Don DeLillo, Cosmopolis

 

Don DeLillo, Cosmopolis

Wydawnictwo: Noir sur Blanc, 2005



Pojutrze (22 czerwca 2012 roku) polska premiera filmu Cosmopolis” w reżyserii Davida Cronenberga (z Robertem Pattinsonem w roli głównej), na podstawie powieści Dona DeLillo o tym samym tytule.
Tu można obejrzeć zwiastun:



Gdy jakaś książka zostaje zekranizowana, najlepiej przed pójściem do kina najpierw ją przeczytać. Tak też zrobiłam. W ten sposób po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością cenionego przez krytyków amerykańskiego pisarza – Dona DeLillo.

To była trudna lektura, wymagająca skupienia, choć w sumie zajęła mi tylko cztery godziny (tekst liczy ok. 145 stron). Rozpoczyna się w ten sposób:

 

„Obecnie sen odstępował go częściej, nie raz, dwa razy w tygodniu, lecz cztery, pięć. Co robił, gdy tak się działo? Nie wybierał się na długie spacery aż po wsączający się świt. Nie miał przyjaciół bliskich na tyle, żeby zadręczać ich nocnymi telefonami. Poza tym co można było powiedzieć? To kwestia milczenia, nie słów.

Próbował usnąć nad książką, lecz coraz bardziej przytomniał. Czytał teksty naukowe i poezję. Lubił oszczędne wiersze rozmieszczone starannie w białej przestrzeni, szeregi alfabetycznych ciosów wrażonych w papier. Wiersze uświadamiały mu, że oddycha. Obnażały chwilę, odsłaniały to, co na ogół umykało uwadze. Na tym polegał niuans każdego wiersza, przynajmniej dla niego, w nocy, w ciągu tych długich tygodni. Oddech za oddechem, w obracającym się pokoju na szczycie trzypoziomowego apartamentu.”

 

Język nie najłatwiejszy, a do tego liczne odwołania do literatury i popkultury. Mottem powieści jest fragment wiersza „Raport z oblężonego miasta” Zbigniewa Herberta:

„Jednostką obiegową stał się szczur.”

I podobnie jak w wierszu polskiego poety, również w „Cosmopolis” to miasto (Nowy Jork), a nie dwudziestoośmioletni milioner jeżdżący przez cały dzień limuzyną jest głównym i najważniejszym bohaterem. Dlatego też nie będę opowiadać szczegółowo fabuły. Da się ją pewnie streścić w jednym zdaniu: Eric Packer jedzie do fryzjera, a po drodze rozmawia ze współpracownikami, pracuje (spekuluje na giełdzie), zatrzymuje się na posiłki i seks, jest świadkiem demonstracji antyglobalistycznej, pogrzebu znanego rapera, itp. (zakończenie musicie przeczytać sami).

Nie lubię postmodernistycznych powieści traktujących o bezsensie istnienia, a to jest jedna z nich. Męczy mnie czytanie o bohaterach, którzy nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem (i milionami). A jednak potrafię dostrzec wartość tej powieści (może to wpływ studiów polonistycznych, na których wykładowcy kazali nam czytać tego typu utwory i o nich dyskutować). Co więc jest wartością tej powieści? Ukazanie świata, w którym ludzie się pogubili. Cosmopolis to nie jest amerykańskie miasto marzeń. Ma za to coś wspólnego z „oblężonym miastem” Herberta. Tam przyczyną nieszczęścia ludzi była wojna, walka z okupantem. U Dona DeLillo tym zagrożeniem może być kapitalizm i brak wartości, i paradoksalnie – wolność wyboru. W obu miastach ludzie nie są szczęśliwi.

Podczas czytania cały czas zastanawiałam się, jaki będzie film. Pomyślałam, że pewnie prostszy: skomplikowane teorie zostaną przełożone na język zrozumiały dla każdego, przydługie (dość sztuczne, wręcz teatralne) dialogi skrócone do minimum. Czy po obejrzeniu filmu, moja ocena książki się zmieni? Przekonam się o tym mam nadzieję niedługo i wtedy Was poinformuję.

Ocena: 4+/6



8 Komentarze

  1. Hmmm…Niby lubię „niestandardowe” pozycje, ale do tej jakoś ciągot nie czuję…Może za jakiś czas?

  2. @ksiazkowka
    Dobrze ją nazwałaś! „Cosmopolis” na pewno jest niestandardowa :-).

  3. @avo_lusion
    Trailer dość tajemniczy, ale zawiera zdania wprost z książki, a to bardzo w ekranizacjach cenię! :-)

  4. oj chyba ciężkawe trochę. na mnie studia polonistyczne mają taki wpływ, że unikam tego typu książek ;P

  5. @polonisty
    Zdecydowanie ciężkawa.
    A studia polonistyczne chyba wpływają tak na każdego ;-). Każą czytać zdecydowanie za dużo ciężkawych książek.

  6. Jeśli mam wybór, to też najpierw czytam książkę, a potem oglądam film… Widzę, że nie jestem jedyna z takimi poglądami.

  7. @dofifi
    Taka kolejność daje największe szansę docenienia zarówno książki jak i filmu. Chociaż są wyjątki. Czasami film fajny, a książka do kitu lub odwrotnie ;-).