Słońce w pochmurny dzień (Recenzja książki: Monika Szwaja, Anioł w kapeluszu)

„Klub Mało Używanych Dziewic” i jego kontynuacja „Dziewice, do boju!” (które czytałam kilka lat temu) bardzo mi się podobały. „Anioł w kapeluszu” też, ale troszeczkę mniej. Zaraz opowiem Wam o nim więcej, najpierw chciałabym podkreślić, że ogólnie w powieściach Moniki Szwai cenię kilka rzeczy: jest w nich ciepło, niosą pocieszenie, są jak słońce w pochmurny dzień. Jednocześnie język jest zabawny, pełen „kalek” z języka potocznego, cytatów, nie nudzi. I ostatnia rzecz, równie ważna jak poprzednie: pisarka opowiada historie, w których panuje równowaga między smutkiem a uśmiechem. Np. jej bohaterowie płaczą w nocy w poduszkę z samotności, a w dzień urządzają przyjęcia w gronie przyjaciół. Jak w życiu. Tylko zakończenie musi być optymistyczne.

Wydawnictwo: SOL, 2013, egzemplarz recenzencki

Początek „Anioła…” czytałam w poczekalni u dentysty i może dlatego ciężko mi się było skupić. Trzy przeplatające się wątki, mnóstwo imion do zapamiętania, a tu ciągle ktoś gada nad uchem. Myślałam, że to będzie lekka książka, którą można czytać wszędzie (w miejscach typu tramwaj czy właśnie poczekalnia), ale się najwyraźniej pomyliłam. Pierwsze osiemdziesiąt stron przeczytanych w trudnych warunkach nie wpłynęło jednak negatywnie na dalszą lekturę. Już w domu, na spokojnie czytało się bardzo przyjemnie. Może też dlatego, że aż tyle trzeba było czasu, by poznać i polubić bohaterów oraz wciągnąć się w akcję.

Jaśmina – pani profesor, której umarł mąż, a trzej synowie postanowili się usamodzielnić i wyprowadzić z domu. Jonasz – dwunastolatek, którego rodzice wychowują w jeden z najgorszych możliwych sposobów. Miranda – studentka polonistyki po przejściach (opisanych w „Zupie z ryby fugu”). To główne postaci, drugoplanowych i trzecioplanowych jest bardzo dużo. Nie brakuje wśród nich barwnych i wyjątkowych osobowości oraz bohaterów znanych z poprzednich książek Moniki Szwai. Akcja dzieje się tradycyjnie głównie w Szczecinie i ciekawie to miasto zostało w nią wplecione (dla mieszkańców to musi być duży plus).

Długo trwało zanim zorientowałam się, co jest motywem przewodnim „Anioła…”. Wcześniej często zastanawiałam się, do czego to wszystko zmierza. Były sytuacje bardzo przewidywalne (przeprowadzka Jaśminy), były i zaskakujące (jakby autorka bawiła się z czytelnikami). Okazało się, że książka ma przesłanie/morał. To dobrze, chociaż nie wiem, czy nie jest ono zbyt proste. Czy autorka skłoni kogoś do przemyśleń/wprowadzenia zmian w życiu?

Z wszystkich wątków najbardziej od początku zainteresował mnie ten z Jonaszem (szczególnie jego wycieczka do Karpacza, który bardzo lubię), ponieważ wydał mi się najoryginalniejszy. Aby polubić Jaśminę, potrzebowałam więcej czasu. Blado wypadł za to wątek Mirandy. Obawiam się, że same postaci nie zostaną mi długo w pamięci, ale mam nadzieję, że zapamiętam klimat książki i że przez jakiś czas utrzyma się dobry nastój, w który mnie wprawiła.

Na koniec pochwalić chciałam odautorskie wstawki, np.:

„Jesień i zima są porami roku, które autorka tej książki najchętniej skreśliłaby na zawsze z kalendarza, zostawiając czas od marca do października. Ponieważ nie da się tego zrobić w rzeczywistości – niech ja mam przynajmniej w książce tę przyjemność…

Zwłaszcza że tej jesieni i zimy żadne dziejowe wydarzenia nie miały miejsca.”

Ujęły mnie też cytaty z wierszy, np. z „Ody do słowika” Johna Keatsa.

Ocena: 5/6

24 Komentarze

  1. Nie wiem, czy dałabym się namówić… Choć jeśli ta książka pomaga poprawić sobie nastrój, to już bardziej jestem skłonna po nią sięgnąć. Chętnie się podpiszę pod pierwszym cytatem, bo całkowicie się zgadzam z autorką :)

    • Mi bardzo poprawiła nastrój, uśmiechałam się czytając. Lubię takie pozytywne książki :-)

      A jesień i zima dla mnie też mają urok, nie zlikwidowałabym ich za nic.

  2. Nie ma to jak książka poprawiająca humor. Zwłaszcza teraz, gdy za oknem szaro i dżdżysto. Pozdrawiam :)

  3. u nas dopiero w planach zakupowych, ale jak będzie to się nad nią pozastanawiam. Dużo książek tej autorki czytałam.

    • Ja czytałam chyba trzy i kawałek :-). Teraz żałuję, że nie wszystkie, bo bohaterowie jednak się powtarzają i lepiej byłoby czytać chronologicznie.

  4. Szkoda czasu Bzdury i takie jakby pisanie na siłę,przeczytałam wszystkie książki pani Moniki,ostatnie mnie zawiodły ,ta jeszcze dopełniła tego ze już więcej nie przeczytam nic autorstwa tej pani .

  5. No cóż, jeżeli siedzicie Państwo w opóźnionym pociągu i naprawdę nie wiecie, co już z sobą zrobić, jeżeli przy którymś z współpasażerów leży książka Moniki Szwaji, to lektura powieści jest jakimś rozwiązaniem.
    Ale tylko do momentu, gdy pociąg odrobi spóźnienie.
    Kiedy pociąg prowadzi wagon Warsu, zdecydowanie lepiej udać się do niego.

  6. Książki Pani Moniki Szwaji może wg wielu nie są jakiś „górnych lotów”, lecz ja je lubię. Książka ma bawić, uczyć, śmieszyć wzruszać i wiele innych rzeczy- one to mają.
    Pierwszą książkę ( Stateczna i postrzelona-uwielbiam) wręcz wcisnęła mi siostra po dramatycznym (wg mnie) rozstaniu wiele lat temu – dzięki niej przetrwałam najgorszy czas. Później terapeutycznie wcisnęłam ją mojej koleżance i też zadziałała uśmierzająco ……
    Tak się zaczęła moja przygoda ze Szwają i trwa do dziś.

  7. Monikę szwaję „czytać każdy może”. Ale, czy powinien?
    Jeżeli siedzi w opóźnionym pociągu, niepewny kiedy ów ruszy w dalszą drogę, może spróbować lektury p.Szwaji. Większym pożytkiem jednak będzie ucięcie sobie drzemki.

    • Monika Szwaja, Moniki Szwai. Mam dziwne wrażenie, że te negatywne komentarze o spóźnionym pociągu i inne z błędną odmianą nazwiska pani Moniki pisze ta sama „dowcipna” osoba. Czyżby książki pani Szwai zostały wpisane na listę lektur obowiązkowych? Jeśli nie i nikt Cię młody człowieku nie zmusza do czytania, to może niepotrzebne są komentarze, z których nie wynika nawet, czy przeczytałeś tę książkę? Mnie podobała się „Stateczna i postrzelona”, sympatyczna. lekka, na poprawę humoru. A Tobie, szanowny nieczytelniku – miłych snów zamiast czytania. Niektórzy tak wolą.

  8. Pisarka się powtarza i już od drujej swojej powieści nie ma nic nowego do powiedzenia.
    Szkoda pieniędzy, nawet wtedy, kiedy książki p.Szwaii są w promocji, czyli w przecemie.

  9. Książki Szwaji trudno zaliczyć do literatury wysokich lotów. Niemniej te pierwsze miały w sobie pewną lekkość. Nic specjalnie wartościowego nie wnosiły, ale pozwalały się odprężyć. Jak żucie gumy.
    Ostatnia książka to po prostu gniot. Wymęczony, wydumany. W pretensjonalnym, pozerskim stylu.
    Szkoda czasu na czytanie i pieniędzy na kupno. Dno!

  10. Witam, z książek napisanych przez Panią Monikę czytałam tylko „Stateczną i postrzeloną”. Książka w sam raz na deszczowe popołudnie w weekend, przy kubku kawy, A co do pór roku, myślę że dżdżysta jesien i ponura zima są po to aby czytać książki poprawiające humor ;), i po to są książki takie jak pisane przez Panią Monikę aby uprzyjemniać nam te dni. :)

  11. Dziwię się, że opinie o książkach Moniki Szwaja wygłaszają osoby, które ledwo przeczytały jedną jej książkę. Ja przeczytałam sześć a teraz czytam siódmą a ósma czeka na swoją kolej. Mam wyższe wykształcenie i naczytałam się sporo książek z „wyższych półek”. Teraz nie muszę. Mam dość wydumanych problemów i rozdzierania szat nad bzdurami. W książkach pani Moniki znalazłam odzwierciedlenie normalnego życia różnych kobiet. A nawet jeżeli kończą się one zbyt optymistycznie, to przyjemnie sobie pomarzyć. Są one odtrudką na powszechnie nas otaczające chamstwo i przemoc. Moje ulubione powieści to: ” Dziewice do boju” i ” Gosposia prawie do wszystkiego”

    • Podpisuję się pod Twoim każdym słowem. Czasy, gdy czytatałam coś z powodu mody, albo z musu (bo wypada pochwalić się w towarzystwie) mam już dawno za sobą. Dzisiaj w nocy skończyłam czytać „Powtórkę z mordestwa” i „Zupę z ryby fugu”. Bardzo dobrze mi zrobiły. Z rozpędu wzięłam do rąk czytanego w zeszłym roku „Anioła w kapeluszu”, bo chciałam się upewnić, że Miranda i pani Lila to te same bohaterki. Podoba mi się konsekwencja Autorki w stopniowaniu napięcia, akcji. Nic nie jest ewidentne, przewidywalne. Poza dobrym zakończeniem, które przynosi czytelnikowi ulgę. Bohaterki są zwykłymi kobietami, mogę się z nimi utożsamiać. Mieszkałam w Szczecinie ponad 10 lat, skończyłam tam studia, straciłam cnotę, przeżyłam kilka miłości. Tam urodził się mój syn. Z przyjemnością i wzruszeniem czytałam o znanych mi miejscach. Czytam książki dla przyjemności, są dla mnie najlepszą terapią, gdy dopada zima, dołki emocjonalne, nuda i beznadzieja. Nie jestem masochistką, by brać wtedy do rąk Umberto Eco albo Orwella. Kocham książki Chmielewskiej i wracam do nich z przyjemnością. Cieszę się, że U M.Sz. znajduję podobny klimat, język i poczucie humoru. Żadna z Jej książek nie rozczarowała mnie. A za minutę mam zamiar zamówić cały boks z 11 pozycjami klubu książki kobiecej. W zamieszczonych tu komentarzach znalazłam kilka opinii pisanych przez tę samą osobę, pod różnymi nickami. Zupełnie, jak wredna Eliza, jedna z bohaterek „Zupy z ryby fugi”. Elizka była jednak na tyle inteligentna, by zmieniać styl i nie robić błędów. Że niby „szkoda pieniędzy” na kupowanie książek M.Sz.? Pachnie mi to z daleka działaniem jakiegoś zawiedzionego (odrzuconego przez Autorkę) wydawnictwa. Albo desperacją niespełnionej zazdrosnej kandydatki na powieściopisarkę.

  12. Cześć, to jeszcze raz ja. Właśnie kończę czytanie powieści ” Zatoka trujących jabłuszek”. Jeżeli ktoś polubił „dziewice”, to polecam. Tu są opisane dalsze losy naszych ulubionych bohaterek. Może jest trochę niezwykle, ale fajnie. Chciałam dodać ,że we wrześniu 2014 r byłam na wycieczce w Szczecinie ( no i nie tylko) , bo bardzo chciałam zobaczyć miasto, które jest sceną akcji prawie wszystkich powieści Moniki Szwai. I nie rozczarowałam się. Szczecin jest bardzo pięknym miastem, na równi z Toruniem i Krakowem. Pozdrawiam