Gdańskie Spotkania Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu” – relacja cz.II

Gdańskie Spotkania Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu”

www.odnalezionewtlumaczeniu.pl

 

Trzeci dzień Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu” był równie wyjątkowy, jak pierwszy (drugi niestety opuściłam). Działo się naprawdę sporo i nie sposób wszystkiego opisać. Całe szczęście nagrania będzie można obejrzeć na stronie organizatora, Instytutu Kultury Miejskiej, na YouTube. To wiele godzin oglądania, ja chciałabym napisać o najciekawszych moim zdaniem kwestiach, które zostały wczoraj (27 kwietnia 2013 roku) poruszone.

Mimo że „Odnalezione w tłumaczeniu” to spotkania tłumaczy poświęcone przekładowi literackiemu, ja nastawiona byłam głównie na spotkania z pisarzami i rozmowy o literaturze. Okazało się, że nie można mówić o jednym bez drugiego. A najmniej mnie interesujący panel dyskusyjny „Sytuacja tłumaczy literatury w Polsce. Czy w Szwecji jest podobnie?” okazał się najważniejszym!

W czwartek, podczas rozpoczęcia Spotkań, panowała podniosła, radosna, wręcz świąteczna atmosfera. W sobotę było inaczej. Część osób podkreślała, że zaczynają się powtarzać, że tyle zostało już powiedziane, że nie sposób powiedzieć czegoś nowego. Kluczowa okazała się wypowiedź Jerzego Jarniewicza (o piśmie „Literatura na Świecie”, o którym nikt wcześniej nie wspominał), która rozpoczęła może nie kłótnię, ale niezbyt przyjemną wymianę zdań. Sytuacja zrobiła się napięta. Nie wszystko zostało powiedziane wprost, wiele zostało między słowami. Jak na dłoni widać było podział środowiska tłumaczy literackich, choć same przyczyny podziału nie są dla mnie do końca jasne. Dyskusja zakończyła się jednak pozytywnym pomysłem Sławomira Paszkieta, by zorganizować spotkanie przedstawicieli różnych związków zrzeszających tłumaczy literackich przy okrągłym stole/przy szwedzkim stole i zastanowić się, jak wspólnie działać.

 

1. Pisarze podróżujący i osiadli – tłumacze rzeczywistości
Szczepan Twardoch, Grażyna Plebanek, Joanna Bator
Moderator: Anna Dziewit-Meller

Szczepan Twardoch, Grażyna Plebanek, Joanna Bator, Anna Dziewit-Meller

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

 
Myślałam, że najciekawszy będzie punkt pierwszy programu, rozmowa Anny Dziewit-Meller z pisarzami: Joanną Bator, Grażyną Plebanek i Szczepanem Twardochem, ale został mi po niej wielki niedosyt. „Pisarze podróżujący czy osiadli – tłumacze rzeczywistości” to był dość szeroki temat. Goście opowiedzieli trochę o sobie i swoim życiu, mniej o twórczości. Pojawiło się pytanie z sali, dlaczego nie ma dziś pisarzy, jak Bolesław Prus, którzy potrafiliby opisać współczesność. Każdy z autorów odpowiedział na nie inaczej. Szczepan Twardoch uważa, że „nie rozpoznaliśmy jeszcze formy społecznej, w której żyjemy”, nie znamy swojego świata, nie jest tak, że artyści mogą ją poznać i wytłumaczyć. Joanna Bator powiedziała o upadku wielkiej narracji, którą zastąpiły małe opowieści, fragmentaryczne, np. Michała Witkowskiego, Olgi Tokarczuk, Daniela Odiji i dodała, że odzwierciedlanie czy upiększanie świata w książkach nie ma sensu, ważne jest mierzenie się z rzeczywistością. Grażyna Plebanek z kolei odpowiedziała, porównując literaturę do życia, w którym są etapy, które się kończą, XIX wiek się skończył, zmieniło się nasze myślenie. Bardzo żałuję, że każdy z tych twórców nie został zaproszony na osobne spotkanie (szczególnie Joanna Bator), na którym mógłby powiedzieć więcej.

 

2. Koszmar złych tłumaczeń. Krytyka przekładu w Polsce.
Michał Chaciński, Jacek Dehnel, Justyna Sobolewska, Anna Topczewska
Moderator: Anna Dziewit–Meller

Michał Chaciński, Jacek Dehnel, Justyna Sobolewska, Anna Topczewska, Anna Dziewit-Meller

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

 
„Koszmar złych tłumaczeń. Krytyka przekładu w Polsce” to był panel, z którego dowiedziałam się dużo o życiu tłumacza. Uczestnicy przedstawili wiele zabawnych i pouczających anegdotek. Jacek Dehnel przypomniał swoją znaną recenzję przekładu „Obcego dziecka” Alana Hollinghursta i najbardziej rażące w nim błędy. Anna Topczewska opowiedziała o swoich nieprzyjemnych doświadczeniach z wydawcami: wydaniu książki bez korekty autorskiej, zrezygnowaniu z jej usług z powodów finansowych, zakończeniu współpracy, bo przekład był za dobry, na zbyt wysokim poziomie (chodziło o tłumaczenie norweskich romansów, które robiła pod pseudonimem). Michał Chaciński mówił o „zbrodni zbiorowej”, za zły przekład jego zdaniem odpowiedzialny jest nie tylko tłumacz, ale również redaktor i wydawca. Justyna Sobolewska zastanawiała się, czy ze złej książki da się zrobić dobre tłumaczenie, na co Anna Topczewska odparła, że da się zrobić może nie dobrą literaturę, ale dobre rzemiosło.

 

3. Sytuacja tłumaczy literatury w Polsce. Czy w Szwecji jest podobnie?
Sławomir Paszkiet, Justyna Czechowska, Stefan Ingvarsson, Jerzy Jarniewicz
Moderator: Katarzyna Tubylewicz

Sławomir Paszkiet, Justyna Czechowska, Stefan Ingvarsson, Jerzy Jarniewicz, Katarzyna Tubylewicz

fot. Dominik Werner, archiwum IKM

 
O wypowiedzi Jerzego Jarniewicz, która padła podczas dyskusji o sytuacji tłumaczy w Polsce i jej konsekwencjach już pisałam. Podtytuł tego panelu brzmiał: „Czy w Szwecji jest podobnie?” i teraz na ten temat chciałabym dodać parę słów. Jak można było się spodziewać okazało się, że w Szwecji jest dużo lepiej niż w Polsce. Stefan Ingvarsson powiedział, że tłumacze literatury mają silny związek zawodowy, który wywalczył dla nich stawki minimalne i standardową umowę z wydawcą, zapewnia również pomoc prawną i stypendia dożywotnie (do siedemdziesiątego roku życia). Biblioteki wypożyczają książki za darmo, ale rekompensują tłumaczom zyski z praw autorskich w postaci funduszu, z którego część pieniędzy otrzymuje autor, część związek. Jakie to mądre rozwiązanie. Niestety, jak przyznała Justyna Czechowska, modelu szwedzkiego nie da się tak po prostu skopiować u nas (bo ani tłumacze, ani wydawcy nie są odpowiednio zrzeszeni i nie mają przedstawicieli, którzy mogliby się spotkać i coś ustalić).

 

4. Tłumaczyć poezję
Tadeusz Dąbrowski, Dariusz Suska, Irena Grönberg, Julia Fiedorczuk
Moderator: Agnieszka Wolny-Hamkało

Tadeusz Dąbrowski, Dariusz Suska, Irena Grönberg, Julia Fiedorczuk, Agnieszka Wolny-Hamkało

fot. Dominik Werner, archiwum IKM

 
Do dyskusji „Tłumaczyć poezję” byłam nastawiona trochę sceptycznie (uważam, że poezji nie da się przetłumaczyć), ale była bardzo ciekawa. Dariusz Suska powiedział, że poezja to kontakt osobisty, „piszemy po to, żeby się skontaktować”, on boi się kontaktu, dlatego pisze książki. Tadeusz Dąbrowski trafnie porównał tłumaczenie poezji do zabawy w głuchy telefon. Julia Fiedorczuk nie boi się oddania swoich wierszy w inne ręce, nie uważa ich za rzecz skończoną. Irena Gr
önberg powiedziała, że przystępując do pracy tłumacz musi się najpierw zastanowić, gdzie w wierszu jest poezja i przyznała, że dla niej najtrudniejsze do przełożenia są rymy. Z kolei Dariusz Suska nie pisałby poezji, gdyby nie było rymów. Ciekawie mówił również o tym, że „wiersz jest rzeczą przedjęzykową”, kieruje nas do dzieciństwa, do czasu, kiedy nie było języka. Wtórował mu Tadeusz Dąbrowski: „Nie wierzę, że poetyckość jest wytworem języka, sytuuje się na obrzeżach tekstów lub poza nimi”.

Podstawowe przesłanie, które płynie z Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury można by streścić w jednym zdaniu: „Tłumacz jest drugim autorem”. Postaram się o tym pamiętać i na blogu zawsze już odtąd będę wymieniała autora przekładu omawianej książki. Nie będę oceniała jego pracy, bo nie mam odpowiednich kompetencji, ale będę przypominać sobie w trakcie lektury, że nie czytam oryginału, który może być zupełnie inny od przekładu.

Na koniec przytoczę „zagadkę” opowiedzianą przez Jerzego Jarniewicza. Kto jest autorem słów: „Źle się dzieje w państwie duńskim”? Nie! Nie Shakespeare. On nie znał polskiego! W „Hamlecie” napisał: „Something is rotten in the state of Denmark.” i to zdanie zostało w każdym z polskich przekładów przetłumaczone w inny sposób. Natomiast autor tłumaczenia, które weszło do powszechnego użytku, stało się popularnym powiedzeniem, jest anonimowy.

 

PS Część pierwszą mojej relacji znajdziecie tutaj:

http://cowartoprzeczytac.blox.pl/2013/04/Gdanskie-Spotkania-Tlumaczy-Literatury.html

 

10 Komentarze

  1. Absolutnie zgadzam się ze stwierdzeniem, że tłumacz jest takim drugim autorem

  2. Tłumacz to naprawdę ważna osoba, może nawet ważniejsza czasami niż sam autor. Wiem coś na ten temat, bo sama tłumaczę i dlatego bardzo zwracam uwagę na tę kwestię w książkach. Pamiętam, że kiedyś przy recenzji jednej z powieści N. Sparksa zwróciłam uwagę na doskonałe tłumaczenie. Po wielu, wielu miesiącach na tę recenzję natrafiła córka pani tłumaczki. Napisała mi wówczas w komentarzu, że kiedy pokazała mój tekst mamie, to ta się bardzo wzruszyła, bo dziś raczej mało kto zwraca uwagę na przekład. Chyba nie muszę dodawać, że ten komentarz jest dla mnie bezcenny :-)

  3. @prosperiusz
    Cieszę się, że się zgadzasz. Ja wcześniej myślałam tak w odniesieniu głównie do poezji. Wydawało mi się, że prozę łatwiej przetłumaczyć. Te Spotkania uświadomiły mi, że różnie z tym bywa. Tłumacz może zepsuć książkę, możliwy jest też przekład lepszy od oryginału. Niesamowite.

  4. @krainaczytania
    Świetna historia :-). Zauważyłam, że Ty zwracasz uwagę na przekład na Twoim blogu. Spotkałam się z tym również na kilku innych blogach, a to dobrze o blogosferze świadczy :-).

    Na Spotkaniach dowiedziałam się skąd m.in. biorą się złe przekłady. Jedna z anegdot dotyczyła wydawnictwa, które proponowało przełożenie grubej książki znanego pisarza-klasyka i dawało na to tłumaczenie tylko pół roku (mimo że pisarz dawno nie żyje, nie zbliża się premiera filmu, ani nic takiego). Wszyscy doświadczeni tłumacze odmówili, zgodziła się osoba świeżo po studiach. O efektach czytałam właśnie w recenzji na jednym z blogów. Wtedy ciężko mi było uwierzyć, że wydawnictwo wypuszcza tego typu „dzieła”. Teraz rozumiem, że tak zwane względy finansowe decydują czasami o tym, żeby oszczędzić zarówno na pensji dla tłumacza, jak i redaktora.

  5. a ja się zgadzam, co do rzemiosła:) dobra książka to coś więcej, niż dobry styl! ale w drugą stronę, to można już łatwo zepsuć – złe tłumaczenie może położyć książkę…

  6. @polonisty
    Aż strach pomyśleć, ilu dobrych książek być może nie poznaliśmy, bo zostały źle przetłumaczone. I w drugą stronę: gdyby nie tłumacze, ilu dobrych, genialnych książek by w Polsce nie było!

  7. Temat szeroki jak rzeka, a może ocean… Czasami są wydania dwujęzyczne – sprawdza się, gdy się zna oba języki: choć bardziej w przypadku poezji, niż prozy oczywiście.

  8. Zazdroszczę :D Szkoda, że w mojej okolicy nic takiego nie ma miejsca :< ale może za rok… :D

  9. @dofifi
    Ja niestety jestem „jednojęzyczna”, więc nawet gdyby były, to takie wydania nie dla mnie. Dlatego tyle zawdzięczam tłumaczom :-).

  10. @pandorcia
    Ostatnio mam wrażenie, że w Gdańsku wciąż coś się dzieje :-). Dziś właśnie dostałam zaproszenie na trzy kolejne bardzo ciekawe spotkania, tym razem dla blogerów.