Klasyczny kryminał, bez udziwnień i brutalnych scen (Jørn Lier Horst, Jaskiniowiec)

Gdy dowiedziałam się, że Jørn Lier Horst studiował kryminologię, filozofię i psychologię oraz był szefem wydziału śledczego, to od razu chciałam poznać jego książkę i przekonać się, czy bogata wiedza i doświadczenie idą u niego w parze z talentem literackim. Autor, który w Norwegii wydał kilkanaście powieści kryminalnych, chętnie kupowanych przez czytelników i docenianych przez krytyków w Polsce był dotąd zupełnie nieznany. Czy „Jaskiniowiec” to początek jego sukcesów u nas?

Jørn Lier Horst, Jaskiniowiec

Wydawnictwo: Smak Słowa, 2014, egzemplarz recenzencki
Autorka przekładu: Milena Skoczko

Sopockie wydawnictwo Smak Słowa, które wydało wcześniej m.in. świetnego „Lekarza, który wiedział za dużo” Christera Mjåseta zdecydowało się na publikację nie pierwszej, lecz najnowszej części z cyklu z policjantem Williamem Wistingiem w roli głównej. Ta dość kontrowersyjna decyzja w tym przypadku zupełnie nie przeszkadzała mi w lekturze (mimo że cykle literackie lubię czytać chronologicznie – tak jak zostały napisane). „Jaskiniowiec” okazał się kryminałem jak najbardziej w moim guście. Klasyczny, bez udziwnień i mrocznych, brutalnych scen.

Mroźna, zaśnieżona Norwegia jest interesującym tłem śledztwa. Trudna pogoda stwarza dodatkowe niebezpieczeństwa utraty zdrowia lub życia. Podział akcji między dwie postaci – Wistinga i jego córkę, dziennikarkę Line to dobry, choć nieoryginalny pomysł. Wydarzenia rozgrywają się w spokojnym tempie. Najważniejsze wydaje mi się to, że powieść ma swój motyw przewodni towarzyszący wątkowi kryminalnemu. Są to rozważania natury społecznej i psychologicznej.

Line chce napisać reportaż pokazujący, kim był Viggo Hansen, który został znaleziony po czterech miesiącach od śmierci w swoim mieszkaniu, w fotelu przed telewizorem:

„Nagle dotarło do niej, że nie może napisać artykułu, który dotyczyłby zewnętrznych okoliczności jego śmierci, samotności i życia w całkowitym odosobnieniu. Czuła, że musi napisać reportaż o prawdziwym Viggo Hansenie. Dzięki temu ludzie mogliby dowiedzieć się, kim był, skoro nie mieli okazji poznać go za życia.

Zaczynanie takiego projektu przypomina zaglądanie przez dziurkę od klucza, pomyślała. Na początku widać tylko tę część pokoju, która znajduje się w zasięgu wzroku, chociaż wiadomo, że pomieszczenie zawiera nieskończenie więcej elementów. […]

Przedstawiła ideę artykułu argumentując, że reportaż ma uwidocznić zanikanie poczucia wspólnoty w społeczeństwie i narastanie znieczulicy.” s.21-22

Czy Viggo naprawdę był samotnym człowiekiem przez nikogo niezauważanym i niekochanym? Czy we współczesnym świecie więzi międzyludzkie zanikają tak bardzo, że nie znamy nawet najbliższych sąsiadów?

Wielu recenzentów pisze, że „Jaskiniowiec” jest przede wszystkim opowieścią o samotności. Mam wątpliwości. Biorąc pod uwagę zakończenie, skłaniałabym się bardziej ku teorii, że w głębszym ujęciu jest to raczej obraz przedstawiający norweskie społeczeństwo i pewien niepokojący strach (może nawet po części podświadomy) przed obcymi, obcokrajowcami, nieznajomymi. Tytułowy „jaskiniowiec”, to nie osoba żyjąca samotnie w swojej „jaskini”, a… Może tego nie powinnam ujawniać?

Debiut Horsta na naszym rynku uważam za bardzo udany. Dawkowałam sobie lekturę po kilkadziesiąt stron dziennie, ale w pewnym momencie nie mogłam się oderwać i przeczytałam ją jednym tchem do samego końca. Mordercy nie odgadłam, ale jestem zadowolona z poziomu rozrywki, jaki prezentuje „Jaskiniowiec”. Ciekawa jestem, czy pierwsze części serii o Wistingu są równie dobre.

Ocena: 5/6

10 Komentarze

  1. Mi też ten kryminał bardzo przypadł do gustu i też jestem ciekawa poprzednich tomów. Fajnie, że wydawnictwo ma już w przygotowaniu dwie kolejne części serii.

  2. Czytuję różne kryminały, zarówno klasyczne i te bardziej nietypowe, ale z pewnością wykształcenie autora przemawia na plus tej książki – wiarygodność jest na pewno istotnym elementem i dobrze wiedzieć, że powieść nie jest jedynie oparta na bujnej wyobraźni ;). Z pewnością przeczytam.

    • Wykształcenie autora też zwróciło moją uwagę. Byłam ciekawa, „jak to jest naprawdę”. Wspaniale, że Horstowi udało się połączyć wiarygodność z umiejętnościami literackimi. Polecam! :-)