Monika Milewska, Płacz komety

 

Monika Milewska, Płacz komety

Wydawnictwo: Nowy Świat, 2012

 

Byłam na spotkaniu z Moniką Milewską w Filii Gdańskiej i wtedy miałam okazję po raz pierwszy usłyszeć jej wiersze. Jednak tak naprawdę doceniłam je dopiero ostatnio, kiedy przeczytałam cały jej tomik na spokojnie, w domu.

Zacznę jednak od okładki i ilustracji (oraz czcionek). Ich autorem jej Per Oscar Gustav Dahlberg. I są cudowne! Zapraszam Was na strony artysty, żebyście sami mogli się przekonać o jego talencie (jeżeli jeszcze go nie odkryliście):

http://www.dahlberg.pl/

http://www.pogdahlberg.com

Grafiki Dahlberga nie tylko ozdabiają „Płacz komety”, ale również w jakiś sposób współgrają z poezją Moniki Milewskiej.

Poetka tworzy wiersze bardzo obrazowe, „fabularne”, z mocnym, często zaskakującym zakończeniem. Ich dość chłodny, intelektualny ton i wspomniana pointa przypominają twórczość Wisławy Szymborskiej. Ważne są metafory, język i pomysł. Prawie każdy z utworów opiera się na jakimś koncepcie, co przywodzi mi na myśl barok. A trop ten nie jest chyba taki zły, bo również tematyka poruszana przez autorkę coś wspólnego z tą epoką ma. Zauważyłam, że wiele wierszy (większość) mówi o umieraniu.

Tematów jest kilka: czas/przemijanie („Piosenka”, „Wskazówki”, „Październik”), kosmos („Płacz komety”,„Poemat o umarłym słońcu”, „Sen astronoma”), historia („Analiza historyczna”, „Rekonstrukcja”), kobieta („Obstalunek”, „Zmarszczki”, „Alzheimer”, „Poranne staruszki”). Ale pod powierzchnią ich wszystkich, a czasem zupełnie na wierzchu („Zaświat”, „Via Venetto”) jest właśnie śmierć. To ciekawe, bo jednocześnie język używany przez Monikę Mielewską bardzo przypomina ten z baśni/bajek, szczególnie w tytułowym „Płaczu komety”. Plus „baśniowe” ilustracje Dahlberga i otrzymujemy mieszankę niezwykłą, jak nie z tego świata. Im dłużej czytam i oglądam ten tomik, tym więcej w nim odkrywam. To teksty i obrazy, nad którymi trzeba pomyśleć, nad którymi chce się podumać.

Jak zwykle problem mam z wyborem najlepszych utworów, tyle mi się ich podoba. Jest jeden, co do którego nie mam wątpliwości, urzekł mnie już w grudniu, czytany na żywo przez autorkę:

 

Zmarszczki

Lubię moje zmarszczki
najgłębsze z nich pamiętają
moje pierwsze dziecięce zdumienia
płacz zaciskający piąstki
i skupienie z jakim mrużąc oczy
przez kolorowe szkło poznawałam świat

lubię moje zmarszczki
niektóre z nich
głębiej ode mnie przeżyły ból rozstań
bez nich imiona moich miłości
zatarłyby się na zawsze
a tak
odwrócone
czytam je w lustrze każdego dnia [...]”

Takie kobiece wiersze bardzo do mnie przemawiają (szkoda, że nie ma tu miejsca, żeby zacytować inne, „Alzheimer” i „Poranne staruszki”). Monika Mielewska powiedziała, że „Płacz komety” to „autobiografia kobiety metaforycznej, wymyślonej” i jest w tym wiele prawdy. Myślę, że kobiety odnajdą się w tych wierszach. Jak dla mnie mogłoby być ich jednak więcej. Czekam więc na kolejne tomiki.

A to zdjęcie (dzięki uprzejmości Jana) ze wspomnianego spotkania w Filii Gdańskiej z 11 grudnia 2012 roku:

Krystyna Łubieńska, Monika MilewskaKrystyna Łubieńska, Monika Milewska
fot. Jan Piasecki-Hlousek

 

PS Fragment spotkania z Moniką Milewską, które odbyło się 17 czerwca 2012 roku w Domu Zarazy w Gdańsku-Oliwie można obejrzeć tutaj:


 

2 Komentarze

  1. Wiersz o zmarszczkach bardzo mi się podoba. Taka poezja mi się właśnie podoba… :)