Kim był Jan Lesman, kuzyn Bolesława Leśmiana? (Mariusz Urbanek, Brzechwa nie dla dzieci)

Kim był Jan Lesman, kuzyn Bolesława Leśmiana? Bardziej znamy go jako Jana Brzechwę, bajkopisarza. To właśnie pisaniem bajek zaskarbił sobie serca milionów małych i dużych czytelników i zdobył nieśmiertelną sławę. Przed przeczytaniem książki „Brzechwa nie dla dzieci” nie wiedziałam prawie nic o jego życiu. Dlatego tak mnie zaskoczyło, że był adwokatem, specjalistą od prawa autorskiego, współtwórcą ZAiKS-u, a także niespełnionym poetą lirycznym.

Wydawnictwo Iskry, 2013

Mariusz Urbanek w fascynujący sposób opowiada o Brzechwie:

„Przeszedł do historii jako genialny bajkopisarz, choć do końca życia nie uwierzył, że to właśnie jest jego przepustka do wieczności.

Wcześniej było trzech innych Brzechwów. […]

Czwarty, autor bajek, pojawił się, gdy dobiegał czterdziestki. Razem z Julianem Tuwimem wznieśli poezję dziecięcą na wyżyny, na które po nich nie wspiął się nikt. Ale historia zakpiła z niego. Zmagał się z poczuciem niedowartościowania. Myślał, że krytycy go lekceważą, bo jest dostarczycielem literackiej galanterii dla dzieci, ale naprawdę to on sam nie docenił Brzechwy bajkopisarza. Chciał być kimś innym…”

Jego biografię czyta się jak wciągającą powieść. Jest w niej przedstawiony świat artystów, czas wojny, trudne lata powojenne. Starannie omówiona została twórczość polityczna i propagandowa poety. Liczne cytaty dają pojęcie, jakie to były utwory. Dowiemy się też sporo o życiu prywatnym, ale z umiarem, bez szukania na siłę sensacji.

Każdy z rozdziałów ma swój temat przewodni, porządek zasadniczo jest chronologiczny. Dla mnie najciekawsza była część poświęcona najbardziej znanym utworom Brzechwy – bajkom (pt. „Dopiero te moje wiersze są dobre i oryginalne…”) i „Akademii Pana Kleksa” („Utożsamiał siebie z Panem Kleksem…”), a także wręcz niewiarygodna opowieść o czasach okupacji („Amok miłosny anulował rzeczywistość…”). Przejmujący był rozdział „Umierać trzeba z taktem” zawierający jeden z ostatnich liryków poety – „Taktowne umieranie”.

W biografii omówione zostały również wydarzenia, które miały miejsce wiele lat po jego śmierci. Mariusz Urbanek nie pominął afery medialnej z 2000 roku, która miała miejsce w związku z wyborem Jana Brzechwy na patrona szkoły podstawowej w Dmosinie („A co Brzechwa był, Szwed?”). Przedstawił także krótką historię jednego ze swoich felietonów poświęconych tej sprawie, który miał być żartem, ale umieszczony na głównej stronie Onet.pl potraktowany został przez internautów, dziennikarzy i polityków zupełnie serio („Moja przygoda z Brzechwą. Historia jednego felietonu”). Wniknęło z tego wiele pomyłek, nie do końca śmiesznych.

Ciekawymi dodatkami są umieszczone na końcu książki: rozmowa z córką poety („Nasze kontakty były zawsze dość trudne…”), kalendarium, bibliografia i wiele czarno-białych zdjęć. Układ i styl (i oczywiście okładka) przypominają mi biografię Władysława Broniewskiego („Broniewski. Miłość, wódka, polityka”). Po przeczytaniu tych dwóch świetnych dzieł Mariusza Urbanka na pewno sięgnę po kolejne. Sprawdziłam już, że jest on także biografem Juliana Tuwima.

8 Komentarze

  1. Nie czytałam biografii Brzechwy, ale dla mnie największym zaskoczeniem jest to, że w „Akademii Panan Kleksa” widać echa II wojny światowej. Jako dziecko nigdy tego tak nie odbierałam…

    • Te echa wojny nie są bardzo widoczne i to jest jeszcze bardziej zaskakujące. Przypomina mi to trochę sytuację z Tolkienem i jego „Władcą pierścieni”.

  2. Miałam w ręce tę książkę. Nawet zastanawiałam się czy nie kupić. Teraz chyba się zdecyduję. Pozdrawiam :)

    • Cieszę się i mam nadzieję, że książka Ci się spodoba. Wiele się można z niej dowiedzieć nie tylko o Brzechwie, ale i o czasach, w których żył. Pozdrawiam serdecznie :-)