Grażyna Jagielska, Miłość z kamienia

To książka autobiograficzna, a jednak ma wiele z powieści (zabiegi stylizacyjne, kompozycja zdarzeń, budowanie napięcia, punkt kulminacyjny). Zdziwiło mnie, jak dobrze jest napisana (choć nie powinno, nieuważnie przeczytałam notkę biograficzną na okładce). Autorka opowiada o swoim leczeniu w klinice psychiatrycznej i o tym, co spowodowało jej chorobę.

Grażyna Jagielska, Miłość z kamieniaWydawnictwo: Znak, 2013

Podtytuł: „Życie z korespondentem wojennym” jest wielce znaczący. Jednym z głównych bohaterów tej opowieści jest mąż Grażyny Jagielskiej – Wojciech i jego praca. Kiedy on wyjeżdżał na kolejne wojny, ona w domu „umierała ze strachu” i wyobrażała sobie ten moment, gdy zostanie poinformowana o jego śmierci. Powoli traciła kontakt z otoczeniem, czuła, że nikt nie potrafi jej zrozumieć. Znajomi żyli w świecie pokoju, a jej wyobraźnię (i dom) zapełniały postaci ludzi skrzywdzonych w konfliktach zbrojnych. Jednym z pomysłów na ratowanie małżeństwa był wspólny wyjazd, najpierw turystyczny do Indii, potem „zawodowy” do Afganistanu:

Jadąc dobrowolnie na wojnę do Afganistanu, traci się prawo potępiania takiego postępowania u innych. Sama wytrąciłam sobie broń z ręki i już nigdy nie mogłam twierdzić, że nie popełnia się takich szaleństw, tego nie wolno robić. […]

Afganistan rozdzielił nas bardziej nawet niż próba rozwodu.”

Poznając z bliska pasję męża, starała się ją zrozumieć. Jak widać, bez powodzenia.

Najciekawsze jest zakończenie, konkluzja tej opowieści:

Boję się, ale myślę, że Lucjan ma rację. Opowiadam mu to wszystko, ponieważ chcę zostać osądzona. Wiem to od jakiegoś czasu. Chcę, żeby ktoś osądził nas za to, co zrobiliśmy. Żyliśmy z wojny i strasznych opowieści, z tego, co się stało Tai, choć jej historia nigdy nie została opisana. I ryzykowaliśmy życiem, szczęściem bliskich dla zwykłej dziennikarskiej zdobyczy.

Tego chyba nie wolno robić.”

Lucjan jest pacjentem klinki (raczej fikcyjnym), który twierdzi, że zabił swojego zięcia. Do niego i do nas kieruje swoje słowa narratorka. „Miłość z kamienia” można uznać za formę publicznej spowiedzi. Trzeba mieć dużo odwagi, żeby napisać taką książkę.

W trakcie lektury i po niej przychodziły mi na myśl skojarzenia z tym, co opowiedziała o swoim życiu Danuta Wałęsa w „Marzeniach i tajemnicach”. Obie panie żyły w cieniu mężów, płacąc wysoką cenę za ich pracę, obie bardzo szczerze odsłoniły siebie i swoje związki. Mimo wszystkich różnic, myślę, że obu przyświecał podobny cel – odnalezienie siebie, własnej tożsamości. Niedługo napiszę o trzeciej podobnej książce, autobiografii Janiny Bauman pt. „Nigdzie na ziemi”.

W przyszłości zamierzam sięgnąć po wcześniejsze powieści Grażyny Jagielskiej. Czy jest jakaś, którą szczególnie polecacie? „Korespondent”, „Fastryga” czy „Płaskuda”? Od której najlepiej zacząć?

PS Ponieważ „Miłość z kamienia” to autobiografia, nie będę jej oceniać w skali punktowej.

10 Komentarze

  1. Widziałam, że moja biblioteka zakupiła tę książkę, więc kiedyś na pewno przeczytam. Poza tym tematyka tej książki nie jest mi obca.

    • Bardzo się cieszę :-). O tej książce jest teraz głośno, ale uważam, że zasłużenie. Warto przeczytać z wielu powodów.

      PS Widzę, że masz już gravatar! Super!

    • Tak, „Miłość z kamienia” jest doskonała, to słowo nie jest przesadą. A miłość? Zawsze ma sens, ale (jak pokazuje ta książka) trzeba o nią walczyć.

    • Mam nadzieję, że szybko ją zdobędziesz. Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii :-). Nie spotkałam się jeszcze z negatywną recenzją.

  2. ale tu się dziwnie komentuje… u mnie nie ma tej książki, ale jakby była to chyba dla mnie jeszcze za ciężka:)

    • Do komentowania można się przyzwyczaić. Plusem jest to, że można odpowiadać na konkretny komentarz i każdy może dodać swój gravatar.

      A książka nie wydała mi się ciężka, choć temat poważny. Jest dość krótka i szybko się czyta. Grażyna Jagielska ma „lekkie pióro”. Może się skusisz ją chociaż przejrzeć :-).

  3. Ciekawe, kogo się lepiej czyta: Jagielską, czy jej męża? Nie miałam jeszcze okazji się przekonać…

    • Ja próbowałam czytać „Nocnych wędrowców” Wojciecha Jagielskiego, ale nie dla mnie. Zdecydowanie bardziej podoba mi się styl i przesłanie książki Grażyny Jagielskiej.