Arnaldur Indridason, Głos

 

Arnaldur Indridason, Głos

Wydawnictwo: W.A.B., 2011

 

Arnaldur Indridason świetnie pisze, wiecie? Z przyjemnością przeczytałam jego „Głos”. Od pierwszej strony dostrzegałam w nim same zalety. Na potwierdzenie mam początek pierwszego rozdziału:

 

„Elinborg czekała na nich w hotelu.

W holu stała ogromna choinka, wszędzie aż mieniło się od świątecznych ozdób, gałązek świerkowych i lśniących bombek. Przed hotelem zatrzymywały się ogromne autokary, a ich pasażerowie wchodzili do recepcji. To obcokrajowcy chcący spędzić Boże Narodzenie i sylwestra na Islandii, w kraju, który wydawał im się bajkowy i ciekawy. Wprawdzie dopiero wylądowali, ale niektórzy z nich już zdążyli kupić swetry z owczej wełny i teraz ochoczo meldowali się w tej dziwnej krainie zimy.”

To wręcz modelowy kryminał: świetny styl (do tego żadnych zbędnych zdań, każde ma znaczenie), wciągająca akcja (zbrodnia już na pierwszych stronach), interesujące tło zdarzeń (Islandia), wiarygodne portrety psychologiczne, dużo (i dobrych) dialogów, umiejętne przeplatanie kilku wątków (dwóch kryminalnych i dwóch dotyczących życia osobistego głównego bohatera, komisarza policji, Erlendura). Dodatkowo pojawiły się takie elementy intrygi, które lubię, czyli: mała grupa podejrzanych, zdarzenia skupione wokół jednego miejsca – hotelu i rozgrywające się w bardzo krótkim czasie – sześć dni. A przyczyną, dla której sięgnęłam akurat po tę książkę Indrisasona (i Wam również ją polecam właśnie teraz) jest czas akcji: okres przed Wigilią.

Zamordowany zostaje „święty Mikołaj” – portier Gudlaugur (piękne imiona mają Islandczycy, prawie jak elfy u Tolkiena) ubrany w jego strój, który właśnie wybierał się na bożonarodzeniową zabawę dla dzieci. Mimo że pracował (i mieszkał) w hotelu bardzo długo, nikt nie potrafi niczego konkretnego o nim powiedzieć i nikogo jego śmierć tak naprawdę nie obchodzi (poza policją). Śledztwo prowadzi Erlendur i jego dwóch współpracowników. Komisarz jest człowiekiem smutnym i samotnym. Przypomina Kurta Wallandera z powieści Henninga Mankella, też jest po rozwodzie, też ma córkę, która sprawia kłopoty. Jednak nastrój powieści Islandczyka jest trochę inny niż ten u szwedzkiego pisarza. Trudno to określić, Indridasson pisze w sposób bardziej liryczny, poetycki. Jakby malował słowem obrazy. Nie zagłębia się tak bardzo w problemy społeczne, choć wspomina o nich.

Jeżeli już jesteśmy przy porównaniach, to nieprzypadkowo „Głos” na okładce poleca Harlan Coben. Obu pisarzy łączy „granie na emocjach” czytelnika. Odwoływanie się do ludzkich doświadczeń, tych ekstremalnych, związanych ze śmiercią, utratą bliskich osób, cierpieniem. I obaj mają „lekkie pióro”. Jednak Coben nie ma tak dobrego stylu, za to w jego powieściach dużo jest humoru.

To dopiero pierwsza powieść Arnaldura Indridasona, którą przeczytałam. Wiele osób zachwalało jego „Jezioro”, ale mnie odstraszały od niej wątki historyczne (autor jest historykiem z wykształcenia). „Głos” wzięłam z biblioteki na próbę, zupełnie nie przejmując się chronologią. Potem sprawdziłam, że to piąta część cyklu o Erlendurze (wszystkich jest obecnie trzynaście). Chciałabym teraz sięgnąć po pierwszą, ale w Polsce nie została przetłumaczona, wydawca rozpoczął od trzeciej. Ciekawe, dlaczego? I czy kiedyś „Synowie pyłu” zostaną przetłumaczeni?

Ocena: 5/6

 

15 Komentarze

  1. Fakt, Islandczycy mają piękne imiona. Ja znam chłopaka o imieniu Hialti. A uroda? Klasyczny Wiking :-) Trochę zboczyłam z tematu, bo miało być o książce ;-) Moja przyjaźń z literaturą skandynawską dopiero się zaczyna. Właśnie jestem na etapie kryminałów. Niemniej najpierw rozejrzę się za „Jeziorem”, bo mnie, jak wiesz, historia nie odstrasza, a wręcz przeciwnie. Przyciąga jak magnes :-)

  2. W zestawieniu z Arnaldurem Indriasonem Henning Mankell może uchodzić za wesołka… ;)
    Ale ja nie o tym chciałam… tylko o tym, że wszyscy narzekają na skomplikowane imiona Islandczyków, bo mają kłopoty z ich zapamiętywaniem, a Ty je zestawiłaś z imionami elfów i od razu zrobiły się „przyjaźniejsze”… Będę o tym pamiętała, czytając kolejną książkę „stamtąd” – dzięki :)

  3. hehe, no to ciekawie wydawca zaczął:) Ale grunt, że w ogóle wydał powieść tego pisarza, która tak bardzo ci się spodobała:)

  4. dlaczego oni muszą być smutni i samotni? to mnie nie zachęca:( nic mi nazwisko nie mówi, więc u nas i tak nie ma:)

  5. Kraino Czytania, zazdroszczę znajomości z „wikingiem” o tak pięknym imieniu. ;)

    Felicjo, aż dziw mnie bierze, że nie poznałam jeszcze bliżej tego autora – ja – fanka kryminałów.;) Postaram się to nadrobić skoro jest tak dobry. :)

  6. Czytałam trzy pierwsze, wydane w Polsce książki Indridasona i nawet nie wiedziałam, że nie są to pierwsze tomu cyklu o Erlendurze :/ Z recenzją zgadzam się w zupełności, islandzki pisarz ma bardzo dobre pióro.

  7. @Polonisty
    Oni są smutni, bo klimat tak na nich działa. Tam gdzie jest mało słońca, jest więcej depresji. Udowodnione naukowo. Dane pokazują, że w Finlandii jest najwyższy wskaźnik samobójców. Dla porównania popatrz na Włochów, Hiszpanów czy Greków. Wszystko zależy od ilości słoneczka :-)

  8. @krainaczytania
    Po tym jak przeczytałam „Głos” to mnie już nic od tego autora nie odstraszy! Zamierzam przeczytać wszystko, co napisał :-).

  9. @zaczytania
    Ładnie to ujęłaś z tym „wesołkiem” :-).
    A imiona skojarzyły mi się z elfami, pewnie dlatego że niedawno czytałam „Hobbita”.

  10. @avo_lusion
    Masz rację! Najważniejsze, że powieści Arnaldura Indridasona są w Polsce wydawane :-).

  11. @polonisty
    Nie wiem, dlaczego. Też się zastanawiałam. A jeszcze ciekawsze jest to, że ten smutek i samotność „sprzedają się” (odnoszą sukces) na całym świecie.

  12. @ksiazkowka
    A myślałam, że to ja ostatnia zainteresowałam się tym autorem :-). Polecam bardzo!

  13. @Agata
    U mnie była informacja na okładce, że to kolejna z powieści o Erlendurze, więc sprawdziłam potem z ciekawości, która. W lekturze mi nie przeszkadzało, że to piąta. Ale jednak wolałabym teraz czytać chronologicznie, bo dużo w niej było o życiu osobistym komisarza.

  14. @bookfa
    To mnie zaskoczyłaś! Byłam przekonana, że od Ciebie dowiem się o Arnaldurze Indridasonie czegoś więcej :-). Nie odkładaj go dłuzej!