Po drugiej stronie grobu (Magdalena Kawka „W zakątku cmentarza, czyli koniec wieczności”)

Na moim biurku (dokładnie na drukarce) leżą w tej chwili obok siebie dwie ostatnio przeczytane książki – „Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka i „W zakątku cmentarza, czyli koniec wieczności” Magdaleny Kawki. Zatrzymałam na nich wzrok przypadkiem, czekając na otwarcie się edytora tekstu. Długo to trwało i dlatego zdążyłam pomyśleć, że to dziwna para, świadcząca o tym, że dziwnie dobieram sobie lektury. A jednak obie mi się podobały, obie sprawiły dużo radości podczas czytania. (Ciekawe, którą będę pamiętać dłużej.) Ta pierwsza to genialna powieść SF, głęboka, ponadczasowa, słynna, zekranizowana, próbująca odpowiedzieć na pytanie o istotę bycia człowiekiem. Ciężko by mi było znaleźć słowa, żeby ją dokładniej opisać. Skupię się na tej drugiej, wydanej nie tak dawno (w październiku 2014 roku), która nie dawała mi spokoju odkąd się o niej dowiedziałam.

Magdalena Kawka, W zakątu cmentarza

Wydawnictwo MG, 2014, egzemplarz recenzencki

Najpierw zaintrygowała mnie okładka (zauważyliście suszarkę?) i opis z materiałów promocyjnych (nietypowa tematyka, oryginalni bohaterowie i miejsce akcji). Nazwisko autorki też było nie bez znaczenia. Czytałam wcześniej jedną powieść Magdaleny Kawki (pt. „Wyspa z mgły i kamienia”) i oceniłam ją na blogu bardzo pozytywnie. Pamiętam, że przy okazji zajrzałam wtedy na stronę internetową pisarki („Rozmowy przy winie”) i zaciekawiły mnie (oraz utkwiły w pamięci) wpisy o jej wcześniejszej powieści, dla której nie mogła znaleźć wydawcy:

„Nie mogę znaleźć wydawcy na moją cmentarną opowieść. W jednym wydawnictwie usłyszałam, że gdyby to była powieść dla kobiet… Nie rozumiem. Czy to znaczy, że kobiety nie mają poczucia humoru a jedyną tematyką jaka je interesuje jest miłość w różnych odmianach i wariantach? Albo dzieci?
[…] Po jakimś czasie odezwali się z innego wydawnictwa z pytaniem, czy może przypadkiem mam coś dla… kobiet. Przypadkiem zgłupiałam doszczętnie. Nie wiem już co znaczy „dla kobiet”. Myślałam, że kobieta to taki sam gatunek homo sapiens jak mężczyzna. Tak samo zróżnicowana, mająca rozmaite gusta, zainteresowani, upodobania. [...] Otóż nie. Dowiedziałam się, że książki dla kobiet muszą się trzymać pewnego wzorca, jak poinformowała mnie jedna miła pani, co powiedziała, że się zna.” (wpis z 31 maja 2012 roku)

Cmentarna opowieść to właśnie „W zakątku cmentarza, czyli koniec wieczności”. Wciąż można jej fragmenty przeczytać w Internecie. Polecam np. wpis z 16 kwietnia 2012 roku, w którym dodatkowo Magdalena Kawka opowiada, jak pojawił się w jej głowie pomysł na książkę:

„Mam wielką ochotę podzielić się dziś z Wami moją nową książką, z konieczności jedynie fragmentem, ale co tam. Lubię ją najbardziej ze wszystkiego, co do tej pory napisałam. Lubię, ponieważ jest taka niepoważnie poważna. Ponieważ stara się oswoić, to, co do oswojenia jest najtrudniejsze na świecie…
Zaczęłam ją pisać, bo zmęczyły mnie tematy trudne, ciężkie i smutne. Podczas pracy nad kolejną powieścią zobaczyłam nagle za plecami bohaterów różowego koguta bez głowy, wyrwanego z kontekstu, bez ładu i składu i oczywiście zupełnie niepasującego do rozmowy, którą prowadzili, ani w ogóle do niczego innego. [...] W końcu dałam za wygraną. Porzuciłam skalistą Kretę i przeniosłam się na mały cmentarz w prowincjonalnym miasteczku, gdzie toczy się akcja książki zainspirowanej przez namolnego koguta, który w wyniku swoich poczynań zyskał głowę i stracił kolor różowy.” („Namolny kogut”)

Ironiczny styl autorki, jej poczucie humoru to coś co uwielbiam! Wątek kradzieży koguta – wspaniały. Dawno się tak nie uśmiałam. Jak mało jest w Polsce zabawnych książek!

Akcja ma miejsce na cmentarzu. Jej główni bohaterowie umarli, ale ich egzystencja nadal trwa. Tworzą razem interesującą społeczność. Mają swoje problemy i lęki. I więcej nie chcę zdradzać. Fabuła zaskakuje, wymyka się wszelkim schematom. Charakteru dodają jej cytaty z melancholijnych wierszy Bolesława Leśmiana umieszczone między rozdziałami. Natomiast morał został wzięty z utworu Wisławy Szymborskiej.

„W zakątku cmentarza…” to opowieść terapeutyczna, kojąca, pomagająca oswoić się z tematem śmierci. Dająca nadzieję, że po drugiej stronie grobu nie jest tak źle.

Ocena: 5+/6

PS Na wieczór zaplanowałam sobie seans filmowy – „Łowcę androidów” (ang. „Blade runner”) z 1982 roku w reżyserii Ridleya Scotta z Harrisonem Fordem w roli głównej. Chętnie zobaczyłabym również film na podstawie powieści Magdaleny Kawki. Może kiedyś się doczekam?

Lekka lektura na lato (Magdalena Kawka, Wyspa z mgły i kamienia)

Chciałam przeczytać lekką powieść w sam raz na wakacje i wybrałam „Wyspę z mgły i kamienia”. Z opisu na okładce wynikało, że akcja dzieje się w Grecji i to mnie bardzo zachęciło. Pomyślałam, że przeniosę się dzięki niej do innego kraju i poznam trochę jego kulturę. I dokładnie tak się stało, nawet bardziej niż mogłam się tego spodziewać.

Wydawnictwo: MG, 2013, egzemplarz recenzencki

Magdalena Kawka ciekawie opisała klimat Krety, jej krajobraz, mieszkańców, rytm życia. W tekst wplotła wiedzę na temat historii tej wyspy, np. odkryć archeologicznych w Knossos, tego, co działo się tam podczas drugiej wojny światowej, a także fragmenty książki Zbigniewa Herberta. Zabrała czytelnika nie tylko do „turystycznego raju” odwiedzanego przez miliony, ale przede wszystkim pokazała surowe i naturalne piękno spokojnych miejsc, do których turyści zazwyczaj nie docierają. Jedna z bohaterek, tak opowiada o Balos:

Najpiękniejsze miejsce na świecie. – Lotta westchnęła. – I do niedawna rzeczywiście bezludne… Na Gramvousie nikt nie mieszka, to kraina prawie tak samo dzika jak Rodopos. Nie ma dróg, nie ma traktów, tylko wiatr hula i kozy ryczą… Jakby się kto uparł, to może kawałek dojechać między górami, ale droga jest trudna. Potem do zatoki trzeba iść w dół, dobre pół godziny po skałach, a uwierz mi, to dość męcząca wyprawa. Ale za to na końcu trafisz do istnego raju na ziemi! Kilka lagun ukrytych wśród gór, rozdzielonych łachami białego piasku. Woda ma kolor czystego turkusu. Na horyzoncie widać kilka małych wysepek należących do Gramvousy, a dalej rozciąga się wielka przestrzeń. Całe kilometry możesz przejść w krystalicznej wodzie sięgającej nie wyżej niż do łydki. Późnym latem zrywa się meltemi i wtedy góry śpiewają… Człowiek ma wrażenie, że cofnął się co najmniej do mezozoiku… Nie ma nic, tylko bezkres wody i za plecami monumentalne szczyty, o które rozrywają się chmury. Tak musiał wyglądać świat, zanim ludzie wzięli go we władanie…”

Prawda, że pięknie? Kto nie chciałby się tam wybrać?

Spodziewałam się tematyki obyczajowej, a okazało się, że w „Wyspie…” są elementy powieści kryminalnej, sensacyjnej, przygodowej i oczywiście wątek romantyczny, ale nie one są najważniejsze. Główna bohaterka, Julia, kupiła dom na Krecie, by w końcu odpocząć po wielu latach ciężkiej pracy i niesatysfakcjonującego życia rodzinnego. Przypadkiem zaczęła odkrywać tajemnice związane z poprzednim właścicielem posiadłości i jego nieżyjącym już ojcem, słynnym archeologiem. Niestety rozwiązanie zagadki jest bardzo przewidywalne, ale w kontekście zakończenia nie jest to według mnie dużą wadą. W ostatnim rozdziale autorka postawiła swoich bohaterów przed ważnym wyborem i przygotowała czytelnika do tego, by razem z nimi przemyślał pewien problem.

W książce znajdziemy krytykę wakacji „all inclusive” oraz polemikę z powieściami pisanymi według schematu – sprzedała wszystko i przeprowadziła się na wieś (lub/i do innego kraju), znalazła miłość i żyła długo i szczęśliwie. Choć ten drugi temat wypadł trochę mniej efektownie, nie tak łatwo od pewnych form uciec.

Lekkość to słowo najczęściej przychodzi mi na myśl, kiedy próbuje określić „Wyspę z mgły i kamienia”. Lekki styl, lekka fabuła, lekka lektura na lato.

Ocena: 5-/6