Kevin M. Connolly, Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił

Twarda oprawa, dobry papier, mnóstwo kolorowych zdjęć. Ta książka robi dobre wrażenie, od razu jak się ją weźmie do rąk. Po otwarciu widzimy mapkę świata z dokładnie zaznaczonymi licznymi miejscami, które odwiedził autor. Jeszcze wcześniej z okładki dowiadujemy się, że Kevin M. Connolly to młody człowiek, fotograf, narciarz i podróżnik, który urodził się bez nóg. To wszystko zaciekawia jeszcze przed przeczytaniem pierwszych słów.

Wydawnictwo: Bernardinum, 2013, egzemplarz recenzencki
Autor przekładu: Edyta Urbanowicz

„Drugi rzut oka” nie jest książką podróżniczą, choć opowiada o podróżach, nie jest też poradnikiem, jak radzić sobie w życiu z ograniczeniami, chociaż wiele w niej o spełnianiu marzeń. To pamiętnik. Rozpoczyna się od opowieści o narodzinach. Jak zareagowali rodzice, gdy dowiedzieli się, że mają niepełnosprawne dziecko? Jaka była ich sytuacja? Kevin dużo opowiada o swojej rodzinie, znajomych, dziewczynie, nie ukrywając ich wad i zalet. Prostymi słowami przedstawia chronologiczne migawki z życia. Najważniejsze wydarzenia, które spowodowały, że jest tym, kim jest i że jeździ po świecie, robiąc ludziom zdjęcia z ukrycia:

„Nigdy nie patrzyłem w stronę, w którą był skierowany obiektyw. Czekałem, aż poczuję na karku to coś, dzięki czemu będę wiedział, że ktoś się we mnie wpatruje, a wtedy, niepostrzeżenie, „strzelałem z biodra”.
Pstryk!
Pstryk!
Pstryk!
Każde zdjęcie było takim moim malutkim oczyszczeniem. Tylko ułamek sekundy, tylko tyle, ile trwało wyzwolenie migawki aparatu. Robiłem zdjęcia przez cały dzień. Każde kolejne coś oznaczało, ułamki sekund zmieniały się w sekundy, potem w minuty, a mój dzień stopniowo wypełniał się poczuciem zwycięstwa, a może też i zemsty.”

Za co mścił się chłopak bez nóg jeżdżący na deskorolce? Nie mógł znieść, że ludzie się na niego „gapią”, że wzbudza litość, że biorą go za żebraka, inwalidę wojennego, że próbują się dowiedzieć, co mu się stało. Robienie zdjęć (i podróżowanie po świecie) stało się autoterapią:

„Było w robieniu tych zdjęć coś bardzo budującego, mianowicie świadomość, że wywołuję taką uniwersalną reakcję. Czułem jakąś siłę wynikającą z przekonania, że gdziekolwiek na świecie bym się nie pojawił, ludzie zareagują na mnie może dość nieprzyjemnie, ale zawsze przewidywalnie. Dotychczas to ich gapienie się było frustrującym – ale nieuniknionym – ciężarem, który musiałem znosić z uśmiechem. Ale wreszcie znalazłem swój własny sposób na to, żeby też się gapić. I to było bardzo, bardzo miłe.”

„Słabość” zamieniła się w „siłę”.

Podobał mi się ton tej autobiografii – bez wymądrzania się, bez dawania innym rad, jak żyć, autor opowiedział swoją osobistą historię. I zrobił to w sposób niepozbawiony walorów literackich. Rozdziały są krótkie, ze starannie obmyślonym (zazwyczaj zaskakującym) początkiem lub zakończeniem, jest wątek romantyczny, są krótkie scenki z ulic rozmaitych miast, naturalne dialogi. Za kilkanaście lat chętnie przeczytałabym kontynuację.

6 Komentarze

  1. Zgrałyśmy się tą lekturą. :) Przedwczoraj skończyłam ja czytać, recenzja u mnie chyba jutro. Niesamowita, poruszająca książka… :)

  2. Do tej pory ta okładka kojarzyła mi się wyłącznie z podróżami. Nie wiedziałam, że Poznaj Świat to też coś w tym stylu. A autobiografia ciekawego człowieka to zawsze dobry wybór :))

    • To ciekawe, bo mi okładka w pierwszej chwili skojarzyła się zupełnie inaczej – pomyślałam, że to będzie coś w stylu poradnika „jak żyć”. Dopiero kiedy przeczytałam fragment jednego z rozdziałów, przekonałam się, że to było błędne skojarzenie.
      Zgadzam się, że „autobiografia ciekawego człowieka to zawsze dobry wybór” :-)

      • Z tym skojarzeniem chodziło mi raczej o to, że książka należy chyba do serii o podróżach. Nie znam jej zbyt dobrze więc nie jestem pewna, czy one są połączone, ale np. powieści Cejrowskiego (Rio Anaconda, Podróżnik WC…) i innych autorów były wydane w bardzo podobny sposób – przynajmniej jeśli chodzi o okładkę :))