Gdańskie Spotkania Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu” – relacja cz. I

Odnalezione w tłumaczeniu

www.odnalezionewtlumaczeniu.pl

Wczoraj (25 kwietnia 2013 roku) rozpoczęło się w Gdańsku (w Dworze Artusa) święto tłumaczy, pisarzy i czytelników, konferencja „Odnalezione w tłumaczeniu”. O trzech punktach programu, w których wzięłam udział, chciałabym Wam pokrótce opowiedzieć.

 
1. Wszystko o kobietach
Rozmowa z gościem specjalnym Spotkań, szwedzką powieściopisarką, Majgull Axelsson
Prowadzący – Justyna Sobolewska, Maciej Robert
Tłumacz – Stefan Ingvarsson

Stefan Ingvarsson, Majgull Axelsson, Justyna Sobolewska, Maciej Robert

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

Pytania Justyny Sobolewskiej i Macieja Roberta dotyczyły głównie najnowszej powieści pisarki pt. „Pępowina” i poruszonej w niej tematyki. Majgull Axelsson opowiedziała o okolicznościach powstania książki – jej syn wyprowadził się z domu i poczuła się zwolniona z roli matki; o tytule – po szwedzku dosłownie oznacza „pasję matki”, moment, kiedy matka spotyka spojrzenie dziecka po porodzie i wie, że stanie się rodzicem przyniesie jej szczęście i cierpienie; o problematyce (macierzyństwo) – „Nie wiem, czy dostarczam rozwiązań, zadaję dużo pytań”, jej zdaniem nie ma idealnych rodziców („Nie chciałabym być dzieckiem idealnych rodziców”), najważniejsze to przeciąć pępowinę („Jeżeli nie przetniemy pępowiny, umiera i matka, i dziecko”), nie możemy od siebie wymagać więcej niż refleksji, co było dobre w wychowaniu, a co złe; o celu pisania – „Pisząc książki, poznaję siebie”.

W trakcie rozmowy poruszono również temat: systemu klasowego i sytuacji kobiet w Szwecji, szwedzkich przekleństw („Mamy całą masę przekleństw, głownie kojarzą się z piekłem i diabłem, mało jest związanych z płciowością”) i realizmu magicznego („Elementy magiczne zawsze pojawiają się w moich książkach”). Zapytana o kolejną powieść: „Czy (tak, jak dotychczasowe) będzie przejściem przez piekło?”, pisarka odparła krótko: „Tak”.

 
Cytat do zapamiętania i przemyślenia:
„W świecie zamieszkałym przez szczęśliwych literatura wymarłaby śmiercią głodową.”

 
2. Niewidzialna ręka. Tłumacz i jego poeta

Rozmowa Magdaleny Heydel z Adamem Zagajewskim i jego szwedzkim tłumaczem, Andersem Bodegårdem

Magdalena Heydel, Adam Zagajewski, Anders Bodegård

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

Prowadząca spotkanie na początku wyraźnie zaznaczyła, że to osoba tłumacza będzie dziś w centrum uwagi. Do niego też skierowała pierwsze pytanie: „Jak to jest być tłumaczem?”. Anders Bodegård odparł, że tłumaczenie jest niemożliwe, ale potrzebne, jednocześnie proste, „Przekładanie to intensywne czytanie”, można je porównać do gwałtu, tłumacz jest złodziejem, ale jest i dobroczyńcą. W tym momencie włączył się do rozmowy Adam Zagajewski i powiedział, że tłumacz jest przede wszystkim filantropem i że oni z Andersem zostali przyjaciółmi dzięki poezji, co jego zdaniem dowodzi, że poezja nie jest antymiędzyludzka czy autystyczna, jak twierdzą badacze w USA, przeciwstawiając poezji powieść (za Bachtinem). Przyjaźń zakłada zaufanie, kontynuował, spokojne założenie, że przyjaciel nie zrobi mi krzywdy.

Magdalena Heydel chciała wiedzieć, skąd bierze się zaufanie do tłumacza, czy z czytania przekładów, czy może z słuchania opinii czytelników. Poeta wyjaśnił, że to złożona kwestia zahaczająca o to, czym jest poezja. Nazwał ją wyrwaniem się z czasu historycznego i przyrównał do muzyki. Przyznał, że sondował osobowość Bodegårda i zauważył, że są trochę do siebie podobni. Nie rozmawiają na tematy teoretyczne, ale obaj są wrażliwi na muzykę i poezję. Tłumacz powiedział, że poezję Adama Zagajewskiego czyta chętnie i dość dobrze rozumie, dlatego nie czuje żadnych trudności, przekładając ją (ma przywilej dokonywania wyboru, które utwory przełoży). Zdradził też, jak pracuje nad uzyskaniem efektu muzyczności – czyta na głos, nagrywa, potem słucha nagrania, imituje jak najbardziej oryginał, liczy sylaby, słowa („Próbuję brzmieć jak Adam, tylko po szwedzku”).

Jako ostatnia została poruszona kwestia pisania po polsku: „Co to znaczy pisać po polsku?”. Zagajewski odpowiedział, że to nie kwestia wyboru, język jest dziedzictwem, słodkim i gorzkim, są w nim echa Kochanowskiego i echa niewoli, to nie tylko kwestia zdolności lingwistycznych. Przytoczył słowa Milosza, który twierdził, że pisze po polsku, bo to język dzieciństwa, język pierwszych objawień. Użył też angielskiego powiedzenia, mówiąc, że być Polakiem to „mixed blessing” (mieszane błogosławieństwo). „Poezję piszę nie dla Polaków, tylko dla ludzi” – podsumował. Najlepszą (niezapomnianą) częścią tego spotkania było czytanie wierszy przez poetę i jego tłumacza.

 
3. Pisarz, który jest tłumaczem. Tłumacz, który jest pisarzem. Czy te role da się łączyć?

Marek Bieńczyk, Zbigniew Kruszyński, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk
Moderator: Grzegorz Jankowicz

Marek Bieńczyk, Zbigniew Kruszyński, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Grzegorz Jankowicz

fot. Piotr Połoczanski, archiwum IKM

 
Grzegorz Jankowicz dla każdego z gości przeznaczył jedno pytanie (o konflikt między pisaniem, a tłumaczeniem) i około trzynaście i pół minuty. Pozostał więc pewien niedosyt.

Marek Bieńczyk odpowiedział, że jako tłumacz nie czuje konfliktu, gdy siada do tłumaczenia, chce być profesjonalny, takie jest założenie, a potem dzieją się różne zdarzenia. Opowiadał o swoich doświadczeniach z przekładaniem twórczości Milana Kundery, pisarza „przejrzystego z założenia” (o tym, jak poprosił go o możliwość zmiany „słyszą krzyk fal” na „słyszą huk fal”, krzyk wydał mu się być na granicy kiczu) i Emila Ciorana, który pisał przyjemnie i mądrze, bardziej przyjemnie niż mądrze (i „trzeba włączyć własne namiętności dla niektórych słów, żeby było przyjemnie”). Podzielił się również wrażeniami z bycia tłumaczonym autorem. Powiedział, że to tragedia, nie można się zgodzić na nic, przekład to zawsze jest ciało obce.

Julia Fiedorczuk najpierw opowiedziała o swoim doktoracie i Laurze Riding, niszowej poetce amerykańskiej zawiązanej z awangardą lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku, której rola była jednocześnie istotna i marginalna. Riding miała program totalny, chciała zrewolucjonizować poezję/język/słowa, bo uważała, że to niezwykle ważny element ludzkiej egzystencji (jeśli moglibyśmy zmienić swój stosunek do słów, wszystko by się zmieniło, twierdziła, zmiany miały dokonać kobiety). Fiedorczuk początkowo nastawiona sceptycznie, później zakochała się w poezji Riding, stała się jej wierna i przekładowi poświeciła około siedmiu lat pracy. Zrezygnowanie z roli autorki na rzecz roli tłumaczki przychodzi jej łatwo, nie jest przywiązana do swoich ról/tożsamości językowych (krytyczki, nauczyciela językowego, poetki, matki).

Jacek Dehnel przyznał, że czuje się niepełnowartościowym tłumaczem, dyletantem (bez specjalistycznych studiów, bez zamieszkiwania w innym kraju, innej kulturze) i dlatego dba o dobrych redaktorów i krytyków przed publikacją, by wyłapywali kompromitujące pomyłki. Jako poeta, pisarz ma większą pewność. Z reguły tłumaczy wiersze zrytmizowane i rymowane, to jego szczególna umiejętność, w której bycie poetą bardzo pomaga, bo można ją wyćwiczyć przez praktykę. Dla Dehnela tłumacz idealny powinien przypominać medium w seansie spirytystycznym, cudzemu głosowi oddać swoje gardło. Tłumaczenie jest wysiłkiem skromności i zrezygnowaniem z siebie, powiedział.

Zbigniew Kruszyński mówił moim zdaniem najciekawiej. Jemu trudno jest łączyć pisanie z tłumaczeniem, tłumaczy pod pseudonimem. Jasno wyjaśnił, czym różni się przekład od dzieła literackiego. Jego zdaniem, jak się pisze, to raz, a dobrze (niezależnie od stopnia grafomanii). Literatura to tekst, którego nie da się powiedzieć inaczej. Natomiast w tłumaczeniu nic nie jest powiedziane raz, a dobrze, wszystko da się powiedzieć inaczej. Przekład to „katalog poprawek”. Kruszyński nie wierzy we współpracę pisarza z tłumaczem, powinna być niemal zabroniona, twierdzi, bo pisarze kłamią, plączą się w zeznaniach, w odpowiedzi na pytania piszą nowe powieści.

 

Pierwszy dzień konferencji był bogaty, inspirujący, momentami zachwycający. Będziecie mogli się o tym przekonać osobiście, bo zapisy spotkań mają być dostępne na YouTube na stronie organizatora, Instytutu Kultury Miejskiej:
www.youtube.com/ikmgdansk

 

Organizatorom bardzo serdecznie dziękuję za zdjęcia!

PS Część drugą mojej relacji znajdziecie tutaj:

http://cowartoprzeczytac.blox.pl/2013/04/Gdanskie-Spotkania-Tlumaczy-Literatury-1.html

 

12 Komentarze

  1. Dla mnie warsztaty w ramach Odnalezione w tłumaczeniu prowadzone właśnie przez Zbigniewa Kruszyńskiego były według mnie po prostu fantastyczne. Język polski i szwedzki nie ma właściwie dla niego żadnych tajemnic. Praca pod jego kierunkiem to nieprzerwane pasmo lingwistycznej przyjemności ;)

  2. Cieszę się, że piszesz o takich spotkaniach, bo dzięki temu czuję się, jakbym sama tam była. Chociaż troszkę też zazdroszczę -chciałabym mieć możliwość uczestniczenia w imprezach dla miłośników literatury.

  3. Spotkanie baaardzo ciekawe i na pewno zajrzę na fb, żeby obejrzeć ciekawsze wypowiedzi :))

  4. Dziękuję bardzo za opis spotkania z Axelsson! Zafascynowało mnie jej sformułowanie „zwolniona z roli matki” – czy coś takiego w ogóle jest możliwe?

  5. @bookfa
    Ja byłam pod wrażeniem jego wypowiedzi! Można Ci tylko zazdrościć takiego nauczyciela! :-)

  6. @dofifi
    Piszę, ale to przestarzała metoda. Powinna być transmisja online, a ja ograniczyłabym się wtedy do moich wrażeń ze spotkań, treść bym pominęła. Dobrze, że można będzie obejrzeć nagrania na YouTube :-).

  7. @avo_lusion
    Będą na YouTube :-). Też tam zajrzę, żeby zobaczyć te z piątkowych spotkań, na których nie byłam.

  8. @mdl2
    Tłumacz podkreślił/albo przetłumaczył dosłownie, że Axelsson poczuła się „zwolniona z roli matki” tak, jakby „zwolniona z pracy”. I myślę, że coś takiego nie jest możliwe, żeby kogoś zwolnić z tej roli. Chodziło chyba bardziej o poczucie odrzucenia, syndrom pustego gniazda, czy coś takiego. Mnie dużo wypowiedzi tej pisarki zafascynowało, np. to, że pisze, żeby poznać siebie. Teraz po prostu „muszę” sięgnąć po jej książki.

    Na spotkaniu powiedziała, że udzieliła w Polsce wielu wywiadów i dziennikarze pytali ją często, jak być szczęśliwą kobietą. Ona przyznała, że nie rozumie tego pytania, nie rozpatruje życia w kategoriach szczęśliwe/nieszczęśliwe tylko sensowne/bezsensowne (czy wartościowe, nie jestem pewna konkretnego słowa, którego użyła). To jest dopiero ciekawe stwierdzenie!

  9. No właśnie, takie króciutkie sformułowanie, a jak wiele zależy od tłumacza :) Sięgnij koniecznie po jej książki, pierwsze spotkanie z jej pisarstwem robi ogromne wrażenie.

  10. @mdl2
    Po dzisiejszych spotkaniach w ramach „Odnalezione w tłumaczeniu” moje patrzenie na rolę tłumacza bardzo się zmieniło, odtąd będę go traktować jako drugiego autora :-).
    A po książkę Majgull Axelsson postaram się sięgnąć jak najszybciej.

  11. Cieszę się, że napisałaś o wypowiedziach M.Axelsson, którą ja uwielbiam i czytam wszystko, co napisała. Od początku, gdy tylko jej książki pojawiły się na półkach. Zawsze wiem, że mogę liczyć na to, że będzie depresyjnie – może to dziwne, ale idealnie pasuje do mojego charakteru. Dobrze, że będzie tak dalej i nie zamierza zmieniać stylu.
    Bardzo dziękuję za ten wpis.
    „Pępowina” już do mnie jedzie z merlina.

  12. @beatrix73
    Przygoda z książkami Majgull Axelsson wciąż przede mną. Na półce czeka jej „Kwietniowa czarownica” (bo akurat była w bibliotece). Spotkanie z autorką było bardzo ciekawe i mam nadzieję, że polubię jej książki tak jak Ty :-).