nie dziwię się, że Mahfuz dostał literackiego Nobla.

PS A teraz mam w końcu czas na przeczytanie długo wyczekiwanego „Ducha na wyspie” Johana Theorina.

PPS Więcej na temat Nadżiba Mahfuza i jego książki „Chan al-Chalili” można dowiedzieć się z audycji Dwójki:

http://www.polskieradio.pl/8/3668/Artykul/1233995,Miasto-wieksze-od-calego-swiata-Kair-egipskiego-Balzaka