Anne Bronte, Agnes Grey

 

Anne Bronte, Agnes Grey

Wydawnictwo MG, 2012

 

Bardzo chciałam przeczytać tę powieść (tak jak wszystkie autorstwa sióstr Bronte) i dzięki paniom bibliotekarkom z filii nr 13 w Gdańsku udało mi się ją dostać w ekspresowym tempie (serdecznie dziękuję!). Myślałam, że będę nią zachwycona tak, jak np. „Lokatorką z Wildfell Hall”, jednak tak się nie stało. „Agnes Grey” ma zaledwie 232 strony, na których niewiele się dzieje, a najgorszą jej wadą od pewnego momentu jest przewidywalność fabuły. Oczywiście ma też zalety, które są widoczne raczej w pierwszej części historii.

Główną bohaterką jest tytułowa Agnes, a tematem jej zmagania jako guwernantki. W realistyczny sposób zostały przez Anne Bronte przedstawione wszystkie cienie tego zawodu (znane jej z własnego doświadczenia). Po lekturze doszłam do wniosku, że uczenie dzieci w XIX wieku w domu zamożnych ludzi było równie trudne, jak w obecnych czasach praca w szkole (której miałam przyjemność w swoim życiu spróbować). I napotykało na podobne przeszkody, np.: brak współpracy z rodzicami, brak sensownego systemu nagród i kar, brak odpowiedniego przygotowania pedagogicznego nauczycieli. Szkoda tylko, że autorka ograniczyła się do pokazania bezowocnych trudów podejmowanych przez młodą kobietę jakby zalety tej pracy nie istniały (albo były oczywiste). Do tego pierwszoosobowa narracja sprawia, że poznajemy wydarzenia tylko z jednego punktu widzenia, a Agnes całą winę za niepowodzenia wychowawcze zrzuca na rodziców i ich dzieci, zupełnie nie dostrzegając błędów, które popełnia z braku doświadczenia. Chociaż z drugiej strony pewne rzeczy czytelnik może sobie sam dopowiedzieć na podstawie przytoczonych dialogów, w których pracodawczynie wprost informują Agnes o jej „ułomnościach”.

Temat wychowywania dzieci zawsze mnie interesował, dlatego poświęcone mu rozdziały były dla mnie bardzo interesujące. Niestety mniej więcej w połowie ważniejszy staje się bardzo stereotypowy wątek miłosny. Agnes – młoda, wrażliwa, nieśmiała, dobra, religijna poznaje młodego, rozsądnego, pomagającego biednym wikarego Edwarda Westona. Co z tego wyniknie można się domyślić i nie ma sensu czytać stu stron o ich rozwijającym się uczuciu. Może takie pisanie o miłości w tamtych czasach było czymś ciekawym, ale obecnie, jest mnóstwo książek, w których znajdziemy to samo.

Do zalet powieści należy zaliczyć portrety psychologiczne rodziny Agnes (szczególnie jej rodziców) i rodzin, w których pracowała. Urzekła mnie również atmosfera XIX wieku, tego spokojnego życia w dworkach i parafiach wśród pól i wzgórz. Dlatego ogólnie patrząc, nie uważam czasu spędzonego z „Agnes Grey” za stracony. Odczuwam tylko pewien zawód. Spodziewałam się więcej. Szczególnie po tym wstępie:

 

„Każda prawdziwa historia kryje w sobie jakąś naukę. Jednak zdarzają się takie, w których ów klejnot niełatwo jest odnaleźć, a gdy nam się to wreszcie udaje, nasze znalezisko okazuje się być rozmiarów doprawdy błahych: niczym uschnięte skurczone jądro orzecha stanowiące marną nagrodę za wysiłek włożony w rozłupanie chroniącej je skorupki. Czy podobnie będzie w przypadku mojej historii, niepodobna powiedzieć; choć nieraz myślę, że niektórym może ona przynieść pożytek, a innym dostarczyć przyjemności. Jednak w tej kwestii osąd pozostawiam światu. Pod osłoną mojej anonimowości, upływu lat i kilku fikcyjnych nazwisk nie mam się czego lękać i mogę odważnie i uczciwie przedstawić tutaj Czytelnikowi fakty, których nie wyjawiłabym nawet najserdeczniejszemu przyjacielowi.”

 

Powieść ta może nie jest „wyschniętym orzeszkiem”, ale drugi raz na pewno jej nie przeczytam.

Ocena: 4+/6

 

16 Komentarze

  1. ja też obserwuję tę powieść, na razie z daleka. już czytałam jakąś recenzję i się zastanawiam. okładka mi się podoba.

  2. Nie wiem dlaczego, ciągle mam jakieś skojarzenia związane z lekturami szkolnymi. Tym razem nasuwa mi się na myśl „Ania z Zielonego Wzgórza” – a dokładnie jej dalsze losy… Może ze względu na Emily i jej „Wichrowe Wzgórza”. Ciekawe jak wyglądałoby porównanie tych sióstr?

  3. Ha, widzisz, teraz już wiesz, dlaczego u mnie taka niska ocena :)

  4. Szkoda. Miałam nadzieję, że to będzie dobra powieść, tylm bardziej, że zamówiłam ją sobie z biblioteki i pewnie niedługo dotrze. Sama uczyłam przez jakiś czas w szkole więc ciekawie będzie skontrastować.

    Pozdrawiam

  5. @avo_lusion
    Ja też! Dlatego przeczytać ich książki zawsze warto! Każdy ma też inny gust, więc kto wie, może Tobie się „Agnes Grey” spodoba? :-)

  6. @polonisty
    Też czytałam już kilka recenzji tej powieści, są dość różne. A okładki Wydawnictwa MG bardzo ładne! Wszystkie powieści sióstr Bronte przez nich wydane tworzą piękną kolekcję, do tego są w twardych okładkach, więc tak szybko się nie zniszczą. Na pewno ładnie by wyglądały obok siebie na półce :-).

  7. @dofifi
    Siostry Bronte trudno porównać :-). Ostatnio przeczytałam kilka ich książek i zastanawiam się nad ich fenomenem. Żeby w jednej rodzinie, trzy siostry były aż tak literacko utalentowane? I to w dziewiętnastym wieku, w którym ogólnie kobiety mało pisały? Do tego, patrząc na ich życie, można dojść do wniosku, że nie było ani kolorowe, ani długie, a już na pewno nie kończyło się książkowym „i żyli długo i szczęśliwie”.

    Nie wiem, twórczość której z sióstr cenię najwyżej. I „Wichrowe wzgórza” i „Dziwne losy Jane Eyre”, i „Shirley”, i „Lokatorka z Wildfell Hall” bardzo mi się podobały. Nie dałam rady przeczytać jedynie „Villette” Charlotte Bronte, po ponad 100 stronach dałam sobie spokój, bo książka nie chciała „się rozkręcić”. Może jeszcze kiedyś spróbuję do niej wrócić.
    Nakładem Wydawnictwa MG ma się też ukazać „Profesor” Charlotte Bronte. Jestem bardzo ciekawa tej książki :-).

    Może, gdy przeczytam za parę lat ponownie powieści sióstr Bronte, będę umiała wśród nich wybrać tę ulubioną :-).

  8. Ja jestem chyba jakaś dziwna, ponieważ mnie nic nie zniechęci do żadnej książki. Traktuję literaturę jako jedną całość. Natomiast im dana powieść ma więcej negatywnych opinii, tym wydaje mi się atrakcyjniejsza, żeby ją przeczytać. W klasyce, jak wiesz, ostatnio się zakochałam i „Agnes Grey” jak najbardziej chciałabym przeczytać. Jednak w tym celu muszę udać się poza moje miasto, bo moja biblioteka nie dość że zamknięta jeszcze przez jakiś czas, to w dodatku marnie wyposażona w zbiory :-(

  9. @Książkozaur
    Ha! Teraz już rozumiem :-). Po lekturze wszystko stało się jasne. „Agnes Grey” nie dorównuje „Lokatorce z Wildfell Hall” w żaden sposób.

  10. Dużo już dobrego słyszałam o tej książce, ale jakoś nie mogę się ostatecznie na nią zdecydować. :)

  11. @Agata
    Jestem ciekawa Twojej opinii o książce. Może będzie inna od mojej?
    Ja przez trzy lata uczyłam w szkole podstawowej i te fragmenty, które opisują trudy wychowywania dzieci uważam za najlepsze w „Agnes Grey”. Dla nich warto tę powieść przeczytać :-).
    Pozdrawiam serdecznie!

  12. @krainaczytania
    W takim razie mam nadzieję, że uda Ci się przeczytać „Agnes Grey”. Negatywnymi opiniami oczywiście nie ma co się zrażać. Samo nazwisko „Bronte” to najlepsza reklama tej książki :-). A jak ktoś jeszcze lubi dziewiętnastowieczne powieści, to nie ma co się wahać! Chociaż ja osobiście bardziej polecam „Lokatorkę Wildfell Hall” tej samej autorki. Dużo grubsza, dużo ciekawsza, dużo lepsza :-).

  13. @ksiazkowka
    Rozumiem Twoje wahanie :-). Myślę, że jest dużo lepszych książek. Losy dziewiętnastowiecznej guwernantki opisane w „Agnes Grey” zainteresują pewnie współczesne nauczycielki lub wielbicielki sióstr Bronte. Jednak nie jest to książka, która spodoba się np. osobom spragnionym wartkiej akcji i mocnych wrażeń ;-).

  14. @porzadek_alfabetyczny
    Rozumiem Twoje rozczarowanie. Niestety to najsłabsza książka sióstr Bronte jaką dotąd czytałam. Jednak przez moją sympatię dla tych autorek i dla powieści dziewiętnastowiecznych po prostu musiałam ją przeczytać i cieszę się, że to zrobiłam. Nie same wady ma ta książka :-).