Podziękowania za trzecie spotkanie nad morzem z książką

Zorganizowanie tego spotkania po raz trzeci, to było nie lada wyzwanie. Długo mogłabym opowiadać o przygotowaniach, planowaniu, pisaniu e-maili. Miało być łatwiej, bo robiłyśmy to z Bookfą przecież już trzeci raz… ale impreza z roku na rok się rozrasta, potrzeba więcej osób do pomocy i więcej, dużo więcej pracy. Śmieję się na myśl, że niedługo połowa uczestników, to będą nasi pomocnicy. To oni – wspaniali ludzie, miłośnicy książek, którzy co roku spotykają się z nami nad morzem w Sopocie – sprawiają, że na końcu mimo zmęczenia pojawia się w sercu wielka radość.

A może nad morze? Z książką 3

I dlatego przede wszystkim chciałam podziękować tym, którzy w sobotę, 11 lipca 2015 roku, przyszli do Sali Morskiej w Zatoce Sztuki. Byli to blogerzy książkowi, pisarze, komentatorzy blogów, z różnych miast, a nawet z zagranicy. Przynieśli ze sobą książki na wymianę oraz upominki dla dziecięcego hospicjum Bursztynowa Przystań. I uśmiech, dużo uśmiechu. Było w nich tyle pozytywnej energii, że czuję się nią naładowana na cały przyszły rok. Cieszę się, bo niektórzy po dwóch latach stali się dla mnie bliskim znajomymi, na których wiem, że można polegać. Z innymi zamieniłam tylko kilka zdań, ale mam nadzieję, że i te dopiero co nawiązane znajomości da się w przyszłości rozwinąć, że zaowocują nowymi przyjaźniami. Czy będziemy się tak spotykać jeszcze wiele lat?

IFfot. Dukaga

„A może nad morze? Z książką” wymyśliła Bookfa. To jej jestem wdzięczna ze te niezapomniane chwile, za ludzi, których poznałam. Jej upór, genialne pomysły, zaangażowanie, sprawiły, że udała się pierwsza edycja i dwie następne. Nie znam lepszej organizatorki. Pomagając jej, można się wiele nauczyć! W tym roku ciężar organizowania zgodziły się wziąć na siebie również dwie wspaniałe blogerki – Aleksandra i Dominika. Ramię w ramię obie publikowały z nami wpisy informacyjne, pisały do wydawnictw, Aleksandra dodatkowo opiekowała się skrzynką pocztową i witała uczestników. Jednak co cztery głowy to nie jedna, chciałoby się powiedzieć. Ale tak naprawdę tych „głów” było dużo, dużo więcej. Janinka pomagała w wymianie książek na spotkaniu, pilnowała kolejności i spisała się w tym trudnym zadaniu świetnie. Ewa „zdobyła” wielu sponsorów wśród wydawnictw i zaprosiła znajomych pisarzy. Poza nią na koszulki liderów zdecydowanie zasłużyły też Dukaga i Audrey, które razem z Janinką już po godzinie dziewiątej w sobotę pomagały nam przydźwigać książki od sponsorów, przestawić stoły i ławki, posklejać i popakować kartony dla Bursztynowej Przystani. Jednym słowem – przygotować wszystko na przyjście około czterdziestu gości. One również zostały do samiutkiego końca, pomogły posprzątać. I jak my się im odwdzięczymy?

IF

fot. własna

fot. Bookfa

Impreza nie miałaby tego rozmachu, gdyby nie zaprzyjaźnione wydawnictwa, które w tym roku przysłały naprawdę mnóstwo książkowych prezentów nie tylko dla uczestników spotkania, ale również dla dzieci z hospicjum. Kochani wydawcy – jesteście wielcy, że chcecie wspierać takie blogerskie inicjatywy jak nasza! Patrzę na stos książek, który otrzymałam dzięki Wam i się uśmiecham – same wspaniałe tytuły, staranne wydania. Na niektóre czekałam od dawna. Spełnienie marzeń!

Wydawnictwa

IF

fot. własna

Osobne podziękowania należą się naszemu patronowi – Literackiemu Sopotowi. To dla nas zaszczyt, że jesteście z nami już trzeci rok. Dziękujemy za przypinki, zakładki do książek i pyszne, słynne już, słodkie babeczki, które w tym roku zniknęły ze stołu wyjątkowo szybko. Oraz za spacer po budowie mediateki w Sopocie. To była świetna niespodzianka. Dyrektor Biblioteki Sopockiej, Roman Wojciechowski tak pięknie opowiedział o Sopotece, że na pewno ją odwiedzimy, jak już będzie otwarta.

IF

IF

IF

fot. własna

Nie sposób nie napisać również o Zatoce Sztuki – miejscu dla nas szczęśliwym i wyjątkowym. Widok na morze z tarasu Sali Morskiej – przecudny. Współpraca z panią Kasią Franusiak – rewelacja. Dziękujemy za przygotowanie sali, rabat, kawę, herbatę, soki. Za to, że nasza obecność jest Wam miła i już nas zapraszacie za rok.

IF

IF

fot. własna

Mamy też jednego anonimowego darczyńcę, fana naszych spotkań. To od niego były cztery tace z owocami. I chociaż nie napiszę kto to jest, to niech ta osoba wie, że jej dar i wsparcie (też nie wymienię tych wszystkich rzeczy, które oprócz tego zrobiła) zostały docenione i zapamiętane.

IF IF IF

fot. własna

Wiele osób wymienię z imienia, bo muszę im podziękować. Boję się tylko, żebym o kimś nie zapomniała. Więc zrobię to może w miarę chronologicznie. Dziękuję wszystkim, którzy na początku udostępnili informację o naszym spotkaniu na swoich blogach i Facebookach. Szczególnie pani Agacie Olejniczak z Onetu, której życzliwość i wsparcie co roku bardzo pomagają w rozreklamowaniu wydarzenia. Dziękuję rodzinie Bookfy (robią niesamowicie wiele, uwierzcie mi), jej mężowi, córce, mamie (która raz w roku zamienia swoje mieszkanie w magazyn książek). Bookfo, wycałuj ich od nas wszystkich! Swojej rodzinie też dziękuję, że mają jeszcze do mnie cierpliwość, kiedy swój wolny czas poświęcam organizowaniu. Anie Matusewicz dziękuję za sesję zdjęciową, której efekty niedługo poznamy. Karolowi Kłosowi dziękuję za ogromną liczbę wspaniałych zdjęć, które już można oglądać na jego facebookowym profilu.

IFIF

fot. własna

Jeszcze podziękowania za „drobiazgi”, które wcale takimi drobiazgami nie są, jak doda się je do siebie i spojrzy się na całokształt. Zerr zajmował się filmowaniem (czekam na film) i pomagał mi w podliczeniu punktacji quizu. Zuzia uratowała pisanie spotkaniowej powieści i przypominała o niej uczestnikom. Aleksandra zrobiła zdjęcia moim aparatem, kiedy ja zupełnie o tym zapomniałam. Dominika zakleiła kartony dla Bursztynowej Przystani tak, że były gotowe na czas. Osiem osób zgodziło się być ekipą tragarzy i zanieść osiem kartonów i jedną reklamówkę do hospicyjnego samochodu na odległym parkingu. Kilka osób zostało prawie do końca spotkania i dzieliło się z nami swoimi refleksjami, i już podsuwało pomysły na przyszłość. Jak widać każdy na swój sposób dołożył swoją cegiełkę.

IF

IF

fot. własna

Na końcu wspomnę o gościach specjalnych. Nasi wspaniali pisarze – Anna Klejzerowicz, Małgorzata Warda, Barbara Piórkowska, Anna Sakowicz, Piotr Sender, Joanna Marat, Alek Rogoziński, Karol Kłos, Ewa Formella, Agnieszka Szczepańska, przynieśli książki swojego autorstwa dla uczestników spotkania, wpisali dedykacje i autografy. Jesteście przemiłymi ludźmi! Dziękuję serdecznie, że tak licznie w tym roku dołączyliście do blogerów i komentatorów blogów!

Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam. Wszystkich uczestników spotkania ściskam mocno i całuję!

PS Linki do zdjęć, relacji i komentarzy ze spotkania będę zbierała i umieszczała pod tym postem na Facebooku:

https://www.facebook.com/CoWartoCzytac/posts/1145123235514920

PPS Zapomniałam dopisać, że dziękujemy Peterowi G. ze Szwecji za bombowe koszulki „Follow the leader” :-)

Literacki Sopot po raz trzeci – „Odcienie Rosji” (relacja)

Trzecia edycja festiwalu Literacki Sopot (odbywająca się od 21 do 24 sierpnia 2014 roku) mogłaby się nazywać tak jak jeden z punktów jej programu – „Odcienie Rosji”. Spotkań z rosyjskimi twórcami i dyskusji o sytuacji na Ukrainie było w tym roku najwięcej i chyba najbardziej zapadną mi one w pamięć.

Literacki Sopot 2014

Organizatorzy – Miasto Sopot i Biblioteka Sopocka – umiejętnie starali się pokazać uczestnikom bogactwo współczesnej rosyjskiej kultury: rosyjską powieść (Jeleny Czyżowej „Czas kobiet”), reportaż (Walerija Paniuszkina „Rublowka”), kryminał (Aleksandry Marininy), dramat (Władimira Sorokina „Podróż poślubna”, utalentowanego i urzekającego Iwana Wyrypajewa „Pijani”, młodziutkiej Jarosławy Pulinowicz „Żanna” i Jeleny Greminy „Dwóch w twoim domu”), film, a nawet muzykę. Nie zapomnieli przy tym o cyklach rozpoczętych w poprzednich latach: spotkaniach z nominowanymi do Nike (Patrycją Pustkowiak, Łukaszem Orbitowskim, Małgorzatą Rejmer, Ignacym Karpowiczem) i książkach historycznych. Ponownie odbyły się warsztaty dla dzieci (doszły warsztaty dla seniorów), targi książki, gra miejska.

Nowością (przyciągającą tłumy) były spotkania z pisarzami na Kulturalnej Plaży Trójki prowadzone przez Michała Nogasia (z kontrowersyjnym Jackiem Hugo-Baderem, sympatyczną profesor od Muminków – Boel Westin, Sylwią Chutnik i zabawnym Mariuszem Szczygłem). W programie znalazły się również „Varia”, zaproszono: Jerzego Czecha, Agnieszkę Graff, Andę Rottenberg i Dorotę Jarecką. Było też jedno spotkanie poświęcone (nieprzypadkowo!) komiksowi „Zamek”, który jest adaptacją powieści Franza Kafki. Nie wymieniłam jeszcze wszystkiego… Swoją ofertę dla publiczności przygotowali również wydawcy obecni na festiwalu, był też osobny cykl poświęcony czterem wydawnictwom pt. „Małe jest piękne”.

Jak co roku nie dało się być na wszystkich wydarzeniach, musiałam wybierać. Dzień w Sopocie zaczynałam przeważnie (poza sobotą, ze względu na debatę o Rosji i dysydentach) o 14:30 na Kulturalnej Plaży Trójki (scena na plaży z morzem w tle to świetne miejsce do rozmów o literaturze), a kończyłam w Państwowej Galerii Sztuki ok. 21:30 (profesjonalne czytanie sztuk przez aktorów + kompetentna prowadząca Agnieszka Lubomira Piotrowska + wyjątkowi goście = sukces). Spotkałam m.in. Dominikę (prowadzącą blog „Czytam, bo chcę i już”, który znam od dawna i polecam) oraz koleżanki z polonistyki: Anię i Izę. Poznałam Bognę robiącą zdjęcia dla organizatorów. Nie było za wiele czasu na rozmowy ze względu na napięty grafik.

Biegałyśmy (głównie z Anią) od spotkania do spotkania, z plaży na Targi Książki (odkryłam wydawnictwo Kultura Gniewu i książkę Shauna Tana „Zapomniane, zgubione”) lub do Zatoki Sztuki, stamtąd do Państwowej Galerii Sztuki, z PGS do Klubokawiarni 3 Siostry, potem szybko znowu do PGS i tak w kółko przez cztery dni. Ukoronowaniem festiwalu był dla mnie ponad dwugodzinny literacki spacer po Sopocie Studia Teatralnego Koło, dzięki któremu odwiedziłam: Grand Hotel, kolejową dyspozytornię, ogrodową altanę, pensjonat „Eden”, latarnię morską i w każdej z tych nietypowych scenerii wysłuchałam opowiadań Antoniego Czechowa we wspaniałych aktorskich interpretacjach. I to wszystko za darmo!

Nie robiłam notatek, nie zanotowałam „skrzydlatych słów”. Raczej cieszyłam się ulotną chwilą, miejscem, ludźmi. Kolejne takie emocje dopiero za rok. W 2015 roku motywem przewodnim festiwalu będzie literatura i kultura czeska!

Linki:
Filmy z festiwalu można obejrzeć na kanale YouTube Biblioteki Sopockiej.
Zdjęcia są na stronie Serwisu Fotograficznego Miasta Sopotu.
Relacje z festiwalu na blogu Dominiki „Czytam, bo chcę i już.

PS Marzy mi się, żeby wśród sopockich gości znaleźli się również prawie nieobecnie w tej edycji poeci (np. Ryszard Krynicki, to jego zbiór wierszy jest jedyną książką którą kupiłam na targach) i twórcy literatury gatunkowej (np. Andrzej Sapkowski – autor tzw. trylogii husyckiej, niedawno wydał nową powieść, szykuje się film na podstawie jego Wiedźmina).

PPS Zauważyłam, że literaci zapraszani na spotkania są coraz młodsi (albo ja jestem coraz starsza). Nie uszło mojej uwadze również to, że festiwal w stosunku do poprzednich lat został skrócony o jeden dzień.

Serdeczne podziękowania za spotkanie „A może nad morze? Z książką 2”

Chyba łatwiej zorganizować spotkanie blogerów niż o nim opowiedzieć. Tyle przygotowań, emocji, uśmiechów i niezapomnianych chwil. Tyle osób kochających książki w jednym miejscu! I tyle książek!

Drugie Spotkanie Blogerów Książkowych w Sopocie A.D. 2014

W sieci jest już kilka bardzo szczegółowych relacji z naszego spotkania blogerów książkowych, komentatorów tych blogów i pisarzy „A może nad morze? Z książką 2”, które odbyło się 5 lipca 2014 roku w Sopocie, w Zatoce Sztuki:

http://bookfa.blox.pl/2014/07/Jak-bylo-Tak-bylo.html

http://internetowa-biblioteczka.blogspot.com/2014/07/a-moze-nad-morze-z-ksiazka-czyli-o.html

http://dofi.com.pl/a-moze-nad-morze-z-ksiazka-2/

http://kardamonowa.blox.pl/2014/07/Morze-ksiazki-i-dominacja-babeczek.html

http://ksiazkiidy.blox.pl/2014/07/Spotkanie-w-Sopocie-z-ksiazka-z-ksiazkami.html

http://owca-z-ksiazka.blogspot.com/2014/07/na-marginesie-moze-nad-morze-z-ksiazka-2.html

http://www.recenzjum.pl/2014/07/a-moze-nad-morze-z-ksiazka-2-czyli.html

http://aleksandraczyta.blox.pl/2014/07/Nad-morze-z-ksiazka.html

http://istnieje-by-czytac.blogspot.com/2014/07/spotkanie-z-blogerami-autoramia-moze.html

http://wkrainieksiazek.blogspot.com/2014/07/relacja-moze-nad-morze-z-ksiazka-2.html

http://www.skrawkimoichmysli.pl/2014/07/a-moze-nad-morze-z-ksiazka-2-relacja-ze.html

Nie wiem, co mogłabym do nich dodać? Jedynie to, że jestem szczęśliwa, że po raz drugi nam się z Bookfą wszystko udało. Drugie spotkanie było chyba nawet lepsze od pierwszego! Kilkanaście osób przyszło po raz drugi, kilkanaście po raz pierwszy. Nowością była obecność kilkorga pisarzy – spełnienie marzeń! Oto pełna lista uczestników (nie znam niestety wszystkich adresów, więc jeżeli pominęłam czyjś blog, proszę o informację, zaraz uzupełnię):

1. Beata (Bookfa) 
http://bookfa.blox.pl/

2. Beata Kobierowska 
http://cowartoczytac.blog.pl/

3. Ania

4. Alicja 
http://wkrainieksiazek.blogspot.com/

5. Joanna 
http://www.skrawkimoichmysli.pl/

6. Aleksandra 
http://aleksandraczyta.blox.pl/

7. Daria 
http://internetowa-biblioteczka.blogspot.com/

8. Daria 
http://createdeternity.blogspot.com/

9. Zerr 
http://www.recenzjum.pl/

10. Zuz 
http://www.recenzjum.pl/

11. Sandra 
http://istnieje-by-czytac.blogspot.com/

12. Agata 
http://istnieje-by-czytac.blogspot.com/

13. Iwona

14. Agnieszka (Sielanka)

15. Agnieszka (Książkozaur) 
http://www.ksiazkozaur.pl/

16. Dominika (Dofi) 
http://dofi.com.pl/

17. Janinka

18. Ewa Formella 
http://ksiazkiidy.blox.pl/
 - blogerka i autorka

19. Marzena 
http://kardamonowa.blox.pl/

20. Mirosław Tomaszewski z żoną 
http://mtomaszewski.edumuz.pl/wordpress/
 - autor

21. Barbara Piórkowska 
https://www.facebook.com/pages/Barbara-Piórkowska-pisarka/315937648463298
 - autorka

22. Justyna 
http://owca-z-ksiazka.blogspot.com/

23. Małgorzata Karolina Piekarska 
http://piekarska.com.pl/

http://piekarska.blog.pl/
 – autorka i blogerka

24. Marzena 
http://natretne-mysli.blog.pl/
 - blogerka i autorka

25. Iza

26. Agata

Czasu było za mało, żeby porozmawiać dłużej ze wszystkimi, ale jednak starczyło go na kilka bardzo miłych rozmów, które będę długo wspominała. Mam nadzieję, że rozpoczęte na spotkaniu znajomości przetrwają, że zobaczymy się jeszcze nie raz przy różnych okazjach. Może już w sierpniu na festiwalu Literacki Sopot?

Dla tych, którzy nie byli, mam kilka zdjęć.

1. Stół gotowy na przyjście uczestników:

A może nad morze? Z książką 2

2. Książki od sponsorów na stole (w tym roku dostałyśmy m.in. cały stos opowieści oswajających dzieci z tematem śmierci – „Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór” Jarosława Mikołajewskiego od wydawnictwa Egmont) i pod stołem, przypinki od Literackiego Sopotu, plakietki z imionami, stół do wymiany książek:

IF

3. Książka, którą po raz drugi pisaliśmy na spotkaniu:

IF

4. Moment rozpakowywania i oglądania prezentów od sponsorów:

IF

Widać radość na twarzach uczestników dzięki Wydawnictwom:

Sponsorzy

5. Quiz – praca w grupach nad rozpoznawaniem wizerunków pisarzy – jeden z nielicznych momentów, kiedy miałam czas zrobić zdjęcia:

IFIFIFIFIF

A może nad morze? Z książką 2

fot. własne

Całe szczęście więcej fotek zrobiła Iza i można je obejrzeć na profilu mojego bloga na Facebooku:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.900941139933132.1073741832.336137983080120

Takie spotkanie to wielkie przedsięwzięcie i wielka radość. Wdzięczność należy się wielu osobom. Przede wszystkim bardzo serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za przybycie! Dzięki Wam było niesamowicie, niepowtarzalnie i niebanalnie! Chciałam również podziękować: sponsorom za cudowne książki (razem ponad 200 sztuk przysłały wydawnictwa: Egmont, Agora, Feeria, Czarna Owca, Znak Litera Nova; egzemplarz swojej powieści dla każdego z uczestników przekazał Mirosław Tomaszewski), Literackiemu Sopotowi za zaszczytny dla nas patronat, słodkie babeczki, ładne przypinki, Zatoce Sztuki za przygotowanie nam wyjątkowego miejsca do rozmów oraz rabat, portalom Blog.pl, Blox.pl i Obloty.pl za reklamę, Izie za zdjęcia (piękna pamiątka), rodzinie Bookfy za pomoc (szczególnie jej mamie!), Bookfie za wszystko (bez niej to przedsięwzięcie by się nie udało).

Gdańsk kocha poetów – „Europejski Poeta Wolności” 2014

Poezji nie da się przetłumaczyć, takie jest moje zdanie. Co nie znaczy, że nie istnieją genialni tłumacze i genialne tłumaczenia. Udowadnia to gdański festiwal literacki „Europejski Poeta Wolności” odbywający się w tym roku od 19 do 22 marca, dając czytelnikom szansę poznania (w polskim przekładzie i w oryginale) twórczości siedmiu europejskich poetów pochodzących z Estonii, Grecji, Kazachstanu, Belgii, Szwajcarii, Chorwacji i Austrii. Niestety byłam tylko na pięciu spotkaniach autorskich, za to całe szczęście były wśród nich te najważniejsze, o czym przekonałam się podczas gali wręczenia nagród w Teatrze Wybrzeże. Jury wyróżniło Guy Goffette’a z Belgii (za tom „Pożegnania u skraju”), Pandelisa Boukalasa z Grecji (za tom „Czasowniki”) oraz Dortę Jagić z Chorwacji (za tom „Kanapa na rynku”), która ostatecznie wygrała i zdobyła zaszczytny tytuł „Europejskiego Poety Wolności” i 100 tysięcy złotych. Nie zapomniano również o tłumaczach, docenieni zostali: Michał Bzinkowski, Anna Wasilewska oraz Małgorzata Wierzbicka, która za przekład zwycięskiego tomiku otrzymała Nagrodę dla Tłumacza i 10 tysięcy złotych.

Gala wręczenia nagrody Europejski Poeta Wolności
fot. Anna Nadrowska

Z wszystkich wydarzeń festiwalowych najbardziej podobało mi się spotkanie Michała Chacińskiego z Michałem Bzinkowskim na temat poezji Pandelisa Boukalasa. Sposób, w jaki tłumacz czytał po grecku wiersze poety jest nie do opisania. Pierwszy raz byłam zachwycona tekstem w języku, którego nie rozumiem, to było cudowne doświadczenie. Jestem również pod wrażeniem profesjonalizmu prowadzącego – zadawane przez niego pytania, sposób prowadzenia rozmowy sprawiły, że moja wiedza o literaturze greckiej oraz o trudnościach, z jakimi musi się zmagać tłumacz bardzo się wzbogaciła. Obaj panowie mówili w sposób rzeczowy, inteligentny, zajmujący. Zapomniałam o pracy, zmęczeniu, bólu głowy – liczyła się tylko poezja i jej przekład.

Właściwie każda rozmowa, której się podczas tego festiwalu przysłuchiwałam, czy to z poetami, czy z tłumaczami, czy z jurorami, miała w sobie coś interesującego. Bardzo mnie to zaskoczyło. W zeszłorocznej edycji wzięłam udział jedynie w spotkaniu z polskim poetą, Ryszardem Krynickim. Teraz tego żałuję, na pewno wiele mnie ominęło. Współczesna poezja europejska nie ginie w przekładzie i naprawdę potrafi być fascynująca! Na pewno niedługo sięgnę po tomiki wierszy wszystkich nominowanych.

Za dwa lata kolejna edycja tego wyjątkowego festiwalu, podczas której poznamy poetów z Portugalii, Włoch lub San Marino, Danii, Węgier, Macedonii, Rumunii i Rosji. Nie mogę się doczekać!

Zdjęcia i inne ciekawe materiały można obejrzeć na profilu Europejskiego Poety Wolności na Facebooku.

Przełomowe Blog Forum Gdańsk 2013 (relacja)

Wszystko dzieje się tak szybko, że nie nadążam za zmianami. Zmienia się moje życie, zmieniam się ja, zmieni się mój blog. Przypieczętowaniem tych wszystkich zmian okazało się Blog Forum Gdańsk, które odbyło się w zeszły weekend (16-17 listopada 2013 roku). To na nim symbolicznie zamknęłam pewien etap mojego blogowania i teraz otwieram nowy. W zeszłym roku było podobnie, tylko cel miałam zupełnie odwrotny. W 2012 po BFG zafascynowana tematem profesjonalizacji blogosfery próbowałam blogować profesjonalnie. W 2013 wracam do źródeł, marzenia o perfekcji porzucam na rzecz wolności/odpowiedzialności. Dostałam pracę i nie będę już mogła poświęcać tyle czasu na prowadzenie bloga.

fot. Blog Forum Gdańsk

Całe szczęście na tegorocznej konferencji usłyszałam wiele słów, z którymi zgadzam się w 100% i które utwierdziły mnie w przekonaniu, że robię dobrze. Najbardziej podobało mi się wystąpienie Agnieszki Kalugi (www.zorkownia.blogspot.com). Wszystko, co możemy zrobić to „łączyć kropki”, „skutków ubocznych” blogowania nie przewidzimy, ale nie powinniśmy przed nimi uciekać – czasami to najlepsze, co może nas spotkać. (Przeszczęśliwa jestem, że z Agnieszką miałam okazję porozmawiać osobiście, głównie na temat jej książki, która ukaże się w przyszłym roku!)

Ważna była też dla mnie prezentacja Łukasza Garczewskiego (www.tajget.pl). Świetnie pokazał, że słabość może być siłą, że niepełnosprawność nie musi dyskwalifikować, może pozytywnie wyróżniać. Cieszę się również, że zaproszono Andrzeja Tucholskiego (www.jestkultura.pl) i że zaczęto na BFG mówić o blogach kulturalnych (jest nadzieja, że ta część blogosfery tak mi bliska będzie się rozrastać i nabierać znaczenia). Z pierwszego dnia zapamiętam jeszcze ojca Leona Knabita (fascynujący bloger po osiemdziesiątce!) oraz Miriana Jugheli (blogera z Gruzji, który przedstawił sytuację blogosfery w tym kraju – nie ma tam ani jednej utrzymującej się z blogowania osoby). Na pewno dające do myślenia były prelekcje: „Pasja, praca, życie, czyli świadomy lifebalance” Adama Przeździęka (www.mediafeed.pl) i Jacka Gadzinowskiego (www.gadzinowski.pl), „Bloger w obliczu prawa” Piotra Waglewskiego (www.vagla.pl) i „W dzisiejszych czasach do ludzi docierają jedynie obrazki” Tomasza Jakuba Sysło (www.tsy.art.pl). Panel dyskusyjny o czytelnikach niestety nie był udany (z różnych powodów: rozmowa się nie kleiła, była banalna, a może to zmęczenie po długim dniu?).

Drugiego dnia świetny był pierwszy wykład: „Karnawał i polifonia – zmienne(?) role i funkcje blogów” Marka Staniszewskiego (www.staniszewskimarek.blogspot.com). Odwołanie do Michaiła Bachtina – cudowne! Teza: blogosfera jako „media na opak”, niekończący się karnawał. Zestawienie bloga i pieśni dziadowskiej – inspirujące!

„Blogowy brainstorm: Blogosfera AD. 2013 and Beyond” to jeden z najważniejszych punktów programu. Był bardzo ciekawy, ale dziwnie prowadzony. Konrad Traczyk nie dał gościom rozwinąć skrzydeł. Może dlatego doszli do zgodnych i konkretnych wniosków? Wspaniałe było wspólne zastanawianie się nad tożsamością, wadami i zaletami, przyszłością blogosfery. Jaka będzie? Mam nadzieję, że po prostu BĘDZIE (piękna, kolorowa, różnorodna, inspirująca, potrzebna, taka, w której każdy odnajdzie coś dla siebie).

Jurek Owsiak był niesamowity! Porwał tłum blogerów swoim entuzjazmem i szczerością. Dostał zasłużone (długie) brawa na stojąco (jako jedyny). Pani psychoterapeuta Maria Rotkiel powiedziała kilka ważnych dla mnie rzeczy. Przede wszystkim o motywacji, która ratuje przed stresem i jego złymi skutkami. Natomiast wystąpienie pana prezydenta Pawła Adamowicza przegadałam w całości. Nie żałuję – w tym czasie poznałam Kasię Czajkę (www.zpopk.pl), na której blog trafiłam przypadkiem ponad dwa lata temu. Przy okazji pochwalę się, że ogólnie podczas dwóch dni udało mi się zamienić parę z słów z wieloma osobami (pomimo mojej nieśmiałości), w tym ze wszystkimi blogerami książkowymi obecnymi na Blog Forum Gdańsk. Chciałabym, żeby te nowo zawarte znajomości rozwinęły się tak pięknie, jak te z BFG 2012.

W zeszłym roku czułam, że nie bardzo pasuję do świata blogosfery, który zobaczyłam na konferencji w Gdańsku (dlatego, że nie zarabiam na blogu, nie znam „gwiazd blogosfery”, nie śledzę afer i aferek, nie kieruję się statystykami itd.). W tym roku również patrzałam na wszystko trochę z boku, ale z innego powodu. Wiedziałam, że obecnie ważniejsza dla mnie niż blog jest praca. Zastanawiam się, czy da się te dwie rzeczy pogodzić. Mam nadzieję, że znajdę czas na czytanie i pisanie o książkach.

PS Nagrania z Blog Forum Gdańsk można obejrzeć tutaj:

http://www.youtube.com/user/BlogForumGdansk/videos

MALT 2013 – Młoda Ambitna Literatura Trójmiasta – Konkurs Jednego Wiersza (relacja)

Biblioteka przy ul. Mariackiej w Gdańsku po raz czwarty gościła młodych poetów i poetki. 22 października 2013 roku w ramach cyklu „MALT – Młoda Ambitna Literatura Trójmiasta 2013” (piękny, ambitny tytuł) odbył się Konkurs Jednego Wiersza. W jury zasiedli: Bożena Ptak (poetka, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich), Piotr Szczepański (poeta, Związek Literatów Polskich) oraz Wojciech Boros (przewodniczący jury, poeta, prezes Gdańskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich). Swoje wiersze zaprezentowało czternaście bardzo odważnych młodych osób (zgodnie z regulaminem nie mogli mieć więcej niż trzydzieści pięć lat).

Spotkanie odbyło się niepunktualnie, co jest tradycją na Mariackiej. Za to przez kwadrans królowały żarty i luźna, przyjacielska atmosfera. Kierownik biblioteki, Zbigniew Walczak, dodawał odwagi nieśmiałym i nawet parę osób namówił do udziału w konkursie (co skutkowało pospiesznym przepisywaniem wierszy na kolanie lub z telefonu). Gdy zabrzmiał dźwięk dzwoneczka (również stały element programu), rozpoczęły się poważne zmagania o nagrodę w wysokości 1000zł i publikację utworu w Kwartalniku Artystycznym „Bliza”.

Trzy osoby zrobiły na mnie duże wrażenie, szczególnie ich głos, sposób mówienia. Miałam też wśród nich swojego faworyta. Niestety bez tekstu przed oczami było mi trudno skupić się na treści. Zastanawiałam się, czy gdybym nie słyszała recytacji i dostała same utwory, mój odbiór byłby taki sam. Nie wiem, ale cieszę się, że mogłam posłuchać „żywej poezji” – świeżej, nigdzie jeszcze niepublikowanej, pisanej z potrzeby serca. Być może część z tych wierszy nie ujrzy już nigdy światła dziennego, inne może będą kiedyś sławne. Kto to wie? Jednak trójmiejska literatura ma przed sobą przyszłość, skoro tyle młodych osób pisze i chce się tym dzielić z innymi.

Po naradzie (która odbyła się na osobności) każdy z jurorów powiedział parę cennych słów podsumowania. Bożena Ptak dała początkującym twórcom konkretne wskazówki, jak pisać (najpierw należy dużo czytać) i ostrzegła, czego należy unikać (rymy częstochowskie). Piotr Szczepański natomiast zachwalał haiku jako szkołę pokory wobec słowa, w której oszczędność formy idzie w parze z wielością treści. Przewodniczący Wojciech Boros stwierdził, że „poezja w Trójmieście jest kobietą” i ogłosił, że jury wyróżniło trzy panie: trzecie miejsce zajęła Małgorzata Osowiecka, drugie – Olga Górska, pierwsze, jednogłośnie – Ola Wrona.

fot. Alicja Lipińska

Nagrodzono utwory bardzo dobre (ale to nie były moje typy). Ważniejsze, że dano szansę młodym na „pokazanie się” i że starsi i bardziej doświadczeni pomagają stawiać pierwsze kroki tym, którzy są dopiero na początku swojej poetyckiej drogi (po konkursie jurorzy zaprosili chętnych uczestników na indywidualne rozmowy).

Wspaniale, że są takie miejsca, jak Filia Gdańska, w których jest czas na poezję!

PS O jednym z młodych, ważnych gdańskich poetów planuję napisać w niedalekiej przyszłości (jeszcze w tym roku).

Letnie święto literatury – Literacki Sopot 2013 (relacja)

Cały rok czekałam na te kilka dni w Sopocie. Pierwsza edycja Literackiego Sopotu była wspaniała. Jaka była druga? Niestety mogłam być tylko na kilku spotkaniach. A wybór był duży:

  • Spotkania z książką skandynawską i islandzką.

  • Spotkania z kryminałem.

  • Spotkania z autorami literatury dziecięcej.

  • Spotkania z nominowanymi, laureatami i jurorami nagród literackich.
  • Panel historyczny.

Zainteresowały mnie spotkania z Christerem Mjåsetem, Markiem Krajewskim i Mariuszem Czubajem, Szczepanem Twardochem, Kazimierą Szczuką i Zbigniewem Majchrowskim, Tadeuszem Sobolewskim i Tadeuszem Lubelskim, Joanną Bator i Przemysławem Czaplińskim. O każdym z nich mogę napisać coś dobrego. Zrobiłam dla siebie i dla Was krótkie notatki.


http://www.literackisopot.pl/

1. Christer Mjåset mówił o tym, że medycyna stanowi wielką inspirację dla literatury. Przyznał, że książka „Lekarz, który wiedział za dużo” powstała częściowo na podstawie jego własnych doświadczeń. Pracował na Hitrze (wyspa) zaraz po studiach medycznych i tam od swoich pacjentów usłyszał o Starym Doktorze, który stosował niekonwencjonalne metody leczenia i którego potem uczynił jednym z bohaterów. Tam również miało miejsce zdarzenie, które mu uświadomiło, że musi napisać tę powieść. Podczas rzęsistego deszczu ratował na pomoście mężczyznę, który dostał ataku serca. Zaprzestał, bo wiedział, że to nie zadziała. Ktoś nakrył chorego kocem, jakby nie żył, żona to zrozumiała i zaczęła płakać. W tym momencie nadleciał helikopter medyczny. Była to scena jak z filmu lub książki, więc postanowił ją opisać. Jego zamiarem było wprowadzenie czytelnika w świat trudności wynikających z pracy lekarza.

Najważniejsza wiadomość jest taka, że będzie kontynuacja „Lekarza, który wiedział za dużo”! 

Autograf od Christera Mjåseta
fot. Smak Słowa 

2. Marek Krajewski i Mariusz Czubaj stworzyli wspólnie dwa kryminały. Podczas czytania „Alei samobójców” cały czas zastanawiałam się, jak to zrobili. Teraz już wiem! Najpierw spotkali się w weekend, by wymyślić fabułę i plan w punktach (to była dobra zabawa). Potem pisali na zmianę po około trzydzieści tysięcy znaków i wysyłali sobie do oceny i poprawy e-mailem. Dopracowywali razem sceny i zdania, żeby uniknąć „szwów Frankensteina”.

A jak zaczęła się ich współpraca? Mariusz Czubaj robił wywiad z Markiem Krajewskim po tym, jak otrzymał on Paszport Polityki. Odkryli, że mają wspólne pasje i zainteresowania. Zaproponowano im nawet pisanie bloga w duecie, wymyślili na niego jednak tylko trzy opowiadania.

Na spotkaniu padło wiele ciekawych stwierdzeń na temat pisania kryminałów. Krajewski powiedział: „Człowiek, jak pisze większą rzecz, to nie panuje nad tym, co przychodzi mu do głowy”. A Czubaj dopowiedział, że autor i świat przedstawiony mają ze sobą wiele wspólnego. Zdał sobie z tego sprawę, gdy zaczął pisać: „Nie da się wyrugować siebie z tworzonej postaci”. Jednocześnie zaznaczył, że w literaturze gatunku bohater musi być do pewnego stopnia zrobiony według klisz. Co uzupełnił Krajewski kolejną wskazówką dla piszących: „Istotne jest, żeby stworzyć interesującą scenerię, jak najbardziej niezwykłą, nietypową”, bo jeżeli chodzi o fabułę, to wszystko już było. Natomiast mówiąc o czytaniu kryminałów, panowie zaprezentowali odmienne stanowiska. Krajewski: „Nie czytam kryminałów od trzech lat. […] Jako autor, który musi publikować jedną książkę rocznie, nie mogę pozwolić, żeby inny autor zawładnął moją wyobraźnią […] Plagiat – rzeczownik, który wywołuje u mnie drżenie”. Czubaj: „Kryminały są moim drugim tlenem. Czytanie ich jest psim obowiązkiem autora, formą treningu. […] Istotą kryminału jest uwiedzenie, opowiadanie historii”. Krajewski: „Analizuję szczegóły techniczne, uwiedzenie mnie nie interesuje, nie czerpię przyjemności z czytania kryminałów”. Zaskakujące rozbieżności, prawda?

Autograf od Mariusza Czubaja i Marka Krajewskiego

3. Szczepan Twardoch porównał siebie do muzyka, który potrafi grać, ale nie umie czytać nut. Powiedział, że nie zna się na teorii literatury: „Ja powieści nie wymyślam, pojawia mi się kompletny pomysł, konkretny bohater w konkretnej sytuacji egzystencjalnej”. „Morfina” miała być powieścią awanturniczą, w której pojawi się zestaw pytań, nie idei. Przed jej napisaniem autor sprawdzał szczegóły w Internecie: „Ja myślę od detalu, tylko od detalu umiem budować swoje wizje”. Przyznał, że jego hobby to ciekawostki historyczne.

W odpowiedzi na jedno z pytań ciekawie określił polskość jako beztożsamość: „Polskości w ogóle nie ma, widzi siebie tylko cudzymi oczami. […] Polacy sami siebie nie widzą”. O sobie powiedział, że ma ogromny dystans do polskości i że jest to wpływ środowiska, w którym się wychował.

W pamięci utkwiły mi szczególnie słowa pisarza na temat pisania: „Nie potrafię pisać w sposób wyrachowany. Nie mogę pisać innych książek, niż piszę.” I ich kontynuacja, gdy mówił o ogromnych kosztach powstawania swoich powieści – tworzenie przyrównał do wyrywania czegoś z własnego wnętrza i dawania innym: „Po każdej książce pozostaje dziura”. Twardoch czuje „strach, że się skończy”.

Fanów „Morfiny” zapewne ucieszy informacja, że rozpoczęły się prace nad ekranizacją. Do pisania scenariusza przymierzają się Szczepan Twardoch i Łukasz Orbitowski.

Szczepan Twardoch
fot. fotobank.pl/UMS

4. Kazimiera Szczuka i Zbigniew Majchrowski byli bohaterami najdłuższego spotkania, na którym byłam na Literackim Sopocie 2013. Jednocześnie zrobiłam na nim najmniej notatek. Podobało mi się, że dyskusja nie była powierzchowna. Książka „Janion. Transe – traumy – transgresje. 1: Niedobre dziecię” została omówiona bardzo szczegółowo. Kazimiera Szczuka opowiadała, że nie było trudno namówić Marię Janion na rozmowę, ponieważ ma ona potrzebę komunikowania się z odbiorcami/czytelnikami. Problemem było to, że pani profesor jest trudną rozmówczynią, mówi skąpo, zwięźle, wszystko odnosi do pracy. „Sama nigdy by nie usiadła do napisania swojej autobiografii. To mogło się odbyć tylko w ten sposób lub wcale” – stwierdziła Szczuka.

5. Tadeusz Sobolewski i Tadeusz Lubelski zostali zaproszeni w ramach cyklu „Nominowani do Nike”. Samolot, którym miał przylecieć do Sopotu Tadeusz Sobolewski zepsuł się, co spowodowało małe opóźnienie. Autor przybył wprost z lotniska. Bardzo ciekawie opowiadał o biografii Mirona Białoszewskiego, którą napisał. Powiedział, że nie jest ona laurką, że jej zamiarem nie jest demaskacja. To książka, która ma towarzyszyć „Tajnemu dziennikowi”. Według Sobolewskiego Białoszewski „lepił sam siebie” i dlatego chciał go „troszkę odczarować, a jednocześnie iść za nim i siebie od niego obronić”. „Człowiek Miron” to nie wspomnienia, nie zmyślenie, ale coś pośredniego („się go kreuje, bo nie można inaczej”). Tadeusz Lubelski dodał, że to „książka o Białoszewskim napisana przez ucznia Białoszewskiego”.

Tadeusz Sobolewski
fot. fotobank.pl/UMS

Niestety tego, co mieli jeszcze do powiedzenia Sobolewski i Lubelski nie zdążyłam wysłuchać, musiałam biec na kolejne spotkanie – z Joanną Bator.

6. Joanna Bator i Przemysław Czapliński rozmawiali o nagrodzie Nike. Joanna Bator wolałaby, żeby zamiast nagród literackich był w Polsce bardziej rozwinięty system stypendialny. Dla niej liczy się głównie to, że rośnie liczba jej czytelników. Poza tym powiedziała, że prowadzi egzystencję pustelniczą i sukces nie przewróci jej w głowie, a klęska nie załamie. Ważne jest poczucie siły i harmonii. Pisanie i bieganie dają jej „power”.

Przemysław Czapliński interesująco opowiadał o tym, co by było gdyby nagrody przestały istnieć. Porównał to do niemieckiego eksperymentu usuwania z dróg sygnalizacji świetlnej, a później znaków drogowych, czego efektem było zwiększenie bezpieczeństwa. Jego zdaniem wszyscy chodzilibyśmy do księgarni i sami byśmy musieli wypracować hierarchię ważności poszczególnych tytułów. Byłoby to cudowne społeczeństwo. Jednak z drugiej strony profesor stwierdził, że człowiek jest istotą społeczna i konkurencyjną, a „literatura to perwersja i obsesja”. Nagrody są czymś naturalnym, zły byłby ich nadmiar, bo wtedy zawłaszczyłyby życie literackie.

Przemysław Czapliński, Joanna Bator
fot. fotobank.pl/UMS

Bator i Czapliński dużo opowiadali o swoim doświadczeniu bycia jurorami. Pisarka (jurorka Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego) powiedziała: „W każdej nagrodzie od czasu do czasu przepadają książki bardzo dobre, a laureatką zostaje książka średnia, o której za parę lat nikt nie będzie pamiętał”. Natomiast krytyk literacki (juror Nagrody Literackiej Nike) przywołał cytat mówiący o tym, że każda nagroda to skandal. I rozwinął go w bardzo przekonujący sposób. Byłam zaskoczona! Nie myślałam, że osoby, które decydują o przyznawaniu wyróżnień mają taką świadomość subiektywności swojego wyboru.

Część dyskusji była poświęcona książce Joanny Bator „Ciemno, prawie noc”. Czapliński powiedział, że ten pastisz horroru pokazuje, jak „łączymy się poprzez nasze odrazy i poprzez to, co nas pociąga, poprzez obrzydlistwa i rzeczy uwielbiane”. Pochwalił też powieść za to, że przełamuje tabu związane z przemocą. Autorka powiedziała, że nie ma własnego metajęzyka, by mówić o swojej twórczości, dlatego cieszy się, że ma takiego recenzenta jak Czapliński, który robi to za nią. Podkreśliła, że związek między pisarzem a jego krytykiem jest bardzo intymny. Książka narodziła się z poczucia Bator, że „ludzkość jest obrzydliwa i wszystko zmierza ku katastrofie”. Napisana została w Japonii, jedną z inspiracji był film „Ring” obejrzany samotnie w środku nocy w mieszkaniu w Tokio. Zaczęło się od słów tytułowych „Ciemno, prawie noc”, potem pojawiła się bohaterka, która jedzie do Wałbrzycha. Nie było planu powieści, żadnego schematu. Sama pisarka nie wiedziała co będzie dalej. Było tylko w niej poczucie, że chce/musi wrócić do Polski, inaczej nie potrafi: „Wracam, mimo że się brzydzę. […] Nie można oderwać się od obrzydliwości ”.

Nowa powieść Joanny Bator została już rozpoczęta. Jej akcja będzie miała miejsce w Ząbkowicach Śląskich (dawna niemiecka nazwa miejscowości Frankenstein). Będzie to książka o miłości, horror, z wątkami autobiograficznymi – rozliczenie m.in. z feminizmem i podróżami.


https://www.facebook.com/LiterackiSopot

Trochę się rozpisałam, wszystkiego i tak nie sposób opowiedzieć. Drugą edycję Literackiego Sopotu uważam za bardzo udaną. Ogromnie mnie cieszy, że takie letnie święto literatury odbywa się tak blisko mojego miejsca zamieszkania. Wizyty wielu międzynarodowych i krajowych gości, targi książki, warsztaty dla dzieci i dorosłych, czytelnia na świeżym powietrzu, koncerty, wystawy, pokazy filmowe, gry miejskie… Już zaczynam niecierpliwie czekać na kolejną odsłonę festiwalu! Wiodącym tematem Literackiego Sopotu 2014 będzie literatura rosyjska!

PS O atrakcjach, które podczas Literackiego Sopotu czekały na dzieci napisała Dofi:

http://dofi.com.pl/literacki-sopot-dzieciom/
Natomiast zdjęcia ze wszystkich spotkań znajdziecie na stronie Serwisu Fotograficznego Miasta Sopotu:

http://sopot.fotobank.pl