Do hospicjum z uśmiechem? (Agnieszka Kaluga, Zorkownia)

Lektura „Zorkowni” boli. A jednocześnie wzbogaca. Jestem przekonana, że potrzebujemy takich książek i takich osób jak Agnieszka Kaluga, które pójdą tam, gdzie (prawie) nikt nie chce iść, które pomogą umierającym w ostatnich chwilach ich życia, pocieszą bliskich po stracie. I opowiedzą o tym, co przeżyli innym, nam.

Wydawnictwo: Znak, 2014, egzemplarz własny

Agnieszka ma misję, cel – daje i otrzymuje:

„Chcę tu być, upewniam go o tym raz po raz, bo wciąż nie dowierza. Dlaczego tu przychodzimy, ja Atomek, inni… Opowiadam, że to czysty zysk. Dostaję więcej niż daję.” (17 lutego 2010)

„Biorę głęboki wdech. Stoję sama ze sobą.
Znów czuję, że trzeba, że CHCĘ tak właśnie się zużywać.

Skądinąd każdorazowe „podziwiam cię” wprawia mnie w głęboki smutek. W podziwie przecież tak wiele zdziwienia, dziwności, tak wiele egzotyki. Spora też odległość.” (25 listopada 2010)

Czego możemy się nauczyć od wolontariuszki z hospicjum? Że od śmierci nie należy uciekać. Tylko tyle i aż tyle. Być. Po co? Żeby czegoś ważnego nie przegapić. Mimo że to trudne, niewygodne, przerażające, przerastające siły. Mądrość to bycie. Z bliskimi. Z nieznajomymi. Ludzie spotkani po drodze jak skarb. Chwile jako wartość sama w sobie. Utrwalone na kliszy pamięci wewnętrznym aparatem czułym na piękno, wrażliwość, dobroć. Bezcenne.

Forma – luźne zdania. Zapisane jak poezja (niekiedy będące „najczystszą” poezją). Obrazy, metafory, gry językowe. Szukanie sensu. Autorka unosi zasłonę – pokazuje nam swoimi oczami hospicjum i śmierć, wyniszczającą chorobę, cierpienie. I miłość. Zdaje się instynktownie wyczuwać, jak należy się zachowywać w obliczu damy z kosą. W jej gestach jest spokój i godność. Nie ma wiele miejsca na strach. To, co ma przyjść i tak przyjdzie.

„Zorkownia” mogłaby być współczesnym podręcznikiem dobrego umierania (ars bene moriendi). Porywa, wzrusza, oczyszcza. I wbrew wszystkiemu daje nadzieję, że „to wszystko” ma sens. Że po śmierci bliskiej osoby można żyć dalej. Trzeba.

„Od dobrych dziesięciu lat rozmawiam z ludźmi w żałobie, przyglądam się miastom zdmuchniętym z powierzchni ziemi, krokom do przodu i tyłu, oswajanym lękom, rozczesywanym myślom, gruzowiskom, przez które wytycza się ścieżki, zmartwychpowstaniom.

Życie nie toczy się dalej.
Nie się.” (5 stycznia 2013)

Dziękuję, Agnieszko.

10 Komentarze

  1. Ja lubię sobie czasem popłakać…więc jak najbardziej dla mnie …

  2. Myślę, że trudno jej było napisać tę książkę, sama kiedyś pracowałam w hospicjum, a potem chciałam to opisać, ale zabrakło mi na to siły.

  3. O ja! Wiele razy widziałam tę książkę – okładkę. Kojarzyłam kwiatki i sukienkę ale nie miałam pojęcia o czym jest. O ja!

  4. A ja też zamówiłam tą książkę i nie mogę się doczekać!