Nowe tłumaczenie jednej z najsłynniejszych dziewiętnastowiecznych powieści (Emily Brontë „Wichrowe Wzgórza”)

Chciałabym napisać coś oryginalnego i odkrywczego o tej książce, ale nie umiem. (To chyba zresztą niemożliwe.)

Bardziej niż romans jest to dla mnie powieść o ludzkich charakterach, o ciemnej stronie natury człowieka. Opisane w niej uczucia są… I tu brak słów – długo można by się nad tym rozwodzić, a i tak nie sposób oddać treści „Wichrowych Wzgórz”. Dlatego nie będę Wam opowiadała historii Catherine i Heathcliffa (i ich rodzin). Niech ci, którzy potrafią tworzą piękne frazy o wielkiej i szalonej miłości. Ja zaznaczyłam sobie dwa ważne fragmenty dotykające tego tematu, które tu przytoczę zamiast własnych refleksji. Pierwszy:

„[...] a zatem nigdy nie będzie wiedział, jak go kocham, i to nie dlatego, że jest przystojny, Nelly, tylko dlatego, że bardziej jest mną niż ja sama.” (s. 100)

Drugi:

„Nie umiem tego wyrazić, ale z pewnością i ty, i każdy ma przeświadczenie, że jest albo powinna być jakaś egzystencja, która jest nasza, ale jest poza nami. […] największą ideą w moim życiu jest on. Jeśliby wszystko inne zginęło, a on by pozostał, mogłabym istnieć dalej, a jeśli wszystko inne przetrwałoby, a on zostałby unicestwiony, wszechświat stałby mi się wielkim nieznajomym, nie czułabym się już jego częścią. […] Nelly, ja jestem Heathcliffem! On jest zawsze w moich myślach, i nie jako przyjemność, nie bardziej niż ja sama jestem zawsze dla siebie przyjemna, ale jako moja własna istota.” (s. 101–102)

Ogromnie jestem ciekawa, kto napisał te zdania i co w swoim życiu wcześniej przeżył. Czy była to Emily Brontë? Jeżeli tak, to kim była? Tak mało o niej wiemy, a ostatnio jeszcze Eryk Ostrowski w swojej biografii („Charlotte Brontë i jej siostry śpiące”) zasugerował, że „Wichrowe Wzgórza” są dziełem wspólnym jej rodzeństwa – Patricka Branwella Brontë i Charlotte. Jak więc było naprawdę? Kto w tak unikatowy i genialny sposób potrafił przelać swoje myśli na papier, że zachwycają miliony czytelników od kilku pokoleń? (I będą nadal zachwycać, czego jestem pewna).

Wydawnictwo MG, 2014, egzemplarz recenzencki

Dla mnie to było drugie spotkanie z tym utworem i na pewno nie ostatnie. Nie mogłam się doczekać nowego wydania – a raczej nowego tłumaczenia autorstwa Piotra Grzesika. Zarówno za pierwszym razem (kilka lat temu w wersji Janiny Sujkowskiej), jaki i za drugim (teraz) czytało mi się wspaniale, więc wnioskuję, że oba przekłady spełniły swoją rolę. (Niestety nie umiem ich fachowo porównać.)

Świetnym dodatkiem do publikacji Wydawnictwa MG jest umieszczona na końcu „mistyczna” interpretacja powieści pióra Piotra Grzesika (Posłowie). Trzydzieści stron luźnych uwag (uporządkowanych w dwadzieścia osiem punktów) zestawiających angielskie arcydzieło np. z „Pierścieniem Nibelunga” Ryszarda Wagnera czy teoriami Fryderyka Nietzschego. Choć nie przemawiają do mnie wszystkie argumenty tłumacza, to jednak pomógł mi on dostrzec „drugie dno” „Wichrowych Wzgórz” – ich wymiar mityczny i symboliczny.

Podczas lektury zastanawiałam się, na ile jest ona realistyczna. W jakim stopniu przedstawia „prawdziwe” postaci? Wyjaśnienie tej kwestii znalazłam w Apendyksie zamieszczonym przed spisem treści (za który również jestem wdzięczna wydawcy). Virgina Woolf napisała:

„A nawet jeśli o to pytamy, widzimy w Heathcliffie brata, którego widzieć mogła genialna siostra; mówimy sobie: on jest niemożliwy, a przecież mimo to żaden chłopak w literaturze nie istnieje bardziej prawdziwie niż on. Podobnie jest z pierwszą i drugą Catherine – mówimy sobie, że nigdy żadna kobieta nie mogłaby czuć tak, jak czują one, ani też podobnie do nich postępować. I jakby na przekór temu są one najbardziej ujmującymi kobietami w literaturze angielskiej. To jest tak, jakby autorka umiała zedrzeć ze swych postaci wszystko, co wiemy o istotach ludzkich, aby później wypełnić te trudne do rozpoznania prześwity strumieniem życia o takiej sile, że przewyższają one rzeczywistość”. (s. 447)

„Wichrowe Wzgórza” zachwycają formą i treścią. (Jak wspaniałe muszą być w oryginale! I dla kogoś, kto zna odpowiednie konteksty kulturowe, obyczajowe oraz niuanse lingwistyczne.) Jest w nich i „poezja wrzosowisk” i ludyczny humor (postać dewota Josepha), i groza (rozkopywanie grobów, strach przed duchami), i miłość, jaka się nie zdarza.

Ocena: 6/6

PS Próbuję porównać „Jane Eyre” Charlotte Brontë i „Wichrowe Wzgórza”. Która powieść bardziej mi się podobała? Którą wyżej cenię? To trudne pytania, bo dotyczą dwóch tak zupełnie różnych utworów. Podczas czytania „WW” wydawało mi się, że są jednak „genialniejsze” – że poruszają ważniejsze kwestie i robią to w formie doskonalszej niż ma to miejsce w „JE”. Nie wiem, czy to tylko wrażenie. Jak przeczytam kiedyś obie książki po kilka razy – będę wiedziała. A Wy jak sądzicie?

14 Komentarze

  1. Uwielbiam tę książkę :) JE jeszcze nie czytałam – moja droga ku zgłębieniu klasyków jest bardzo kreta, więc pewnie za jakiś czas trafi przed moje oczy. Dlatego na razie nie odpowiem na Twoje pytanie, jednakże postaram się szybko nadrobić zaległości i się nad nim zastanowić :)

  2. Bronte – to klastka. „Wichrowe wzgórza” to jedna z moich ulubionych :)

  3. Czytałam tę powieść kilkanaście lat temu, więc sama się zastanawiam, jaki będzie mój odbiór? Raczej nie będę miała ochoty porównywać tłumaczeń. Skupię się na tym, czy książka do mnie przemówi, bo oczywiście czeka już w kolejce.

  4. Książka jest genialna. Ciekawi mnie to nowe tłumaczenie. Fragmenty przedstawiane w Intenecie każą mi sądzić, że jest napisane gorszym językiem od starego, ale z drugiej strony stare tłumaczenia są często niewierne, chociażby dlatego, że tłumacz nie miał Internetu z łatwym dostępem do wiedzy o obcej kulturze.

    • Fragmenty nie oddają całości. Też najpierw je przeczytałam i się trochę „przeraziłam”. Przekład Sujkowskiej jest jasny i jednoznaczny. Natomiast przekład Grzesika wydaje się być bardziej dosłowny i przez to wieloznaczny (pozostawia miejsce do interpretacji). Takie mam wrażenie, ale nie znając oryginału, nie jestem w stanie ocenić pracy tłumacza.