Uniwersalne i niezmienne (Anikó Polgár, Archeolożka w czółenkach)

„Europejski Poeta Wolności” to ważna literacka nagroda, która przyznawana jest w Gdańsku co dwa lata (od 2010 roku). W czwartej edycji wśród siedmiu nominowanych do niej poetów znalazła się m.in. Anikó Polgár z Węgier. Dzięki temu ukazał się na naszym rynku tomik jej wierszy pt. „Archeolożka w czółenkach” w przekładzie Anny Góreckiej. Przy okazji w Internecie zamieszczone zostały dwa intrygujące utwory – „W poczekalni u Parysa” i „Delos” – i to właśnie one skłoniły mnie do przeczytania całego zbioru.

Anikó Polgár, Archeolożka w czółenkach

Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria, 2015, egzemplarz recenzencki
Autor tłumaczenia: Anna Górecka

Anikó Polgár to nie tylko poetka, ale również tłumaczka i historyczka literatury, absolwentka filologii klasycznej. Jej fascynacja mitologią grecką widoczna jest prawie w każdym wierszu. Można je oczywiście czytać, nie sprawdzając, kim była Niobe, Leto, Hermiona, Klitajmestra, Kasandra i inne wymienione w tytułach panie… Ale dużo większą frajdę daje odkrywanie, co autorka wzięła z tradycji starożytnych Greków, a co dorzuciła od siebie. „Pożyczone” są na pewno imiona i biografie bogiń/bogów i bohaterek/bohaterów. „Własne” – kobiece doświadczenia i uczucia: poród, macierzyństwo, cierpienie, zazdrość. Szczególnie często pojawia się motyw ciąży, narodzin i karmienia dziecka przedstawiony w sposób naturalistyczny, cielesny i bardzo sugestywny.

Mity to niewyczerpane źródło inspiracji dla artystów od wieków, ale nie jest tak prosto nadać im aktualną wymowę, po raz kolejny odczytać na nowo, sprawić, by silnie poruszały odbiorców żyjących w zupełnie innych czasach i kulturach. Węgierka miała świetny, choć prosty koncept, jak to zrobić. Współczesna „scenografia”, „rekwizyty” i problemy dnia codziennego w jej twórczości zestawione zostały z antycznymi postaciami i tematami. Bogowie i bohaterowie (herosi, księżniczki, królowe) pozbawieni są boskich atrybutów, mocy i władzy, „strąceni z Olimpu” i z piedestału – doświadczają wszystkiego jak zwykli ludzie, przede wszystkim fizycznego bólu, ograniczeń ciała, wstydu, strachu, zmęczenia. Biologia wysunięta jest na plan pierwszy.

W „Archeolożce w czółenkach” starożytność ożywa na różne sposoby. W pierwszej części pod piórem poetki antyczne postaci wkraczają w czasy esemesów, sztućców z plastiku, bilbordów i faktur VAT. To zestawienie przeszłości z teraźniejszością wprowadza do utworów humor i ironię. W części drugiej podmiot liryczny odwiedza starożytne miasta i wyspy: Rzym, Ateny, Delos, Kretę, Neapol, Delfy, Itakę i inne. Z każdym z nich związana jest jakaś opowieść. Klamrę kompozycyjną zbioru tworzą, co zaskakujące, dwa utwory ze świętą Hildegardą w tytule. W obu pojawiają się wątki autotematyczne, radość i trud pisania, problem właściwego doboru słów:

„[…] kropki zaczynają się wiercić
zdania są niezamykalne, jak zamki błyskawiczne podróżnych toreb [...]
Słowa pocą się pod brzemieniem znaczeń.”

„Święta Hildegarda w hotelu Wergina”, s. 133

Tomik ten ma bardzo przemyślaną strukturę, poszczególne utwory są ze sobą powiązane, ich kolejność nie jest przypadkowa. Warto spojrzeć na opisany przez Polgár ludzki los i chwilę zastanowić się nad tym, co jest w nim uniwersalne i niezmienne.

Ogłoszenie laureata Nagrody „Europejski Poeta Wolności” nastąpi podczas Międzynarodowego Festiwalu Literatury w marcu 2016 roku w Gdańsku.

Gdańsk kocha poetów – „Europejski Poeta Wolności” 2014

Poezji nie da się przetłumaczyć, takie jest moje zdanie. Co nie znaczy, że nie istnieją genialni tłumacze i genialne tłumaczenia. Udowadnia to gdański festiwal literacki „Europejski Poeta Wolności” odbywający się w tym roku od 19 do 22 marca, dając czytelnikom szansę poznania (w polskim przekładzie i w oryginale) twórczości siedmiu europejskich poetów pochodzących z Estonii, Grecji, Kazachstanu, Belgii, Szwajcarii, Chorwacji i Austrii. Niestety byłam tylko na pięciu spotkaniach autorskich, za to całe szczęście były wśród nich te najważniejsze, o czym przekonałam się podczas gali wręczenia nagród w Teatrze Wybrzeże. Jury wyróżniło Guy Goffette’a z Belgii (za tom „Pożegnania u skraju”), Pandelisa Boukalasa z Grecji (za tom „Czasowniki”) oraz Dortę Jagić z Chorwacji (za tom „Kanapa na rynku”), która ostatecznie wygrała i zdobyła zaszczytny tytuł „Europejskiego Poety Wolności” i 100 tysięcy złotych. Nie zapomniano również o tłumaczach, docenieni zostali: Michał Bzinkowski, Anna Wasilewska oraz Małgorzata Wierzbicka, która za przekład zwycięskiego tomiku otrzymała Nagrodę dla Tłumacza i 10 tysięcy złotych.

Gala wręczenia nagrody Europejski Poeta Wolności
fot. Anna Nadrowska

Z wszystkich wydarzeń festiwalowych najbardziej podobało mi się spotkanie Michała Chacińskiego z Michałem Bzinkowskim na temat poezji Pandelisa Boukalasa. Sposób, w jaki tłumacz czytał po grecku wiersze poety jest nie do opisania. Pierwszy raz byłam zachwycona tekstem w języku, którego nie rozumiem, to było cudowne doświadczenie. Jestem również pod wrażeniem profesjonalizmu prowadzącego – zadawane przez niego pytania, sposób prowadzenia rozmowy sprawiły, że moja wiedza o literaturze greckiej oraz o trudnościach, z jakimi musi się zmagać tłumacz bardzo się wzbogaciła. Obaj panowie mówili w sposób rzeczowy, inteligentny, zajmujący. Zapomniałam o pracy, zmęczeniu, bólu głowy – liczyła się tylko poezja i jej przekład.

Właściwie każda rozmowa, której się podczas tego festiwalu przysłuchiwałam, czy to z poetami, czy z tłumaczami, czy z jurorami, miała w sobie coś interesującego. Bardzo mnie to zaskoczyło. W zeszłorocznej edycji wzięłam udział jedynie w spotkaniu z polskim poetą, Ryszardem Krynickim. Teraz tego żałuję, na pewno wiele mnie ominęło. Współczesna poezja europejska nie ginie w przekładzie i naprawdę potrafi być fascynująca! Na pewno niedługo sięgnę po tomiki wierszy wszystkich nominowanych.

Za dwa lata kolejna edycja tego wyjątkowego festiwalu, podczas której poznamy poetów z Portugalii, Włoch lub San Marino, Danii, Węgier, Macedonii, Rumunii i Rosji. Nie mogę się doczekać!

Zdjęcia i inne ciekawe materiały można obejrzeć na profilu Europejskiego Poety Wolności na Facebooku.

Spotkanie z Ryszardem Krynickim

 

Ryszard Krynicki
Ryszard Krynicki / fot. Felicja

 

To było naprawdę wyjątkowe spotkanie i nie wiem, czy będę potrafiła oddać jego atmosferę i opowiedzieć o tym wszystkim, co mi dało. Na pewno nie zapomnę Ryszarda Krynickiego czytającego swoje wiersze. Przydałoby się nagranie jego głosu. Bo jak oddać ten moment, kiedy po rozmowie z profesorem Zbigniewem Majchrowskim poeta wstał i wzruszonym głosem, pełnym emocji, czytał swoje teksty? Można znaleźć w Internecie nagrania z innych spotkań (w Polsce, Japonii, Czechach) i je obejrzeć. To jednak nie to samo, co usłyszeć poezję na żywo. Szczególnie, że większość tekstów znałam już wcześniej (na studiach Krynicki był na liście lektur obowiązkowych, a niedawno specjalnie przed tym spotkaniem przeczytałam jego tomik „Kamień, szron”). Ucieszyło mnie, że usłyszałam nie tylko te nowsze wiersze, ale również te najbardziej przeze mnie lubiane, starsze, szczególnie jeden napisany o żonie („Moja żona walczy o ochronę środowiska naturalnego człowieka”).

Zaczęłam tę opowieść od końca (bo był najważniejszy), więc może teraz wspomnę, że spotkanie autorskie, odbyło się w Gdańsku, 23 marca 2012, w ramach festiwalu Europejski Poeta Wolności. Ryszard Krynicki był jednym z nominowanych do Nagrody Literackiej Europejski Poeta Wolności (konkurs organizowany przez Miasto Gdańsk, wygrał niemiecki poeta Durs Grünbein).

Rozmowa rozpoczęła się z lekkim opóźnieniem (spowodowanym przedłużeniem wcześniejszego festiwalowego spotkania na Uniwersytecie Gdańskim). Na początku prowadzący, prof. Zbigniew Majchrowski, wyraził swoją radość i wzruszenie z  powodu spotkania z poetą, „z którym chodzi od 40 lat”. Na dowód tego wyjął z plecaka i pokazał tomiki wierszy Ryszarda Krynickiego. Po krótkim osobistym wstępie profesor powiedział, że nie jest dziennikarzem, nie ma żadnych tez do udowodnienia i przede wszystkim chciałby uszanować poetę, dlatego też zapytał go, jaka jest jego koncepcja spotkania autorskiego.

Zanim przejdę do odpowiedzi Ryszarda Krynickiego, muszę niestety skrytykować sposób zadawania pytań przez mojego byłego wykładowcę. Mimo zapewnień, że ma być to bezinteresowna rozmowa, prowadził on ją w taki sposób, że poznałam jego poglądy na poezję Ryszarda Krynickiego, natomiast samych poglądów poety było raczej niewiele. Bo jak można zadawać pytania w ten sposób – „Chciałabym pana zapytać, co pan sądzi o… bo ja sądzę, że … (i tu wykład na ten temat)”. Po tak zadanym pytaniu Krynickiemu pozostawało przytaknąć lub lekko skorygować odpowiedź, ale jego słowa tak niewiele się różniły, że w praktyce nie wiem, czy zapisałam odpowiedzi jego, czy powtórzenie słów pytającego. Było jak na wykładzie dla studentów. Profesor Majchrowski mówił dużo i bardzo mądrze, ale przecież nie jego poszłam tam posłuchać (z drugiej strony nie powinnam narzekać, bo dzięki takiej formule rozmowy moja wiedza na temat literatury się poszerzyła.). Do tego pytań (tych głównych) było zaledwie sześć. I nie wiem, czy dlatego że profesor chciał „uszanować poetę”, czy z innego powodu, ale te pytania mnie trochę zawiodły.

Pierwsze o koncepcje spotkania autorskiego, które według Majchrowskiego zostało wyparte przez promocję książki (mądra uwaga). Krynicki powiedział, że żyjemy w innym czasie i spotkania autorskie zostały wyparte przez promocję książki, ale w jego wydawnictwie „A5”
http://www.wydawnictwoa5.pl/
słowo promocja jest, nie powie zakazane, ale nie są wydawnictwem komercyjnym, więc urządzają spotkania autorskie. Czasem z okazji wydania książki, ale często niezwiązane z nią.

Po tym wprowadzeniu Majchrowski przeczytał dedykację nominowanego w konkursie tomiku „Kamień, szron” i zapytał pomijając wątki osobiste w niej zawarte, czy Krynicki chce najpierw porozmawiać o kotach czy o książkach. Poeta odparł, że cała dedykacja jest bardzo osobista, bo wymienione w niej zostały osoby i istoty bardzo ważne w jego życiu. Gdy prowadzący powtórzył pytanie, od czego zacząć, odpowiedź brzmiała: „Zawsze mam z tym problem, jeżeli chodzi o kolejność. Tu nie ma żadnej hierarchii”. Profesor odparł z uśmiechem, że się tego domyślał, ale chciał usłyszeć.

Drugie pytanie było właściwie kolejnym stwierdzeniem. Majchrowski stwierdził, że dialog z innymi poetami to cecha poezji Krynickiego. Nawet opisał ten dialog jako próbę stylistycznego przybliżenia się, ale i polemikę.  Poeta przytaknął. Dialog jest dla niego bardzo ważny, czasami jawny, czasami ukryty (czasami w pamięci odzywają się cudze głosy). Tu wtrącił się Majchrowski dopowiadając, że Krynicki prowadzi też dialog z własnymi wierszami, przeobraża je, skreśla tak, że stają się coraz krótsze i bardziej zastanawiające, bogatsze. Autor powiedział, że jest wzrokowcem, po wydrukowaniu dopiero ”widzi”. Wiersz wtedy przestaje być organiczna cząstką jego samego, dlatego go poprawia i przede wszystkim skreśla. Inni tę pracę wykonują wcześniej przed drukiem i dla niego płynie stąd wniosek taki, że coraz dłużej trzyma wiersz w szufladzie, żeby nie musieć skreślać.

Trzecie pytanie było o wiersz, który wydała żona Krynickiego i wspólniczka w wydawnictwie, Krystyna, bez jego wiedzy. Majchrowski zapytał, czemu wiersz nie ukazał się w reedycji tomiku „Kamień, szron”. Tu doszło do małego nieporozumienia. Poeta odpowiedział, że wiersza nie ma, bo wtedy nie był napisany. Majchrowski dopowiedział, że ma na myśli wydanie gdańskie i podpowiedział znów odpowiedź. Domyślał się, że chodziło o zachowanie integralności tomiku, na co autor przytaknął.

W czwartym pytaniu Majchrowski zapytał o lata 70. i czasy poezji obywatelskiej, która próbowała mówić w imieniu wspólnoty, miała poczucie misji. To było bardzo rozbudowane pytanie. Zawierało kolejną myśl profesora na temat poezji Krynickiego, która określił jako zapowiadającą przejście od poezji obywatelskiej do poezji egzystencjalnej. Na koniec zacytował wypowiedź poety Adama Zagajewskiego na ten temat, w której była mowa, że lata 70. to był niedobry czas dla pisarzy. Na to Krynicki odpowiedział, że dla niego to był przede wszystkim czas przeżywania poczucia wspólnoty. Tłumaczył, że Zagajewski mówiąc, że to był niedobry czas, ma na myśli to, że żyjąc w zniewoleniu a chcąc mówić prawdę poeci podejmowali się obowiązku, który nie jest obowiązkiem poety. Jego zdaniem kiedy istnieją wolne media, pewne rzeczy lepiej powie dziennikarz. Dlatego też do wielu swoich wierszy z tego czasu czuje dystans i nie lubi ich przedrukowywać. Tu Majchrowski zaczął opowiadać o jednym z wierszy z tamtych czasów, który niespodziewanie został przypomniany w jednym z felietonów przez Jerzego Pilcha i dopytał, czy są takie wiersze, których Krynicki się wyrzeka. Poeta odparł, że nie wypiera się, ale korzysta w prawa wyboru. Dodał, że napisał je i ponosi za nie całkowitą odpowiedzialność.

Przedostatnie pytanie to teza Majchrowskiego na temat przestrzeni w wierszach Krynickiego. Według profesora jest to przestrzeń przechodnia, otwarta, tranzytowa i koresponduje z wymiarem niektórych wierszy. Krynicki dopowiedział, że chodzi o wiersze wczesne, na co profesor się nie zgodził, uznał, że te nowsze też można nazwać wierszami podróżnymi, bo dzieją się na dworcach, w galeriach handlowych, czyli przestrzeniach uznanych za „nie-miejsca” – czyli takie bez korzeni, bez tożsamości (przejściowych). Dodał, że według niego to rys poezji Krynickiego, rys jego egzystencji i część mitu, który stworzył, pisząc, że urodził się w transporcie. Poeta odparł na to, że w pewnym momencie życia uświadomił sobie, że większość mógłby nazwać wierszami podróżnymi, bo ludzkie życie jest nieustającą wędrówką (nie zawsze z własnej woli). Jedną z części tomu wydał pod takim tytułem – „Wiersze podróżne”. Dodał, że XX wiek był wspaniały, ale i był wiekiem zbrodni, stąd nieprzypadkowo w jego poezji słowo „transport”.

Ostatnie pytanie dotyczyło przyszłości poezji i tego, czy jest skazana na niszę, czy ma szansę obronić się w spotkaniu z kultura masową. Pisarz odpowiedział, że czytelników poezji jest niewielu. Zacytował niemieckiego poetę Enzensbergera, według którego w każdym kraju jest 1354 czytelników poezji. Krynicki nie jest aż takim optymistą, jego zdaniem w Polsce jest ok. 800-1000 takich osób. Niezależnie jednak od tego, że prawdziwych czytelników poezji jest tak mało, nie znaczy to, że poezja nie ma znaczenia. Wręcz przeciwnie, kultura masowa żywi się kultura wysoką. Tu Majchrowski przypomniał czasy Nowej Fali, kiedy to Ewa Demarczyk śpiewała Tuwima, Norwida i kiedy śpiewanie poezji było popularne, festiwalowe. Krynicki dodał do tej listy Grechutę. A profesor jeszcze Bułata Okudżawę i Wysockiego i zapytał, czy dziś to ma jakąś kontynuację. Dodał też swoją obserwację na temat przenikania poezji na cmentarze (cytat z twórczości Jana Twardowskiego „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”) i śmierci Szymborskiej (bał się otwierać Internet, bo bał się zalewu cytatów z jej poezji i ich banalizacji). Zdaniem profesora poezja przenika do obiegu ludowego, ale i się banalizuje. Zapytał, czy Krynicki ma zdanie w tej kwestii. Zapytany odparł, że nie chodzi o to, że cytaty z poezji mogą się zbanalizować. On myśli, że to zdanie Twardowskiego, to jedno z tych zdań, które pomagają żyć, niezależnie od tego, gdzie się znajdują. Jeżeli znajdą się w reklamie, to dopiero zaczniemy się martwić, dodał.

To niestety były wszystkie pytania przygotowane przez profesora. Po nich poeta wstał i przeczytał swoje wiersze. Zauważył przy tym, że jest najstarszym z nominowanych poetów, więc zacznie od czytania wierszy, które napisał, kiedy był w ich wieku. Na koniec spotkania pytania mogli zadawać czytelnicy. Ale padło tylko jedno pytanie o jeden z wierszy na temat dobroci. Krynicki wyjaśnił okoliczności jego powstania. Żałuję, że nikt nie zapytał poety, czym dla niego jest poezja i jakich polskich współcześnie debiutujących poetów czyta i podziwia (ja nie miałam odwagi zapytać). Całość trwała około godzinę. Na pewno zostanie mi w pamięci. A niedługo napiszę na blogu o tomiku wierszy Ryszarda Krynickiego pt. „Kamień, szron”.

 


Ryszard Krynicki
Ryszard Krynicki / fot. Felicja