Lekka lektura na lato (Magdalena Kawka, Wyspa z mgły i kamienia)

Chciałam przeczytać lekką powieść w sam raz na wakacje i wybrałam „Wyspę z mgły i kamienia”. Z opisu na okładce wynikało, że akcja dzieje się w Grecji i to mnie bardzo zachęciło. Pomyślałam, że przeniosę się dzięki niej do innego kraju i poznam trochę jego kulturę. I dokładnie tak się stało, nawet bardziej niż mogłam się tego spodziewać.

Wydawnictwo: MG, 2013, egzemplarz recenzencki

Magdalena Kawka ciekawie opisała klimat Krety, jej krajobraz, mieszkańców, rytm życia. W tekst wplotła wiedzę na temat historii tej wyspy, np. odkryć archeologicznych w Knossos, tego, co działo się tam podczas drugiej wojny światowej, a także fragmenty książki Zbigniewa Herberta. Zabrała czytelnika nie tylko do „turystycznego raju” odwiedzanego przez miliony, ale przede wszystkim pokazała surowe i naturalne piękno spokojnych miejsc, do których turyści zazwyczaj nie docierają. Jedna z bohaterek, tak opowiada o Balos:

Najpiękniejsze miejsce na świecie. – Lotta westchnęła. – I do niedawna rzeczywiście bezludne… Na Gramvousie nikt nie mieszka, to kraina prawie tak samo dzika jak Rodopos. Nie ma dróg, nie ma traktów, tylko wiatr hula i kozy ryczą… Jakby się kto uparł, to może kawałek dojechać między górami, ale droga jest trudna. Potem do zatoki trzeba iść w dół, dobre pół godziny po skałach, a uwierz mi, to dość męcząca wyprawa. Ale za to na końcu trafisz do istnego raju na ziemi! Kilka lagun ukrytych wśród gór, rozdzielonych łachami białego piasku. Woda ma kolor czystego turkusu. Na horyzoncie widać kilka małych wysepek należących do Gramvousy, a dalej rozciąga się wielka przestrzeń. Całe kilometry możesz przejść w krystalicznej wodzie sięgającej nie wyżej niż do łydki. Późnym latem zrywa się meltemi i wtedy góry śpiewają… Człowiek ma wrażenie, że cofnął się co najmniej do mezozoiku… Nie ma nic, tylko bezkres wody i za plecami monumentalne szczyty, o które rozrywają się chmury. Tak musiał wyglądać świat, zanim ludzie wzięli go we władanie…”

Prawda, że pięknie? Kto nie chciałby się tam wybrać?

Spodziewałam się tematyki obyczajowej, a okazało się, że w „Wyspie…” są elementy powieści kryminalnej, sensacyjnej, przygodowej i oczywiście wątek romantyczny, ale nie one są najważniejsze. Główna bohaterka, Julia, kupiła dom na Krecie, by w końcu odpocząć po wielu latach ciężkiej pracy i niesatysfakcjonującego życia rodzinnego. Przypadkiem zaczęła odkrywać tajemnice związane z poprzednim właścicielem posiadłości i jego nieżyjącym już ojcem, słynnym archeologiem. Niestety rozwiązanie zagadki jest bardzo przewidywalne, ale w kontekście zakończenia nie jest to według mnie dużą wadą. W ostatnim rozdziale autorka postawiła swoich bohaterów przed ważnym wyborem i przygotowała czytelnika do tego, by razem z nimi przemyślał pewien problem.

W książce znajdziemy krytykę wakacji „all inclusive” oraz polemikę z powieściami pisanymi według schematu – sprzedała wszystko i przeprowadziła się na wieś (lub/i do innego kraju), znalazła miłość i żyła długo i szczęśliwie. Choć ten drugi temat wypadł trochę mniej efektownie, nie tak łatwo od pewnych form uciec.

Lekkość to słowo najczęściej przychodzi mi na myśl, kiedy próbuje określić „Wyspę z mgły i kamienia”. Lekki styl, lekka fabuła, lekka lektura na lato.

Ocena: 5-/6

4 Komentarze

  1. o… a ja się zastanawiałam nad nią, ale opis i okładka trochę mnie zniechęciły… może się jeszcze pozastanawiam:)

    • O! To będę czekała na Twoją opinię :-). Czytałam już kilka recenzji tej książki i były różne.