J. R. R. Tolkien, Hobbit, czyli tam i z powrotem

 

J. R. R. Tolkien, Hobbit, czyli tam i z powrotem

Wydawnictwo: Iskry, 1997

 

Premiera „Hobbita” zbliża się wielkimi krokami (w Polsce odbędzie się 25 grudnia 2012 roku), więc szybko przeczytałam książkę. I bardzo mi się podobała. Mogłabym ją czytać i czytać, i czytać. Podobnie jak we „Władcy pierścieni” bohaterowie idą, biją się, idą, biją się itd. (tylko wątków jest zdecydowanie mniej), a mi to zupełnie nie przeszkadza. Nie ma też kobiet, ani żadnych wzmianek o miłości (co zauważyłam dopiero po lekturze), ale to również w niczym nie wadzi. Nie wiem, jak Tolkienowi udało się tego dokonać – czytając „Hobbita”, czytelnik znajduje się razem z bohaterami w fantastycznym świecie i nie chce z niego wracać.

I pomyśleć, że kiedyś nie byłam w stanie przeczytać tej powieści, dobrnęłam do połowy i stwierdziłam, że to bajka dla dzieci bez drugiego dna! Ale to było kiedyś. Od tego czasu wiele się zmieniło. W zeszłym roku przeczytałam w końcu „Władcę pierścieni” (wcześniej znałam tylko ekranizację) i byłam zachwycona, nadal jestem, genialna opowieść. Czytając „Hobbita”, miałam w pamięci historię o Frodo i pierścieniu, a także aktorów i świat pokazany w kinie (np. wygląd Gandalfa, elfów, hobbitów). To chyba jeden z nielicznych wyjątków, kiedy film nie przeszkadza w lekturze, a wręcz pomaga.

Fabuła „Hobbita” jest prosta: Bilbo Baggins razem z trzynastoma krasnoludami mają pokonać smoka Smauga i odzyskać skradziony przez niego skarb. Aby tego dokonać, muszą najpierw przejść szmat drogi i zmierzyć się z licznymi niebezpieczeństwami: trollami, goblinami, wilkami, pająkami. Spotkają też paru niezawodnych przyjaciół.

Tolkien umieścił w swojej powieści mnóstwo mitologicznych i baśniowych stworów, tworząc świat barwny i bogaty. Kolejną zaletą jego twórczości jest zawarta w niej pochwała życia. Liczne są w książce momenty, gdy bohaterowie śpiewają, jedzą, żartują i bawią się w najlepsze, nie myśląc o czekającej ich trudach, a może i śmierci. Myślę, że „Hobbit” to świetna baśń zarówno dla młodzieży, jak i dla dorosłych.

Ocena: 5/6

 

14 Komentarze

  1. Też się do „Hobbita…” przymierzam. Chcę też przeczytać wszystkie części „Władcy Pierścieni”. Mało tego. Chcę „Harry’ego Pottera” :-) Ostatnio fantasy dość mocno za mną chodzi. Na przykład dzisiaj dotarła do mnie książka pt. „Winter” mojego ukochanego Wydawnictwa Dreams. To też fantasy ;-) Mam nadzieję, że wrażenia będę mieć podobne, jak po „Baśniarzu” :-)

  2. Heh. A ja Hobbita nie czytałam, a do kina się wybieram! Może zdążę nadrobić…? Postaram się:)

  3. Już nawet nie wiem ile razy czytałam Hobbita. Teraz nie mogę się doczekać filmu. Pozdrawiam :)

  4. a ja czytałam po kolei, czyli zaczęłam od Hobbita… po przeczytaniu „rzuciłam” się na Władcę:) a gimnazjaliści mają Hobbita w kanonie lektur… szczęściarze:(

  5. Idealna pozycja książkowa dla osób, które chcą poznać twórczość Tolkiena, a boja się, że nie podołają ogromowi „Władcy pierścieni”…

  6. @krainaczytania
    Cieszę się z Twoich planów i jestem ciekawa, jak Ci się te wszystkie książki fantasy spodobają :-). A powieściom wydawnictwa Dreams od czasu „Baśniarza” też się uważnie przyglądam!

  7. @avo_lusion
    Zdążysz spokojnie! Hobbit nie jest długi, ale bardzo fajny :-).

  8. @monweg
    O, to jesteś specjalistką od „Hobbita” :-). Po obejrzeniu filmu musimy porównać swoje wrażenia. Pozdrawiam serdecznie!

  9. @polonisty
    Z tym „Hobbitem” w kanonie lektur to nie jestem pewna, czy to dobrze. Jako nauczycielka polskiego nie chciałabym omawiać tej książki na lekcjach. Tam nie bardzo jest pole do dyskusji, czy fragmenty, na których można by się skupić. Szczególnie z gimnazjalistami. O czym rozmawiać? O gatunku fantasy, o Tolkienie. I?

  10. @dofifi
    Też tak myślałam, jak sięgałam po „Hobbita” po raz pierwszy i się bardzo zawiodłam. Dla osób nie znających fantasy „Hobbit” może być trudny do docenienia. W moim przypadku bardziej sprawdziło się rozpoczęcie lektury twórczości Tolkiena od „Władcy pierścieni” :-).

  11. Hobbit jest w kanonie lektur dla podstawówki, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie jest to jednak żaden plus – dla mnie styl Tolkiena jest nieco przyciężkawy, przebrnąłem oczywiście przez Hobbita oraz Władcę Pierścieni, ale obecnie nie poleciłbym tego dzieciakom :)

  12. Podobnie jak Felicja, przeczytałem „Hobbita” już po lekturze „Władcy pierścieni”.
    Bylo to bardzo dawno. Niektórzy z Was dopiero ząbkowali, a jeszcze inni nie zdążyli się narodzić. Książka nie zachęcała wyglądem i dopiero znacznie później dostałem do rąk angielskie wydanie z ilustracjami samego Tolkiena. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie ilustracja Bilba, płynącego środkiem lasu na beczce. Czy ktoś widział ten obraz? Reżyser Jackson na pewno.
    Podobnie jak Felicja, uznałem wowczas tę powieść za bajkę dla grzecznych dzieci, mając w pamięci wcześniejszy obraz „Władcy pierścieni”. Tak też jest w pewnym sensie, choć założę się o wszystko, że Jackson wyrównał na ekranie wszelkie różnice. Może nie każdy wie, że profesor Tolkien, piszac „Władcę…”, świadomie nawiązał do tematu wojny światowej. Mitologia celtycka i skandynawska posłużyły mu jako forma bardzo istotnego przekazu. Może dlatego światowa federacja krytyków literackich uznala trylogię za „najwybitniejszy bestseller XX – go wieku”.
    „Hobbit” był dla Tolkiena swoistą”przymiarką” – wprawką literacką, ucieleśnieniem własnych marzeń i emocji. Stąd absolutnie słuszne wnioski Felicji, niepodyktowane filmem, lecz literaturą, za co należy autorkę recenzji szczególnie docenić.
    Kto wie, może najlepiej byłoby czytać te powieści wlaśnie w takiej kolejności?
    Myślę sobie czasem: „Jezu! Co się nagle zmieniło?” Kiedy w tamtych młodzieńczych latach opowiadalem kolegom o Tolkienie i jego trylogii, nie bardzo chcieli mnie słuchać.
    „Co za Hobbici? Jakie znowu: „owłosione stopy”?
    A dzisiaj?
    Ogromnie ważnym faktem obecnej popularności Tolkiena jest bezprecedensowa doskonałość ekranizacji, co podkreśla rolę dziesiątej muzy w naszym współczesnym, skomercjalizowanym świecie. Internetowe osobowości świata literatury „nie czytały, ale na premierę się wybierają”. Oto wielka rola kina, a to nie jedyny przypadek.
    Ile w tym zjawisku jest literatury, a ile ekranizacji oraz dynamicznej reklamy?
    Jakże ma się to do „Braci Karamazow”, „Rzeki dwóch serc”, czy „Ludzi i myszy”?
    Nie przeklinam kinomanów! Przeciwnie,sam uwielbiam kino. Przypominam jedynie o prastarym dylemacie: „co było wcześniej – jajo, czy kura?” Bez dobrego scenariusza nie ma dobrego filmu, a dobre scenariusze piszą dobrzy literaci. Mylę się?
    Możecie się ze mną nie zgadzać, lecz spróbujcie skoncentrowac się na prozie Tolkiena, bazując jedynie na własnej, niczemu nie podporządkowanej wyobraźni. Moim skromnym zdaniem, to najlepsza recepta na przeżycie własnej, nieskrępowanej intelektualnej przygody.
    Pewnie nie wszyscy podzielą mój pogląd i to zupełnie naturalne zjawisko, które rozumiem. Każde z nas ma swoje indywidualne zdanie, lecz jakże miło jest czasem przeczytać, że ktoś przeżył „to coś” w sposób podobny do nas. Czyż nie?

    Właśnie za to,dziekuję Ci , Felicjo !

    PS. Reżyserskim fenomenem Jacksona jest moim zdaniem absolutna umiejętność przekazania w obrazie wszystkiego, co wyobraził sobie czytając Tolikena i co wyobraziliśmy sobie my – czytelnicy tej niezwyklej, ponadczasowej prozy.
    Rodzi się jedno pytanie: Jak to możliwe, żeby film przekonał do siebie niemal wszystkich?
    Myślę, że tak wyraźnie brzmiała genialna treść oraz forma powieści.

  13. @Wierszownik
    Z „Hobbitem” w szkole na przestrzeni lat różnie bywało. Np. gdy ja się uczyłam, to nie było go wcale. Później niektórzy omawiali go w gimnazjum, jako przykład utworu fantasy (pewnie dlatego, że krótszy niż „Władca pierścieni”). Teraz jest w kanonie dla podstawówki. Moim zdaniem omawianie go na lekcjach, to nie jest dobry pomysł. Przeczytać „Hobbita” na pewno warto, pytanie: w jakim wieku?

  14. @Adam Zalewski
    Wpis o „Hobbicie” pisałam niestety w pośpiechu i potem wciąż miałam wrażenie, że tak mało napisałam. Ale po przeczytaniu Twojego komentarza stwierdzam, że to czego nie umiałam ująć i nazwać zostało przez Ciebie pięknie dopowiedziane i już nic więcej nie muszę dopisywać :-).