Czytanie jak sen (Andrzej Ziemiański „Pułapka Tesli”)

Andrzeja Ziemiańskiego podziwiam przede wszystkim za „Achaję”. W oczekiwaniu na kolejny (czwarty) tom „Pomnika cesarzowej Achai” sięgnęłam po zbiór opowiadań wydanych nie tak dawno, w 2013 roku.

Pułapka Tesli, Andrzej Ziemiański

Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2013, egzemplarz z biblioteki

Nie miałam wielkich oczekiwań wobec „Pułapki Tesli”. Czytałam wcześniej recenzje, słuchałam wywiadów z autorem, wiedziałam, czego mogę się spodziewać. A mimo to jedno z opowiadań bardzo mnie zaskoczyło. To był ostatni, mocny akcent tomu, podkreślający jego zalety.

Zacznę więc od końca. „A jeśli to ja jestem Bogiem?” to historia architekta, który w prywatnej klinice leczy pacjentów w snach. Wiele więcej nie mogę zdradzić. Jest wątek autobiograficzny (główny bohater tak jak autor posiada doktorat z architektury), jest humor, są marzenia senne i koszmary, jest też drugie dno, tematyka dużo poważniejsza podana tak lekko jak to tylko możliwe. Jak żyć? Jak poradzić sobie, gdy brakuje nadziei? Jak oswoić lęk? Genialne jest zakończenie i postać silnej dziewczynki – Oli.

Pozostałe historie z tego tomu (cztery) mają kilka cech wspólnych, więc omówię je najpierw razem. Wszystkie świetnie się czyta! Andrzej Ziemiański potrafi wzbudzić zainteresowanie czytelnika. Co będzie dalej? Jak zakończy się ta nieprawdopodobna akcja? Takie pytania najczęściej towarzyszyły mi w trakcie lektury. Za każdym razem jednak finał trochę mnie rozczarował, był zbyt przewidywalny. Każde z opowiadań jest zabawne, inteligentnie napisane, wciągające, z mnóstwem intertekstualnych odniesień, ale… Ale brakuje im tego czegoś, by zostać w pamięci, by wzbudzić głębszą refleksję.

Plusy jednak przeważają. Chciałabym wyróżnić tytułowy tekst. „Pułapka Tesli” to zabawna gra z historią (w takich grach Ziemiański jest prawdziwym wirtuozem), z której dowiedziałam się wiele na temat wielkiego wynalazcy i problemów, z którymi musiał walczyć (nieuczciwa konkurencja, kradzież patentów). Z kolei w „Wypasaczu” podobała mi się postać policjantki Anity, kolejnej w dorobku tego autora „kobiety z charakterem”. I nie mogę nie wspomnieć o Wrocławiu, który w prawie wszystkich opowiadaniach pojawia się w tle, ale za to w jaki sposób! Fragment z opowiadania „Chłopaki, wszyscy idziecie do piekła”:

„Walicki siedział w ogródku kawiarni Jaś i Małgosia, dwóch malutkich, prześlicznych budyneczków tuż przy placu przed kościołem garnizonowym. Plac był zresztą szczególny. Kiedyś znajdował się tu cmentarz, a cukierkowe budynki jak z bajki należały do tych, którzy obsługiwali pochówki, o czym nie wiedział nikt z ludzi pijących przy stolikach. Co gorsza, kiedy już zlikwidowano cmentarz, w centrum miasta, pod granitową powierzchnią placu zamurowano zwłoki kilkudziesięciu ściętych buntowników przeciwko radzie miasta. Obywatele mieli deptać ich groby po wieki wieków. To było późne średniowiecze. Współczesna rada podczas renowacji kazała wyróżnić drogę z kawiarni do kościoła czerwonym granitem. Akurat nad grobami buntowników. Ciekawe, czy tylko z niewiedzy, czy też raczej z powodu solidarności ze średniowiecznymi kolegami ówczesnego „urzędu miasta”. W każdym razie buntowników deptano dalej.” s. 171-172.

Kto by pomyślał, że to urocze miejsce ma taką mroczną historię?

Jaś i Małgosia

fot. Beata Kobierowska

Po przeczytaniu ostatniej strony „A jeśli to ja jestem Bogiem?” zamknęłam „Pułapkę Tesli” i poczułam się jakbym obudziła się ze snu, bardzo przyjemnego i prawdziwego snu. Dawno nie miałam takiego uczucia. Zerknęłam na zegarek i nie mogłam uwierzyć, że tyle czasu mnie nie było.

1 Komentarz