Charlotte Bronte, Profesor

 

Charlotte Bronte, Profesor

Wydawnictwo: MG, 2012

 

Tę książkę bym najchętniej na blogu przemilczała, ale skoro już ją przeczytałam (a raczej wymęczyłam), to muszę o niej napisać choć parę zdań. W końcu wiem, dlaczego przez tyle lat jej w Polsce nie wydawano. Pomimo że bardzo lubię i cenię „Dziwne losy Jane Eyre” i „Shirley” tej pisarki i ogromnie chciałam poznać wszystkie jej dzieła, i pomimo że lubię literaturę dziewiętnastowieczną, nie jestem w stanie dostrzec zbyt wielu zalet w „Profesorze”. Za to wady są nazbyt liczne. Można by go uznać za typowe dzieło debiutantki. Zaskakuje mnie jednak, że autorka tak słabej książki, mogła później napisać inne wspaniałe powieści.

W „Profesorze” nudny (i niesympatyczny) jest główny bohater, nudne są jego dzieje, przy portretach postaci drugoplanowych (szczególnie przy opisie ich fizjonomii) można zasnąć, a przydługie monologi i dyskusje wywołują u czytelnika zniecierpliwienie i złość. Podczas czytania nasuwała mi się analogia między tą książką a „Agnes Grey” Anne Bronte (siostry Charlotte). „Agnes…” również jest wczesną powieścią, niezbyt doskonalą, ale nie najgorszą, ma pewne walory (np. wątek guwernantki). „Profesor” natomiast zaczyna się nawet ciekawie, od pokazania sytuacji młodego wykształconego mężczyzny bez pieniędzy, Williama Crimswortha, który musi zacząć zarabiać na swoje utrzymanie. Świetnie zarysowany został jego konflikt z rodziną, szczególnie bratem. Później jednak, gdy bohater przenosi się do Belgii, robi się nieciekawie. A przecież autorka znała Brukselę z własnego doświadczenia, znała zawód nauczyciela od podszewki! Czytając np. te zdania o wolności po wyjeździe z Anglii, zastanawiałam się czy opisywała to, co sama kiedyś czuła:

 

Po raz pierwszy tuliłem w ramionach wolność, a uśmiech jej i uścisk niczym słońce i zachodni wiatr sprawiły, że odrodziło się we mnie życie. Tak, w owym czasie czułem się jak poranny wędrowiec, który nie wątpi, że ze wzgórza, na które się wspina, uda mu się ujrzeć wspaniały wschód słońca; a jeżeli jego ścieżka okaże się wąska, stroma i kamienista? Nie dostrzeże tego, jego oczy skupione są na szczycie, oblanym już teraz rumieńcem, oblanym rumieńcem i skąpanym w złocie, a zdobywszy go nareszcie, pewien jest sceny, która się poza nim rozgrywa. Wie, że słonce wzejdzie mu naprzeciw, że już teraz jego rydwan wznosi się na wschodzie ponad linią horyzontu i że bryza, ów zwiastun, który mężczyzna czuje na policzkach, otwiera przed bogiem czystą, rozległą ścieżkę lazuru pośród chmur łagodnych niczym perły i ciepłych jak płomień.”

 

Dlaczego Charlotte Bronte nie potrafiła wykorzystać swoich wspomnień do stworzenia barwnej opowieści? Czy naprawdę miała tak złe zdanie o mieszkańcach Europy kontynentalnej i o katolikach, jak jej bohater? Czy nie dostrzegała nic fascynującego w innej kulturze, obyczajach? Wątek miłosny pojawia się w połowie książki i jest równie nieudany, jak pozostałe. William ma do wyboru dwie kobiety: bogatą i złą oraz biedną i dobrą. Którą wybierze, jak myślicie?

Fanów twórczości Charlotte Bronte pewnie nie zniechęcę do sięgnięcia po tę powieść. Najlepiej samemu się przekonać, czy jest dobra czy zła. Wszystkich jednak chciałam uprzedzić, że nie należy się spodziewać po niej za wiele.

Ocena: 4-/6

 

14 Komentarze

  1. Szkoda, wielka szkoda:( Ale z drugiej strony – wielu pisarzom takie wpadki się zdarzają…

  2. @avo_lusion
    Byłam bardzo zdziwiona, czytałam wcześniej pozytywną recenzję, dopiero w trakcie lektury trafiłam na negatywny tekst o „Profesorze”. To pierwsza napisana przez Charlotte Bronte powieść (a ostatnia wydana, dopiero po jej śmierci) i należy na nią patrzeć jak na dzieło początkującego pisarza. Potem było już dużo dużo lepiej :-).

  3. Mnie na pewno nie zniechęciłaś, a wręcz przeciwnie. Tylko że w mojej bibliotece na razie „Profesora” nie ma. Może jeszcze dotrze. Znając moją przekorę, to mnie ta książka zapewne zachwyci ;-)

  4. @krainaczytania
    Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii! A jednocześnie zdecydowanie bardziej od
    „Profesora” polecam Ci „Shirley” tej samej autorki. Wydana była w 2011, więc może w bibliotece będzie szybciej :-).

  5. „Shirley” mam, tylko na razie mam strasznie dużo zaległych lektur i akurat tę odkładam na potem :-)

  6. @krainaczytania
    Rozumiem, też mam stos książek zdobytych na wymianie, które grzecznie na mnie czekają na półce :-). Super, że już masz „Shirley”!

  7. o, szkoda, że to słabe:( ja jeszcze nie czytałam, może kiedyś dopadnę… jak zakupią;) choć po Twojej recenzji, nie palę się do tego:( Każdemu autorowi może się zdarzyć gorsza książka:)

  8. @polonisty
    Wielka szkoda. Tak się tej książki nie mogłam doczekać! Takie ładne wydanie w twardej okładce (taka świetna seria w wydawnictwie MG książek sióstr Bronte).

  9. Dzięki za ostrzeżenie. Szkoda życia na czytanie słabych książek. Jest tyle wspaniałych, które czekają na przeczytanie i tyle nieznanych czekających na poznanie.

  10. @Andrew
    Zgadzam się :-). Tylko czasami trzeba przeczytać całą książkę, żeby odkryć, że nie była dla nas dobra. „Profesor” do połowy nie jest taki zły, potem jest gorzej, a ostatnie 100 stron cały czas się zastanawiałam, czy go nie odłożyć, ale tak mało zostało do przeczytania, że przebrnęłam.

  11. Jakoś intuicja podpowiadała mi, żeby nie sięgać, bo nie przebrnę. A tu proszę – konkretne argumenty, które potwierdzają moje przypuszczenia.

  12. @dofifi
    Dobrze mieć taką intuicję :-). Ja nie mam. Często się zawodzę na książkach. Na 10 przyniesionych z bibliotek, czasami przeczytam zaledwie dwie.

  13. A panie w bibliotece pewnie zazdroszczą umiejętności tak szybkiego czytania…. ;-)

  14. @dofifi
    W osiedlowej bibliotece chyba są przyzwyczajeni, że biorę dużo książek :-). A w dużych bibliotekach, to chyba na nic nie zwracają uwagi, za dużo czytelników.