A może nad morze? Z książką – podziękowania za spotkanie blogerów książkowych w Sopocie

Spotkanie, które zorganizowałyśmy z Bookfą odbyło się wczoraj (13 lipca 2013 roku) w Zatoce Sztuki w Sopocie. Tyle wrażeń, że jeszcze nie ochłonęłam i wciąż o nim myślę. I chyba tak szybko nie wrócę do „normalności”, bo czytam kolejne relacje uczestników, oglądam zdjęcia i jestem szczęśliwa, że wszystko się udało.

A może nad morze? Z ksiażką - pod patronatem Literackiego Sopotu

Właściwie nie umiem tego opisać. Innym się udało, polecam ich wpisy (będę dodawała tu kolejne, jeżeli ukażą się na Waszych blogach):

„Lost.In.The.Library”:

http://bookfa.blox.pl/2013/07/Oczywiscie-ze-nad-morze-Z-ksiazka.html

„Książki Idy”:

http://ksiazkiidy.blox.pl/2013/07/Spotkanie-blogerek-w-Sopocie.html

„Recenzjum”:

http://recenzjum.blogspot.com/2013/07/spotkanie-blogerow-w-sopocie.html

„Aleksandra czyta”:

http://aleksandraczyta.blox.pl/2013/07/Morze-nad-moze.html

„Istnieję, by czytać”:

http://istnieje-by-czytac.blogspot.com/2013/07/spotkanie-blogerow-w-sopocie.html

„Z Kafką nad morzem”:

http://zkafknadmorzem.blogspot.com/2013/07/a-moze-nad-morze-oko.html

„Czytam, bo chcę i już”:

http://dofi.com.pl/veni-vidi-moze-nad-morze/

„Kursy internetowe z Operonem”:

http://akademiaortograffiti.pl/Aktualnosci/Nad-morze-z-ksiazka

Na profilu mojego bloga na Facebooku można obejrzeć piękne zdjęcia, które zrobiła nam Ana Matusevic:

https://www.facebook.com/CoWartoCzytac

Myślę o tym, jak to wszystko się zaczęło. Planowałyśmy to spotkanie z Bookfą od stycznia, a sam pomysł pojawił się jeszcze wcześniej, w listopadzie zeszłego roku. Nigdy nie pomyślałabym wtedy, że całe przedsięwzięcie tak się rozrośnie, że przyjedzie tyle osób, że będziemy mieć patrona i sponsorów. Dlatego chciałam wszystkim podziękować: osobom, które przyszły – wspaniale było Was poznać osobiście i mam nadzieję, że się jeszcze nie raz zobaczymy, patronowi – Literackiemu Sopotowi – to był wielki zaszczyt dla nas (dziękuję również za torby, przypinki, zakładki do książek i słodkie babeczki), sponsorowi – Literackiemu Egmontowi – dzięki któremu każdy wyszedł obdarowany książkami, Wydawnictwu MG i Audiotece.pl, dzięki którym mogłyśmy przygotować dodatkowe atrakcje dla uczestników, Zatoce Sztuki, która przygotowała dla nas świetne warunki do poznania się i wymiany książek (nie mówiąc o rabacie), Ewie Formelli, która opowiedziała o swojej książce i ogłosiła wyniki konkursu pachnącego lawendą, Anie Matusevic za cudowne zdjęcia z morzem w tle! Na koniec chciałam przede wszystkim podziękować Bookfie! Jej pomysły, doświadczenie i zaangażowanie sprawiły, że to wszystko się udało. Współpracowało nam się świetnie, dlatego myślimy o powtórce za rok! Do zobaczenia!

PS Zapomniałam się pochwalić zdjęciem, które zrobiła mi na spotkaniu Ana. Ona ma niesamowity talent!

Beata Kobierowska
fot. Ana Matusevic

Spotkanie prasowe festiwalu Literacki Sopot – relacja

O Literackim Sopocie pisałam w zeszłym roku dość dużo, byłam na wielu spotkaniach (z Tomaszem Kołodziejczakiem, Jackiem Komudą, Rafałem Dębskim, Anną Brzezińską, Jakubem Ćwiekiem, Danutą Wałęsą, chwilę miałam okazję posłuchać też: Szymona Hołowni i Filipa Springera). W tym roku prawdopodobnie będę również uczestniczyła w licznych spotkaniach i pisała o nich jeszcze więcej.

Dziś wybrałam się na pierwsze spotkanie prasowe festiwalu (i w ogóle pierwsze w moim życiu spotkanie prasowe) do Teatru na Plaży, żeby poznać nazwiska polskich i zagranicznych gości. Dowiedziałam się, że w dniach 16-20 sierpnia Sopot odwiedzą m.in.: Yrsa Sigurdardottir, Christer Mjaset, Mariusz Czubaj i Marek Krajewski. Dominować będzie literatura islandzka, skandynawska, literatura dla dzieci (przyjadą Moni Nilsson i Åsa Lind) i kryminały. Pojawią się wszystkie zeszłoroczne bloki programowe, warsztaty reportażu, spotkania z nominowanymi do Nike (od razu sprawdziłam, kto to może być na stronie Nagrody Literackiej Nike) oraz autorami tegorocznych premier i gwiazdami. Nowością będą spotkania z twórcami książek historycznych. Niestety organizatorzy nie chcieli ujawniać wszystkiego od razu.

Ciekawe było uzasadnienie wyboru dominującej tematyki festiwalu. Agnieszka Rek (koordynator festiwalu Literacki Sopot) powiedziała, że wybrano nurty, których oferta wydawnicza na rynku polskim jest najbogatsza i książki autorów zagranicznych, które prezentują charakter literatury danego kraju. Zapowiedziała, że będzie czworo gości z zagranicy piszących dla dorosłych i czworo piszących dla dzieci.

Festiwal to oczywiście nie tylko spotkania z pisarzami. Imprez towarzyszących będzie bardzo dużo (targi książki, działania teatralne, mobilne czytelnie, plenerowa strefa czytania oraz prezentacje filmów). Organizatorzy proponują zarezerwować sobie czas od rana do wieczora. Dla dzieci przygotowano specjalny panel edukacyjny, więc one również nie będą się nudzić.

Na stronie mojego bloga na Facebooku można zobaczyć zdjęcie z konferencji (udostępnione od Teatru na Plaży) i pakiety przygotowane dla dziennikarzy (zdjęcie od Projekt PR).

PS Przy okazji przypominam o spotkaniu blogerów „A może nad morze? Z książką” w Sopocie 13 lipca (zgłaszać można się do 30 czerwca), które odbędzie się pod patronatem Literackiego Sopotu.

Chciałam też poinformować Was o konkursie wakacyjnym zorganizowanym przez blogerkę i pisarkę Ewę Formellę (która będzie na wspomnianym spotkaniu 13 lipca). Do wygrania jest jej najnowsza powieść, a ja mam zaszczyt być jurorką:
http://ksiazkiidy.blox.pl/2013/06/KONKURS-WAKACYJNY-pachnacy-lawenda.html

BiblioCamp 2013. Co biblioteka w Gdańsku robi dla blogerów? – relacja

Tegoroczny BiblioCamp zaczął się dla mnie w niezwykły sposób. 7 maja 2013 poszłam na spotkanie do biblioteki przy ul. Mariackiej w Gdańsku, a tam Tomasz Nadolny, mówiąc o trójmiejskiej blogosferze, niespodziewanie wspomniał również o moim blogu „Co warto czytać?”. Możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie. I radość. Nagranie wideo można zobaczyć na blogu Ewy Kowalskiej. Po obejrzeniu będziecie wiedzieli dużo o BiblioCampie, Blog Forum Gdańsk i o blogach z Gdańska, Gdyni i Sopotu. Nie będę Wam opowiadała o wszystkich bibliocampowych wydarzeniach (program był przebogaty: „Miasto w sieci”„Dzieci dla sieci”, „Kultura w sieci”), chciałabym się skupić na kilku, w których wzięłam udział, by pokazać, jak wiele Wojewódzka i Miejska Biblioteka w Gdańsku robi dla blogerów.

BiblioCamp

www.bibliocamp.info

BiblioCamp to po pierwsze darmowe warsztaty. Profesjonalnie poprowadzone dotyczyły w tym roku praktycznych i potrzebnych tematów. Byłam na dwóch. Od Grzegorza Stunży, który poprowadził „Legalnie i twórczo. Prawo autorskie w sieci?” dowiedziałam się, jak używać treści na licencjach Creative Commons (CC) i gdzie je znajdować. Od Macieja Rynarzewskiego, prowadzącego zajęcia pt. „Less is more, czyli nowoczesny blog lub strona internetowa od A do Z” dostałam (tak jak wszyscy uczestnicy) całą listę przydatnych narzędzi i linków oraz mnóstwo porad praktycznych, np. jak stworzyć własne logo. Wiem też dzięki niemu, co jest obecnie modne w Internecie (np. płaski design, responsywność, sztywne menu na górze strony), a co już nie (choć nie przywiązuję do tego wielkiej wagi).

Drugim ważnym dla mnie elementem BiblioCampu były spotkania z blogerami piszącymi o Gdańsku („Gdańskie blogi i co z nich wynika?” z udziałem Tomasza Struga i Jarosława Wasielewskiego) oraz dyskusja blogerek książkowych (Dagny Kurdwanowskiej i Any Matusevic) z przedstawicielami wydawnictw („Literacki networking, czyli dobre praktyki we współpracy bloger-wydawca”). Cały blok „Kultura w sieci” można obejrzeć w sieci (jakże mogłoby być inaczej?).

BiblioCamp pokazał mi, jaki potencjał tkwi zarówno w bibliotece i bibliotekarzach, jak i w blogerach i blogosferze. Oryginalny pomysł i świetna organizacja to dzieło WiMBP w Gdańsku (a w szczególności zatrudnionej tam bibliotekarki Alicji Lipińskiej), prelegenci i uczestnicy to w dużej mierze blogerzy. Efekt? Interesujące, nieszablonowe dyskusje, integracja blogosfery i kto wie, co jeszcze z tego za jakiś czas wyniknie?

Już teraz zapraszam Was na wywiad z Alicją Lipińską na temat BiblioCampu, który ukaże się niedługo na moim blogu. Dzięki niemu będziecie mieli szansę dowiedzieć się o tym projekcie z samego źródła.

Gdańskie Spotkania Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu” – relacja cz.II

Gdańskie Spotkania Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu”

www.odnalezionewtlumaczeniu.pl

 

Trzeci dzień Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu” był równie wyjątkowy, jak pierwszy (drugi niestety opuściłam). Działo się naprawdę sporo i nie sposób wszystkiego opisać. Całe szczęście nagrania będzie można obejrzeć na stronie organizatora, Instytutu Kultury Miejskiej, na YouTube. To wiele godzin oglądania, ja chciałabym napisać o najciekawszych moim zdaniem kwestiach, które zostały wczoraj (27 kwietnia 2013 roku) poruszone.

Mimo że „Odnalezione w tłumaczeniu” to spotkania tłumaczy poświęcone przekładowi literackiemu, ja nastawiona byłam głównie na spotkania z pisarzami i rozmowy o literaturze. Okazało się, że nie można mówić o jednym bez drugiego. A najmniej mnie interesujący panel dyskusyjny „Sytuacja tłumaczy literatury w Polsce. Czy w Szwecji jest podobnie?” okazał się najważniejszym!

W czwartek, podczas rozpoczęcia Spotkań, panowała podniosła, radosna, wręcz świąteczna atmosfera. W sobotę było inaczej. Część osób podkreślała, że zaczynają się powtarzać, że tyle zostało już powiedziane, że nie sposób powiedzieć czegoś nowego. Kluczowa okazała się wypowiedź Jerzego Jarniewicza (o piśmie „Literatura na Świecie”, o którym nikt wcześniej nie wspominał), która rozpoczęła może nie kłótnię, ale niezbyt przyjemną wymianę zdań. Sytuacja zrobiła się napięta. Nie wszystko zostało powiedziane wprost, wiele zostało między słowami. Jak na dłoni widać było podział środowiska tłumaczy literackich, choć same przyczyny podziału nie są dla mnie do końca jasne. Dyskusja zakończyła się jednak pozytywnym pomysłem Sławomira Paszkieta, by zorganizować spotkanie przedstawicieli różnych związków zrzeszających tłumaczy literackich przy okrągłym stole/przy szwedzkim stole i zastanowić się, jak wspólnie działać.

 

1. Pisarze podróżujący i osiadli – tłumacze rzeczywistości
Szczepan Twardoch, Grażyna Plebanek, Joanna Bator
Moderator: Anna Dziewit-Meller

Szczepan Twardoch, Grażyna Plebanek, Joanna Bator, Anna Dziewit-Meller

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

 
Myślałam, że najciekawszy będzie punkt pierwszy programu, rozmowa Anny Dziewit-Meller z pisarzami: Joanną Bator, Grażyną Plebanek i Szczepanem Twardochem, ale został mi po niej wielki niedosyt. „Pisarze podróżujący czy osiadli – tłumacze rzeczywistości” to był dość szeroki temat. Goście opowiedzieli trochę o sobie i swoim życiu, mniej o twórczości. Pojawiło się pytanie z sali, dlaczego nie ma dziś pisarzy, jak Bolesław Prus, którzy potrafiliby opisać współczesność. Każdy z autorów odpowiedział na nie inaczej. Szczepan Twardoch uważa, że „nie rozpoznaliśmy jeszcze formy społecznej, w której żyjemy”, nie znamy swojego świata, nie jest tak, że artyści mogą ją poznać i wytłumaczyć. Joanna Bator powiedziała o upadku wielkiej narracji, którą zastąpiły małe opowieści, fragmentaryczne, np. Michała Witkowskiego, Olgi Tokarczuk, Daniela Odiji i dodała, że odzwierciedlanie czy upiększanie świata w książkach nie ma sensu, ważne jest mierzenie się z rzeczywistością. Grażyna Plebanek z kolei odpowiedziała, porównując literaturę do życia, w którym są etapy, które się kończą, XIX wiek się skończył, zmieniło się nasze myślenie. Bardzo żałuję, że każdy z tych twórców nie został zaproszony na osobne spotkanie (szczególnie Joanna Bator), na którym mógłby powiedzieć więcej.

 

2. Koszmar złych tłumaczeń. Krytyka przekładu w Polsce.
Michał Chaciński, Jacek Dehnel, Justyna Sobolewska, Anna Topczewska
Moderator: Anna Dziewit–Meller

Michał Chaciński, Jacek Dehnel, Justyna Sobolewska, Anna Topczewska, Anna Dziewit-Meller

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

 
„Koszmar złych tłumaczeń. Krytyka przekładu w Polsce” to był panel, z którego dowiedziałam się dużo o życiu tłumacza. Uczestnicy przedstawili wiele zabawnych i pouczających anegdotek. Jacek Dehnel przypomniał swoją znaną recenzję przekładu „Obcego dziecka” Alana Hollinghursta i najbardziej rażące w nim błędy. Anna Topczewska opowiedziała o swoich nieprzyjemnych doświadczeniach z wydawcami: wydaniu książki bez korekty autorskiej, zrezygnowaniu z jej usług z powodów finansowych, zakończeniu współpracy, bo przekład był za dobry, na zbyt wysokim poziomie (chodziło o tłumaczenie norweskich romansów, które robiła pod pseudonimem). Michał Chaciński mówił o „zbrodni zbiorowej”, za zły przekład jego zdaniem odpowiedzialny jest nie tylko tłumacz, ale również redaktor i wydawca. Justyna Sobolewska zastanawiała się, czy ze złej książki da się zrobić dobre tłumaczenie, na co Anna Topczewska odparła, że da się zrobić może nie dobrą literaturę, ale dobre rzemiosło.

 

3. Sytuacja tłumaczy literatury w Polsce. Czy w Szwecji jest podobnie?
Sławomir Paszkiet, Justyna Czechowska, Stefan Ingvarsson, Jerzy Jarniewicz
Moderator: Katarzyna Tubylewicz

Sławomir Paszkiet, Justyna Czechowska, Stefan Ingvarsson, Jerzy Jarniewicz, Katarzyna Tubylewicz

fot. Dominik Werner, archiwum IKM

 
O wypowiedzi Jerzego Jarniewicz, która padła podczas dyskusji o sytuacji tłumaczy w Polsce i jej konsekwencjach już pisałam. Podtytuł tego panelu brzmiał: „Czy w Szwecji jest podobnie?” i teraz na ten temat chciałabym dodać parę słów. Jak można było się spodziewać okazało się, że w Szwecji jest dużo lepiej niż w Polsce. Stefan Ingvarsson powiedział, że tłumacze literatury mają silny związek zawodowy, który wywalczył dla nich stawki minimalne i standardową umowę z wydawcą, zapewnia również pomoc prawną i stypendia dożywotnie (do siedemdziesiątego roku życia). Biblioteki wypożyczają książki za darmo, ale rekompensują tłumaczom zyski z praw autorskich w postaci funduszu, z którego część pieniędzy otrzymuje autor, część związek. Jakie to mądre rozwiązanie. Niestety, jak przyznała Justyna Czechowska, modelu szwedzkiego nie da się tak po prostu skopiować u nas (bo ani tłumacze, ani wydawcy nie są odpowiednio zrzeszeni i nie mają przedstawicieli, którzy mogliby się spotkać i coś ustalić).

 

4. Tłumaczyć poezję
Tadeusz Dąbrowski, Dariusz Suska, Irena Grönberg, Julia Fiedorczuk
Moderator: Agnieszka Wolny-Hamkało

Tadeusz Dąbrowski, Dariusz Suska, Irena Grönberg, Julia Fiedorczuk, Agnieszka Wolny-Hamkało

fot. Dominik Werner, archiwum IKM

 
Do dyskusji „Tłumaczyć poezję” byłam nastawiona trochę sceptycznie (uważam, że poezji nie da się przetłumaczyć), ale była bardzo ciekawa. Dariusz Suska powiedział, że poezja to kontakt osobisty, „piszemy po to, żeby się skontaktować”, on boi się kontaktu, dlatego pisze książki. Tadeusz Dąbrowski trafnie porównał tłumaczenie poezji do zabawy w głuchy telefon. Julia Fiedorczuk nie boi się oddania swoich wierszy w inne ręce, nie uważa ich za rzecz skończoną. Irena Gr
önberg powiedziała, że przystępując do pracy tłumacz musi się najpierw zastanowić, gdzie w wierszu jest poezja i przyznała, że dla niej najtrudniejsze do przełożenia są rymy. Z kolei Dariusz Suska nie pisałby poezji, gdyby nie było rymów. Ciekawie mówił również o tym, że „wiersz jest rzeczą przedjęzykową”, kieruje nas do dzieciństwa, do czasu, kiedy nie było języka. Wtórował mu Tadeusz Dąbrowski: „Nie wierzę, że poetyckość jest wytworem języka, sytuuje się na obrzeżach tekstów lub poza nimi”.

Podstawowe przesłanie, które płynie z Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury można by streścić w jednym zdaniu: „Tłumacz jest drugim autorem”. Postaram się o tym pamiętać i na blogu zawsze już odtąd będę wymieniała autora przekładu omawianej książki. Nie będę oceniała jego pracy, bo nie mam odpowiednich kompetencji, ale będę przypominać sobie w trakcie lektury, że nie czytam oryginału, który może być zupełnie inny od przekładu.

Na koniec przytoczę „zagadkę” opowiedzianą przez Jerzego Jarniewicza. Kto jest autorem słów: „Źle się dzieje w państwie duńskim”? Nie! Nie Shakespeare. On nie znał polskiego! W „Hamlecie” napisał: „Something is rotten in the state of Denmark.” i to zdanie zostało w każdym z polskich przekładów przetłumaczone w inny sposób. Natomiast autor tłumaczenia, które weszło do powszechnego użytku, stało się popularnym powiedzeniem, jest anonimowy.

 

PS Część pierwszą mojej relacji znajdziecie tutaj:

http://cowartoprzeczytac.blox.pl/2013/04/Gdanskie-Spotkania-Tlumaczy-Literatury.html

 

Gdańskie Spotkania Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu” – relacja cz. I

Odnalezione w tłumaczeniu

www.odnalezionewtlumaczeniu.pl

Wczoraj (25 kwietnia 2013 roku) rozpoczęło się w Gdańsku (w Dworze Artusa) święto tłumaczy, pisarzy i czytelników, konferencja „Odnalezione w tłumaczeniu”. O trzech punktach programu, w których wzięłam udział, chciałabym Wam pokrótce opowiedzieć.

 
1. Wszystko o kobietach
Rozmowa z gościem specjalnym Spotkań, szwedzką powieściopisarką, Majgull Axelsson
Prowadzący – Justyna Sobolewska, Maciej Robert
Tłumacz – Stefan Ingvarsson

Stefan Ingvarsson, Majgull Axelsson, Justyna Sobolewska, Maciej Robert

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

Pytania Justyny Sobolewskiej i Macieja Roberta dotyczyły głównie najnowszej powieści pisarki pt. „Pępowina” i poruszonej w niej tematyki. Majgull Axelsson opowiedziała o okolicznościach powstania książki – jej syn wyprowadził się z domu i poczuła się zwolniona z roli matki; o tytule – po szwedzku dosłownie oznacza „pasję matki”, moment, kiedy matka spotyka spojrzenie dziecka po porodzie i wie, że stanie się rodzicem przyniesie jej szczęście i cierpienie; o problematyce (macierzyństwo) – „Nie wiem, czy dostarczam rozwiązań, zadaję dużo pytań”, jej zdaniem nie ma idealnych rodziców („Nie chciałabym być dzieckiem idealnych rodziców”), najważniejsze to przeciąć pępowinę („Jeżeli nie przetniemy pępowiny, umiera i matka, i dziecko”), nie możemy od siebie wymagać więcej niż refleksji, co było dobre w wychowaniu, a co złe; o celu pisania – „Pisząc książki, poznaję siebie”.

W trakcie rozmowy poruszono również temat: systemu klasowego i sytuacji kobiet w Szwecji, szwedzkich przekleństw („Mamy całą masę przekleństw, głownie kojarzą się z piekłem i diabłem, mało jest związanych z płciowością”) i realizmu magicznego („Elementy magiczne zawsze pojawiają się w moich książkach”). Zapytana o kolejną powieść: „Czy (tak, jak dotychczasowe) będzie przejściem przez piekło?”, pisarka odparła krótko: „Tak”.

 
Cytat do zapamiętania i przemyślenia:
„W świecie zamieszkałym przez szczęśliwych literatura wymarłaby śmiercią głodową.”

 
2. Niewidzialna ręka. Tłumacz i jego poeta

Rozmowa Magdaleny Heydel z Adamem Zagajewskim i jego szwedzkim tłumaczem, Andersem Bodegårdem

Magdalena Heydel, Adam Zagajewski, Anders Bodegård

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

Prowadząca spotkanie na początku wyraźnie zaznaczyła, że to osoba tłumacza będzie dziś w centrum uwagi. Do niego też skierowała pierwsze pytanie: „Jak to jest być tłumaczem?”. Anders Bodegård odparł, że tłumaczenie jest niemożliwe, ale potrzebne, jednocześnie proste, „Przekładanie to intensywne czytanie”, można je porównać do gwałtu, tłumacz jest złodziejem, ale jest i dobroczyńcą. W tym momencie włączył się do rozmowy Adam Zagajewski i powiedział, że tłumacz jest przede wszystkim filantropem i że oni z Andersem zostali przyjaciółmi dzięki poezji, co jego zdaniem dowodzi, że poezja nie jest antymiędzyludzka czy autystyczna, jak twierdzą badacze w USA, przeciwstawiając poezji powieść (za Bachtinem). Przyjaźń zakłada zaufanie, kontynuował, spokojne założenie, że przyjaciel nie zrobi mi krzywdy.

Magdalena Heydel chciała wiedzieć, skąd bierze się zaufanie do tłumacza, czy z czytania przekładów, czy może z słuchania opinii czytelników. Poeta wyjaśnił, że to złożona kwestia zahaczająca o to, czym jest poezja. Nazwał ją wyrwaniem się z czasu historycznego i przyrównał do muzyki. Przyznał, że sondował osobowość Bodegårda i zauważył, że są trochę do siebie podobni. Nie rozmawiają na tematy teoretyczne, ale obaj są wrażliwi na muzykę i poezję. Tłumacz powiedział, że poezję Adama Zagajewskiego czyta chętnie i dość dobrze rozumie, dlatego nie czuje żadnych trudności, przekładając ją (ma przywilej dokonywania wyboru, które utwory przełoży). Zdradził też, jak pracuje nad uzyskaniem efektu muzyczności – czyta na głos, nagrywa, potem słucha nagrania, imituje jak najbardziej oryginał, liczy sylaby, słowa („Próbuję brzmieć jak Adam, tylko po szwedzku”).

Jako ostatnia została poruszona kwestia pisania po polsku: „Co to znaczy pisać po polsku?”. Zagajewski odpowiedział, że to nie kwestia wyboru, język jest dziedzictwem, słodkim i gorzkim, są w nim echa Kochanowskiego i echa niewoli, to nie tylko kwestia zdolności lingwistycznych. Przytoczył słowa Milosza, który twierdził, że pisze po polsku, bo to język dzieciństwa, język pierwszych objawień. Użył też angielskiego powiedzenia, mówiąc, że być Polakiem to „mixed blessing” (mieszane błogosławieństwo). „Poezję piszę nie dla Polaków, tylko dla ludzi” – podsumował. Najlepszą (niezapomnianą) częścią tego spotkania było czytanie wierszy przez poetę i jego tłumacza.

 
3. Pisarz, który jest tłumaczem. Tłumacz, który jest pisarzem. Czy te role da się łączyć?

Marek Bieńczyk, Zbigniew Kruszyński, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk
Moderator: Grzegorz Jankowicz

Marek Bieńczyk, Zbigniew Kruszyński, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Grzegorz Jankowicz

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

 
Grzegorz Jankowicz dla każdego z gości przeznaczył jedno pytanie (o konflikt między pisaniem, a tłumaczeniem) i około trzynaście i pół minuty. Pozostał więc pewien niedosyt.

Marek Bieńczyk odpowiedział, że jako tłumacz nie czuje konfliktu, gdy siada do tłumaczenia, chce być profesjonalny, takie jest założenie, a potem dzieją się różne zdarzenia. Opowiadał o swoich doświadczeniach z przekładaniem twórczości Milana Kundery, pisarza „przejrzystego z założenia” (o tym, jak poprosił go o możliwość zmiany „słyszą krzyk fal” na „słyszą huk fal”, krzyk wydał mu się być na granicy kiczu) i Emila Ciorana, który pisał przyjemnie i mądrze, bardziej przyjemnie niż mądrze (i „trzeba włączyć własne namiętności dla niektórych słów, żeby było przyjemnie”). Podzielił się również wrażeniami z bycia tłumaczonym autorem. Powiedział, że to tragedia, nie można się zgodzić na nic, przekład to zawsze jest ciało obce.

Julia Fiedorczuk najpierw opowiedziała o swoim doktoracie i Laurze Riding, niszowej poetce amerykańskiej zawiązanej z awangardą lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku, której rola była jednocześnie istotna i marginalna. Riding miała program totalny, chciała zrewolucjonizować poezję/język/słowa, bo uważała, że to niezwykle ważny element ludzkiej egzystencji (jeśli moglibyśmy zmienić swój stosunek do słów, wszystko by się zmieniło, twierdziła, zmiany miały dokonać kobiety). Fiedorczuk początkowo nastawiona sceptycznie, później zakochała się w poezji Riding, stała się jej wierna i przekładowi poświeciła około siedmiu lat pracy. Zrezygnowanie z roli autorki na rzecz roli tłumaczki przychodzi jej łatwo, nie jest przywiązana do swoich ról/tożsamości językowych (krytyczki, nauczyciela językowego, poetki, matki).

Jacek Dehnel przyznał, że czuje się niepełnowartościowym tłumaczem, dyletantem (bez specjalistycznych studiów, bez zamieszkiwania w innym kraju, innej kulturze) i dlatego dba o dobrych redaktorów i krytyków przed publikacją, by wyłapywali kompromitujące pomyłki. Jako poeta, pisarz ma większą pewność. Z reguły tłumaczy wiersze zrytmizowane i rymowane, to jego szczególna umiejętność, w której bycie poetą bardzo pomaga, bo można ją wyćwiczyć przez praktykę. Dla Dehnela tłumacz idealny powinien przypominać medium w seansie spirytystycznym, cudzemu głosowi oddać swoje gardło. Tłumaczenie jest wysiłkiem skromności i zrezygnowaniem z siebie, powiedział.

Zbigniew Kruszyński mówił moim zdaniem najciekawiej. Jemu trudno jest łączyć pisanie z tłumaczeniem, tłumaczy pod pseudonimem. Jasno wyjaśnił, czym różni się przekład od dzieła literackiego. Jego zdaniem, jak się pisze, to raz, a dobrze (niezależnie od stopnia grafomanii). Literatura to tekst, którego nie da się powiedzieć inaczej. Natomiast w tłumaczeniu nic nie jest powiedziane raz, a dobrze, wszystko da się powiedzieć inaczej. Przekład to „katalog poprawek”. Kruszyński nie wierzy we współpracę pisarza z tłumaczem, powinna być niemal zabroniona, twierdzi, bo pisarze kłamią, plączą się w zeznaniach, w odpowiedzi na pytania piszą nowe powieści.

 

Pierwszy dzień konferencji był bogaty, inspirujący, momentami zachwycający. Będziecie mogli się o tym przekonać osobiście, bo zapisy spotkań mają być dostępne na YouTube na stronie organizatora, Instytutu Kultury Miejskiej:
www.youtube.com/ikmgdansk

 

Organizatorom bardzo serdecznie dziękuję za zdjęcia!

PS Część drugą mojej relacji znajdziecie tutaj:

http://cowartoprzeczytac.blox.pl/2013/04/Gdanskie-Spotkania-Tlumaczy-Literatury-1.html

 

Spotkanie z Kazimierzem Nowosielskim

Spotkanie z Kazimierzem Nowosielskim
Kazimierz Nowosielski, fot. Jan Piasecki-Hlousek

 

28 dzień lutego 2012 roku, godzina 17:30, biblioteka przy ul. Mariackiej w Gdańsku. Krystyna Łubieńska (aktorka) – wstęp, recytacja wierszy, prowadzenie spotkania. Halina Słojewska (aktorka) – recytacja i interpretacja wierszy. Kazimierz Nowosielski (poeta, profesor Uniwersytetu Gdańskiego) – recytacja wierszy, komentarze do nich, anegdoty. Zbigniew Walczak (kierownik biblioteki) – podsumowanie. Tak w telegraficznym skrócie wyglądał wczorajszy wieczór, ale to nie wszystko. Wydarzyło się dużo więcej.

Spotkanie było poświęcone tomikowi wierszy Kazimierza Nowosielskiego pt. „Okno od północy”. Poeta rozpoczął od wyjaśnienia, czym dla niego jest poezja. Dowiedziałam się, że ma ona związek z jego osobistym doświadczeniem, wspólnotą rodzinną, narodową, europejską, że jest konkretnym spotkaniem z samym sobą i z innymi, że jest okazją do zapytania siebie, gdzie jesteśmy jako wspólnota i jako poszczególne osoby. Nieprzypadkowo najnowszy zbiór wierszy opatrzony został mottem z Norwida: „(…) obywatelską i miłości – rzecz robię”. Autor powiedział, że „tka swoje wiersze z rzeczywistości możliwie delikatnej natury”, nie pomija bólu w życiu, zapytuje siebie, tradycji i Boga, jak iść. Wszystko jest dla niego darem, ale i niesie w sobie odpowiedzialność.

Najciekawsza była część rozważań profesora poświęcona tytułowi. „Okno od północy” to jego własne okno w dziesięciopiętrowym bloku – „najwspanialszy telewizor, jaki Opatrzność mogła mu zafundować”. Od kilkudziesięciu lat obserwuje przez nie świat i ludzi. Jest to miejsce niewyszukane, bez wymyślności, nie dzielnica willowa, gdzie ludzie się od siebie odgradzają. Widzi, siedząc przy biurku: podwórko, cmentarz, krzaki, Zaspę (dzielnica Gdańska), prom. To, co bliskie, na wyciągniecie ręki, i to, co dalekie, „to, co dane do współbytowania”. Jest w nim również tęsknota do zamieszkiwania w tym, co realność przekracza. Podoba mi się takie podkreślenie związku człowieka z miejscem, które zamieszkuje, a jednocześnie wykraczania poza nie myślami.

Halina Słojewska przedstawiła przed recytacją swoje spostrzeżenia na temat poezji Kazimierza Nowosielskiego. Dostrzega ona w „Oknie od północy” wyraźną strunę obywatelską i czuje, że poeta przywołuje nas do porządku. Wiersze będące zapisem historycznym środowiska artystów gdańskich, np. nawiązujące do występów w kościołach w stanie wojennym, są jej zdaniem pełne nie zachwytu, lecz goryczy, pytań: „Co się z nami stało, którzy razem klęczeliśmy?”

Poeta tłumaczył, że wiersze w tomiku pochodzą z rozmaitych momentów jego życia, że starannie dobiera sąsiedztwa, kierując się melodią, problematyką. Czasami pewnych spraw jest za dużo i wtedy chowa niektóre utwory do szuflady, by czekały na swój czas. Zaskoczyło mnie, że chronologia i bieżące teksty nie są najważniejszym kryterium doboru. A jednocześnie dostrzegłam, że dzięki temu zbiór staje się całością, odrębnym dziełem, które można odczytywać głębiej.

Z tekstów przeczytanych na spotkaniu największe wrażenie, oprócz kilku wierszy miłosnych, zrobił na mnie utwór pt. „Pokolenie” przeczytany przez autora. Wspomnienie przeszłości, a jednocześnie ważne słowa na temat teraźniejszości. Muszę zacytować tu choć fragment, żeby was przekonać, że jest wyjątkowy:

Pokolenie

Gdzieście się podziali
głośni poeci kontestacji
poeci zapomnianych zobowiązań:
jego wysokości honoru
odwagi
wierności
proklamatorzy wolnej
rzeczpospolitej sumień […]

Gdzieście poszli – czyżby
nie było już
oszukanych
poniżonych
wepchniętych w ciemność
zdeprawowanych słów [...]”

Ta wrażliwość na ludzką krzywdę jest bardzo ujmująca i przejmująca w wierszach Kazimierza Nowosielskiego. Na spotkaniu opowiadał on o widzianych przez siebie często z okna wcześnie rano biednych grzebiących w śmietniku. Jego poezja to, jak sam określił: „sztuka dostrzegania ludzkich realności”. Kolejnym przykładem tego jest utwór „Do brata” również odczytany przez autora.

Niedługo napiszę więcej o „Oknie od północy”. Dla mnie spotkanie z tą poezją nie zakończyło się w bibliotece, ale jeszcze tego samego wieczoru czytałam tomik wierszy Kazimierza Nowosielskiego w domu. Będę go czytać przez najbliższe dni, a potem Wam o nim opowiem. Przy okazji jeszcze raz chciałam podkreślić, że czytanie poezji samemu, a słuchanie jej w wykonaniu wybitnych artystów i samego autora, to coś zupełnie innego i wyjątkowego.

Spotkanie z Kazimierzem Nowosielskim
Halina Słojewska, Krystyna Łubieńska, Kazimierz Nowosielski
fot. Jan Piasecki-Hlousek

PS Alicji z Filii Gdańskiej serdecznie dziękuję za wypożyczenie tomików wierszy Kazimierza Nowosielskiego, a Janowi za zdjęcia ze spotkania.

 

Relacje ze spotkań autorskich

 

Od jakiegoś czasu relacje ze spotkań autorskich (a raczej moje krótkie notatki na ich temat) umieszczam na profilu bloga na Facebooku:

Facebook


http://www.facebook.com/CoWartoCzytac

Nie każdy tam zagląda, więc postanowiłam je zebrać i tutaj umieścić:


VINCENT V. SEVERSKI, ALEKSANDER MAKOWSKI, 31 stycznia 2013

Spotkanie ze szpiegami”, które odbyło się wczoraj w Bibliotece Oliwskiej w Gdańsku trochę mnie rozczarowało. Zapraszanie dwóch autorów na jeden wieczór nie było dobrym pomysłem, podobnie jak wybór prowadzącego. Chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o książkach Vincenta Severskiego, które obecnie są bardzo popularne i chwalone przez blogerów, a których jeszcze nie czytałam. Niestety dziennikarz Radia Gdańsk, Włodek Raszkiewicz, pytał głównie o pracę w wywiadzie.

Zanotowałam tylko trzy pytania tyczące literatury: o początki i cel pisania, o prawdziwość przedstawionych wydarzeń i miejsc, o łatwość pisania. Vincent Severski odpowiedział, że książki są dla niego sposobem na przedłużenie i kontynuację życia w zawodzie i że nie potrafi pisać o niczym innym niż o swoim życiu, prawie każda z książkowych postaci ma swój pierwowzór wśród jego kolegów i koleżanek, 90% miejsc opisanych w książkach odwiedził naprawdę, z pisaniem nie ma problemów, „samo przychodzi, potem tylko muszę skracać” – powiedział. Aleksander Makowski zaczął pisać z innego powodu – w raporcie z likwidacji WSI została według niego kłamliwie opisana misja w Afganistanie i chciał przedstawić społeczeństwu własną wersję.

Właściwie o pracy wywiadowczej obu panów też niewiele się dowiedziałam, wszak wszystko jest objęte tajemnicą, a same ogólniki niewiele dają. Pozostaje mi sięgnąć po książki. Vincent Severski napisał: „Nielegalnych” i „Niewiernych”, Aleksander Makowski zaś: „Tropiąc Bin Ladena. W afgańskiej matni 1997-2007”.

http://www.facebook.com/events/584790638204116/


SASZA HADY, 13 grudnia 2012

Czytaliście już „Morderstwo na mokradłach” Saszy Hady? Ja mam zamiar. Zachęciła mnie najpierw Nika swoją świetną recenzją:

http://szelest-kartki.blogspot.com/2012/11/morderstwo-na-mokradach.html

A wczorajsze spotkanie z autorką jeszcze bardziej rozbudziło moją ciekawość:

http://www.facebook.com/events/311807572259047/

Sasza Hady gościła w Oliwskim Klubie Kryminału w Gdańsku i odpowiadała na pytania Jolanty Świetlikowskiej (Wydawnictwo Oficynka, Zbrodnia w bibliotece) dotyczące swojej książki, bohaterów, miejsca akcji, pomysłu, ulubionych lektur, pracy zawodowej i życia prywatnego. Zdradziła też szczegóły dotyczące drugiej części „Morderstwa…” (główny bohater będzie musiał pogodzić pracę i życie uczuciowe) oraz rozpoczętego już kryminału gruzińskiego (który będzie współczesny, drapieżny i mroczny). Na zakończenie pisarka zaprosiła na swój blog z recenzjami książek:

http://kuzynka-sasza-poleca.blogspot.com/

MONIKA MILEWSKA, 11 grudnia 2012

Wczorajsza kosmiczna promocja tomiku wierszy Moniki Milewskiej w Filii Gdańskiej rozpoczęła się od prezentacji zdjęć kosmosu przy muzyce skomponowanej przez Sławomira Jędraszka, a zakończyła się poczęstunkiem nawiązującym do Drogi Mlecznej. Wiersze recytowała aktorka Krystyna Łubieńska i sama poetka. Szczególnie spodobał mi się jeden utwór napisany dla dzieci – „Wiewiórka” (sztuka teatralna), którego fragment autorka przeczytała w bardzo zabawny sposób.

Sądząc po tym, co usłyszałam, „Płacz komety” to zbiór zróżnicowany, zawierający zarówno poezję „kosmiczną” (SF), wiersze historyczne, gdańskie, a także sporo liryków „kobiecych”. Monika Milewska określiła go jako autobiografię kobiety metaforycznej, wymyślonej. Jak dla mnie to bardzo intrygująca tematyka.

http://www.facebook.com/events/532710726741719/


ANTONI PAWLAK, 6 grudnia 2012

Bibliotekę przy ul. Mariackiej w Gdańsku można nazwać jednym z poetyckich serc miasta – do takiego wniosku dziś doszłam. Poeci są tam często zapraszani, bardzo lubiani i chętnie przychodzą nie tylko na własne wieczory autorskie.

Spotkanie z Antonim Pawlakiem w Filii Gdańskiej poprowadził Paweł Huelle:

http://www.facebook.com/events/417547221647719/

Wśród publiczności obecnych było wielu pisarzy: Anna Czekanowicz, Aleksander Jurewicz, Mieczysław Abramowicz, Monika Milewska, Władysław Zawistowski, Piotr Cielesz, Barbara Piórkowska, Andrzej Mestwin Fac, Aleksandra Zbierska.

Odczytany (a właściwie profesjonalnie odegrany, bo czytający go aktor Florian Staliński znakomicie wcielił się w rolę) został poemat Antoniego Pawlaka pt. „Walc trumienny” nawiązujący do katastrofy smoleńskiej. Można go przeczytać na stronie wydawnictwa:

http://www.oficynaliter.nazwa.pl/en/3/0/3/Forthcoming-Books/81/Antoni-Pawlak–Mroczne-tajemnice-malych-dziewczynek

Paweł Huelle pytał nie tylko o najnowszy tomik wierszy Antoniego Pawlaka: „Mroczne tajemnice małych dziewczynek”, ale również o przeszłość, kłopoty z cenzurą, o wydaną w 1981 roku „Książeczkę wojskową”, o byłą pracę w „Gazecie Wyborczej” i o obecną – rzecznika prasowego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

W trakcie rozmowy obaj panowie opowiedzieli wiele ciekawych anegdotek dotyczących ich życia i twórczości.

Jeżeli chcecie być na bieżąco z moim krótkimi relacjami ze spotkań autorskich, wystarczy polubić „Co warto czytać?” na Facebooku. Znajdziecie tam dużo więcej aktualnych informacji na temat nagród literackich, ekranizacji powieści, ciekawych recenzji blogerów itp. niż na blogu, który z założenia ma zawierać głównie recenzje.

PS Już jutro, 2 lutego 2013, wybieram się na spotkanie z Jarosławem Grzędowiczem (Empik, Galeria Bałtycka, Gdańsk, godz. 16).