Kryminał idealny (Jørn Lier Horst, Psy gończe)

Klasyczny kryminał. Świetnie napisany, niesamowicie wciągający. Nie ma w nim wciśniętych na siłę wątków politycznych, społecznych czy historycznych. Jest za to dwójka głównych bohaterów – sympatyczny policjant i jego dociekliwa córka dziennikarka oraz dwa śledztwa dotyczące morderstw – jedno z teraźniejszości, drugie z przeszłości. Akcja świetnie poprowadzona, niezbyt zawiła, z niedużą liczbą postaci. Krótkie rozdziały i akapity, naturalne dialogi. Wszystko to sprawia, że czyta się szybko i przyjemnie, a czas płynie, nie wiadomo jak i kiedy. Fabuła nie zostaje w pamięci na długo, ale to nie ma dla mnie znaczenia.

Jørn Lier Horst, Psy gończe

Wydawnictwo: Smak Słowa, 2015, egzemplarz recenzencki
Autor przekładu: Milena Skoczko

„Psy gończe” to druga wydana w Polsce książka autorstwa Jørna Liera Horsta. W 2014 roku pojawił się na naszym rynku godny polecenia „Jaskinowiec”. Obie powieści należą do cyklu o Williamie Wistingu. Tym razem trochę przeszkadzało mi, że czytam niechronologicznie (część ósmą, po części dziewiątej). Niby nie jest to ważne, nie utrudnia zrozumienia głównego wątku, ale jednak pewien dyskomfort czułam. Jeżeli macie wybór, lepiej przeczytać najpierw „Psy gończe”. Szczególnie że są lepsze!

W „Jaskiniowcu” podobały mi się towarzyszące rozwiązywaniu zagadki kryminalnej rozważania natury psychologicznej i społecznej. Skłaniały one do refleksji, sprawiały, że czytanie nie było tylko rozrywką. W „Psach gończych” tego jest mniej, ale za to tempo jest szybsze, więcej się dzieje. I nie jest nudno – całe szczęście pisarz nie powtarza tego samego schematu fabularnego. Tym razem Wisting zostaje zawieszony w pełnieniu obowiązków, bo toczy się przeciwko niemu postępowanie w sprawie sfabrykowania dowodów w dochodzeniu sprzed lat. W znalezieniu prawdziwego winnego i oczyszczeniu się z zarzutów pomaga mu oczywiście odważna Line.

Horst czerpie ze swoich doświadczeń z pracy w policji, to widać. Pozwala czytelnikowi przyjrzeć się, jak szukanie mordercy wygląda współcześnie, bez upiększeń. Za każdym razem jest to ciężka, żmudna praca całego zespołu śledczych, która nie byłaby możliwa bez współpracy ze specjalistami z różnych dziedzin. Z jego książek wiele możemy się dowiedzieć również na temat pracy dziennikarzy śledczych, etyki w mediach, mechanizmów rządzących publikacjami itp.

„– Cześć, tato. Dzwonił do ciebie ktoś z gazety?
– Nie – odparł Wisting i skinął na pożegnanie trzem studentom, którzy ruszyli do wyjścia. – Dlaczego pytasz? Stało się coś?
Line nie odpowiedziała.
– Jestem teraz w redakcji – wyjaśniła.
– Nie miałaś mieć wolnego?
– Tak, ale trenowałam na siłowni i postanowiłam zajrzeć na górę.
Wisting dokończył picie kawy. Line była do niego bardzo podobna. Zawsze musiała wszystko wiedzieć i być tam, gdzie coś się działo.
– Jutro będą pisać o tobie w gazecie – powiedziała i dodała po krótkiej przerwie: – Ale tym razem chodzi im o ciebie. Chcą cię dopaść.” (s. 10)

Dla niektórych dziennikarzy ważne są tylko rankingi poczytności. Dla niektórych policjantów liczy się tylko skazanie sprawcy morderstwa. W obu zawodach dochodzi do patologii. W „Psach gończych” zostało to bardzo wnikliwie opisane.

A tak na marginesie: ciekawa jestem, który tom serii o Wistingu wydawnictwo Smak Słowa planuje zaprezentować polskim czytelnikom jako następny. Na pewno chętnie go przeczytam.

Możliwość komentowania jest wyłączona.