Ciężko przejść obojętnie (Danuta Awolusi, Na wysokim niebie)

Nie umiem napisać o tej książce tak, jakbym chciała. Napiszę więc tak, jak umiem. Danuta Awolusi to autorka mojego ulubionego bloga literackiego – „Książek Zbójeckich”. To również organizatorka wspaniałych akcji blogerskich (np. „Blogerzy dla Korczaka”). Laureatka licznych konkursów. Osoba pełna energii i pomysłów. Nie zdziwiłam się, kiedy napisała powieść. Wcześniej było świetne opowiadanie pt. „Przystań” w antologii „Szkice z życia” (powstałej w ramach projektu „Blogerzy książki piszą”). A jeszcze wcześniej były wspaniałe recenzje, wywiady, felietony i cykle literackie na blogu. Nie sposób było nie zauważyć, że wszystkie one zostały napisane z pasją i talentem.

Wydawnictwo: SOL, 2013, egzemplarz recenzencki

Opinii o „Na wysokim niebie” jest w sieci już bardzo dużo. Wszystkie pozytywne. Nie napiszę na ten temat nic nowego. Tak. Powieść bardzo mi się podobała. Przeczytałam ją dwa razy (co rzadko mi się zdarza). Moje pierwsze wrażenia zapisane zaraz po lekturze (jeszcze przed publikacją książki) wysłałam Danusi:

„Piękna historia! Polubiłam bohaterów. Ich losy bardzo przejmujące, tematy, które poruszyłaś ważne. Postać Filipa – cudo! Fajna forma, jakby pamiętnik. Świetny, emocjonalny styl, szczególnie refleksje „po latach”. Wzruszyłam się. Jestem pod wrażeniem. Wciągnęłam się od pierwszych zdań, czytanie to była przyjemność. Aż żal, że tak szybko skończyłam. Na pewno długo będę pamiętać o Ani i jej przyjaciołach!
Wad nie zauważyłam […].
Myślę, że osoby, które przeczytają to, co napisałaś, wiele z tego wyniosą dla siebie. Dla wielu to może być lektura „terapeutyczna”. Czuje się, że postaci są wiarygodne, prawdziwe, historia „życiowa”, bliska.
Gratuluję Ci talentu, wrażliwości, dojrzałości! I ogromnie się cieszę, że mogłam przeczytać Twoją powieść już teraz. Niezapomniane przeżycie.”

Gdy drugi raz sięgnęłam po książkę, moje odczucia były podobne. Sądzę, że to powieść, którą można czytać wielokrotnie, zawsze z tą samą przyjemnością. W jakiś sposób kojarzy mi się z „Anią z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery. Główna bohaterka ma nie tylko to samo imię, ale i podobne cechy charakteru, wytrwałość, siłę, która nie wiadomo skąd się bierze, pozytywnie wpływa na otoczenie, szczególnie ludzi dorosłych. A sama lektura w obu przypadkach niesie czytelnikowi nadzieję.

Jeżeli jeszcze nie czytaliście opisów na okładce, recenzji na innych blogach, to powinnam Wam teraz w końcu opowiedzieć trochę o fabule. Ania jest biednym i zaniedbanym dzieckiem, prześladowanym w szkole przez rówieśników. Azylem i ratunkiem okazuje się dla niej biblioteka pełna książek, w której poznaje bibliotekarkę, panią Sabina, a później jej dziadka. Szansą na wyrwanie się z zaklętego koła nieszczęść jest również przyjaźń z Tobiaszem, który wprowadza się wraz z rodzicami do domu obok. Nieprzekonani? Przeczytajcie pierwsze trzy rozdziały udostępnione na blogu przez autorkę. Mnie już pierwsze zdania zszokowały i zachwyciły:

„Niemalże przez całą podstawówkę cuchnęłam. Trudno mi dzisiaj powiedzieć, dlaczego. Regularne sięganie po mydło i wodę stanowiło dla mnie czynność poniekąd zbędną. W naszym przytłaczającym, szarym domu, gdzie atmosfera wydawała się zawsze gęsta i mało przyjazna, dbanie o higienę, dbanie o samego siebie było zajęciem męczącym. Wiele można zwalić na biedę, stałą lokatorkę czterech ścian, w których spędziłam całe dzieciństwo i wiek dojrzewania. Bieda była wgryziona w moją skórę jak ten brud, który stał się moim drugim ja.

Dziecko grube i śmierdzące nie powinno się w ogóle rodzić. Nie będzie w stanie przetrwać lat młodzieńczych. Tak jak mały żółw, który ginie, zanim dotrze do brzegu oceanu. Po prostu jego szanse są znikome i w sumie nikt mu nie współczuje. A nawet kiedy miną najgorsze czasy, w głowie człowieka już na zawsze pozostanie echo dawnych dni. Zapach szkolnych korytarzy i smak upokorzenia. Skąd się biorą frustraci, samobójcy, może nawet mordercy? To najpewniej właśnie otyłe dzieci z podstawówki, które już na zawsze w niej pozostaną.”

Myślę, że to takie słowa, wobec których ciężko przejść obojętnie. Mam nadzieję, że czytelnicy nie przejdą obojętnie obok tej książki. Wywiad z autorką już jutro na moim blogu!

Ocena: 5/6

29 Komentarze

  1. Wiele dobrego już czytałam o tej książce (ciężko jej nie zauważyć), ale nie na blogach, które mają dla mnie większe znaczenie. Po Twojej opinii z pewnością sięgnę, jeśli tylko nadarzy się okazja. I widzisz, jak to wszystko zależy nie tylko od tego jak się pisze, ale kto pisze. Mogą być dziesiątki dobrych recenzji, a są osoby, do których trafia dopiero ta …dziesiąta pierwsza :)

  2. Nasza Danusia, to kobieta wielu talentów, serio:)
    Pięknie mówi o sprawach, na których Jej zależy, ładnie śpiewa, została pisarką ( Jej debiutancka powieść robi wrażenie) i ślicznie wygląda.
    Brawo!