Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć

 

Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć

Państwowy Instytut Wydawniczy, 1989



Prozy zazwyczaj nie oblepiam karteczkami samoprzylepnymi, ale „Rzeźnia numer pięć” jest wyjątkiem. Wiele w niej zdań zostających w pamięci, choćby te autotematyczne, tyczące samej książki i procesu jej powstawania:

 

Jest taka cienka, rozwichrzona i bełkotliwa, Sam, bo trudno jest powiedzieć coś na temat masakry. Wszyscy powinni być zabici, nigdy już niczego nie mówić ani nie pragnąć, Po masakrze powinna zapanować wielka cisza i rzeczywiście jest cisza, którą naruszają tylko ptaki.

A co mówią ptaki? To, co można powiedzieć na temat masakry: „It-it?”.

Autor nieprzypadkowo zastanawia się, jak pisać o masakrze. Kurt Vonnegut to Amerykanin, niemieckiego pochodzenia, który w czasie drugiej wojny światowej jako żołnierz amerykański przeżył bombardowanie Drezna (był wtedy jeńcem wojennym) przez samoloty brytyjskie i amerykańskie. Przez wiele lat chciał o tym napisać, ale nie potrafił. Aż do czasu:

 

Nie chce tu opowiadać, ile pieniędzy, czasu i nerwów kosztowała mnie ta cholerna książka. Kiedy dwadzieścia trzy lata temu wróciłem do domu z drugiej wojny światowej, wydawało mi się, że nic łatwiejszego, jak napisać o zniszczeniu Drezna – wystarczy po prostu przedstawić to, co widziałem. Sądziłem też, że wyjdzie z tego wybitne dzieło albo że przynajmniej zarobię na nim kupę forsy ze względu na wagę tematu.

Tymczasem nie potrafiłem jakoś znaleźć w sobie odpowiednich słów, w każdym razie było tego za mało na książę. Zresztą teraz też nie bardzo wiem, jak o tym opowiadać, mimo że jestem już starym prykiem, otoczonym wspomnieniami, Pall Mallami i dorosłymi synami”.

Ważny temat ostatecznie stał się pretekstem do napisania powieści antywojennej, postmodernistycznej i jednocześnie nawiązującej do sciene fiction. Jednym słowem, powstał utwór wyjątkowy.

Ogromnie podobał mi się pierwszy rozdział i sposób narracji zastosowany przez Knuta Vonneguta. Początek jest inteligentny i zabawny, wielce obiecujący. Niestety drugi rozdział wydaje się być napisany dużo wcześniej, dużo słabiej. Odcina się wyraźnie swoją „sztuczną”, trochę wydumaną konstrukcją, której głównym bohaterem jest Billy Pilgrim, podróżnik w czasie. Autor rozpoczął swoją opowieść w sposób realistyczny i osobisty, aby później „rzucić” czytelnika na głębokie wody eksperymentalnej fabuły. Trochę czasu minęło zanim odnalazłam się w konwencji przez niego zastosowanej.

Przygody Billy’ego Pilgrima okazały się podwójnie interesujące. Z jednej strony poznajemy jego życie od urodzenia aż do śmierci z najważniejszym „epizodem wojennym” w Niemczech (nie tylko zniszczenie Drezna, ale wcześniej także pobyt w obozie jenieckim). Z drugiej strony jest fantastyczna historia porwania go przez kosmitów i uprowadzenia na planetę Tralfamadorię. Co łączy te dwa wątki? Bardzo istotne przesłanie na temat natury czasu i wolnej woli.

Całość została napisana w formie krótkich, kilkunastozdaniowych, przeplatających się fragmentów przedzielonych gwiazdkami. Ich rola została w tekście dokładnie wyjaśniona przez autora przy okazji opisu tralfamadoriańskich książek. Jest to dowód na to, że nic w tej powieści nie jest przypadkowe.

Jestem bardzo ciekawa innych powieści tego pisarza. Czy są równie oryginalne i ważne?

Ocena: 6/6

 

10 Komentarze

  1. Wyjątkowa książka. Czytałam ją wiele lat temu i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak inne powieści już mi się tak nie spodobały…

  2. och dobrze, że mi o niej przypomniałaś:) tak dawno czytałam, może jeszcze do niej wrócę. kiedyś bardzo mi się podobała…

  3. Pamiętam, że ta powieść wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. Do tej pory Drezno kojarzy mi się z „Rzeźnią”… Niestety, tylko tę powieść Vonnegut znam, choć jeszcze zetknęłam się z ekranizacją „Śniadania mistrzów”.

  4. Z oryginalnością to niestety bywało u Vonneguta różnie, niektóre jego późniejsze powieści czerpią z „Rzeźni numer pięć” garściami – bohater-nieudacznik, przeskoki w czasie, jakieś traumatyczne wydarzenie, ludzie tracący życie w nonsensownych okolicznościach… Ale na pewno nie był to autor jednego tytułu, np. „Kocia kołyska” i „Syreny z Tytana” są moim zdaniem nawet lepsze niż „Rzeźnia numer pięć”.

  5. Sorry, że nie na temat, ale chciałam pogratulować drugiego miejsca! Przegrałaś tylko z avo_lusion!
    Serdecznie pozdrawiam :)

  6. @avo_lusion
    Ostatnio trafiłam na kilka wyjątkowych książek, aż się zaczęłam zastanawiać, czy nie przesadzam z tymi szóstkami na blogu. Ale skoro nie tylko na mnie „Rzeźnia numer pięć” zrobiła takie wrażenie, to jestem spokojniejsza :-).

  7. @polonisty
    Ja też na pewno kiedyś przeczytam ją jeszcze raz. Ciekawe, czy za drugim razem ocenia się ją podobnie.

  8. @dofifi
    Bombardowanie Drezna zdaje się jednym z najważniejszych wątków tej książki, a jednocześnie byłam zdziwiona jak mało miejsca zajmuje sam opis zdarzenia. Zastanawiam się, czy to był celowy zabieg autora.

  9. @Cichy
    Też odniosłam takie wrażenie, przeglądając książki Kurta Vonneguta w bibliotece i ostatecznie żadnej nie wzięłam. Ale „Syreny z Tytana” i „Kocią kołyskę” postaram się za jakiś czas przeczytać.

  10. @bookfa
    Bardzo dziękuję i cieszę się z tego drugiego miejsca! Pozdrawiam serdecznie :-).