Antonina Kostrzewa, Zawstydzeni, czyli skazani na… samotność

 

Antonina Kostrzewa, Zawstydzeni, czyli skazani na.. samotność

Wydawnictwo: Astrum, 2010

 

Bardzo się cieszę, że otrzymałam tę książkę od Clevery w ramach wymiany, którą niedawno rozpoczęłam na moim blogu (wysłałam jej „Los utracony” Imre Kertesza). Gdyby nie ona, pewnie nigdy nie przeczytałabym tej książki, ani się o niej nie dowiedziała (nie ma jej też w żadnej z miejskich bibliotek).
„Zawstydzeni, czyli skazani na… samotność” to utwór wyjątkowy. Złożony ze wstępu i dwóch opowiadań, w których autorka stara się nam ukazać świat ludzi nieśmiałych i samotnych. Rozpoczyna się tak:

 

„Wstęp, czyli kim jesteśmy?

W dzisiejszym świecie osobom nieśmiałym ciężko poznać kogoś nowego. Jesteśmy coraz mniej społeczni. Wszędzie panuje kult jednostki i pęd sukcesu. Mamy coraz mniej czasu dla naszych bliskich, a szczere rozmowy z przyjaciółmi zamieniamy na wirtualne pogaduchy. Ciężko nam się przyznać, że także tacy jesteśmy. Niektórzy bardziej, inni mniej.”

 
Po przeczytaniu tego prawie dwudziestostronicowego wprowadzenia, nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać dalej. Domyślałam się tematyki, ale forma, którą wybrała Antonia Kostrzewa bardzo mnie zaskoczyła. I to podwójnie.

Pierwsze opowiadanie „Samotna w wielkim mieście” opowiada o Yoshiko i Kazuo, którzy poznają się, zakochują w sobie, ale pomimo tego nie zamieniają z sobą nigdy ani jednego słowa, co dla obojga kończy się tragicznie. To smutny tekst. Tytuły rozdziałów zdają się sugerować, wbrew treści, że możliwy jest „happy end”. Narracja nie jest jednorodna, raz trzecioosobowa, a raz pierwszoosobowa, czasami przetykana cytatami myśli w pierwszej osobie pisanymi kursywą. Bardzo ciekawy zabieg i daje dobry efekt. Dzięki niemu poznajemy wydarzenia z punktu widzenia Yoshiko:

 

„Już nie martwiłam się o Kazuo, tylko byłam zła na całą sytuację. Tę całą otoczkę. Czułam się jakbym nie miała serca. Tyle czasu ostatnio spędzaliśmy ze sobą i choć byłam zdenerwowana na siebie i na Niego, że żadne z nas się nie odezwało ani nie zrobiło niczego innego, co mogłoby być pierwszym krokiem, to… Już sama nie wiem, co o tym myśleć.

 

Chyba go kocham. Tak po prostu. Nie wiem, kiedy się w nim zakochałam, ale czułam to. Takie silne uczucie, a nawet nie wiem, czy On także coś do mnie czuł? Jakbym miała teraz, choć jedna szansę, by wyjawić mu moją miłość, pewnie bym to zrobiła, ale znając życie pewnie znów się oszukuję. Nigdy moje wargi nie poruszą się i nie wypowiedzą w Jego kierunku żadnego słowa.”

 
Trochę zabrakło mi w postępowaniu bohaterów jakiejś dojrzałości czy rozsądku. Szczególnie w zakończeniu zdają się bardziej parą rozchwianych emocjonalnie nastolatków niż dorosłymi ludźmi (ona ma 24, on 28 lat). Całość jak dla mnie trochę zbyt „wydumana”.

Drugie opowiadanie – „Samotny w wielkim bólu” – czytało mi się zdecydowanie lepiej. Bez japońskich imion, osadzone w polskiej rzeczywistości, prostsze, choć też trochę melodramatyczne:

 

„Nazywam się Sławek. Tak po prostu. Podawanie mojego nazwiska, czy adresu jest zbyteczne, tak jak i pozostałych w tej historii. W życiu dużo przeszedłem, ale wciąż czuję się przytłoczony przez samotność. Może nie powinienem narzekać, bo mam przy sobie moje oczko w głowie, czyli moją wspaniałą, kochaną córeczkę. Dzisiaj będzie miała swoje trzynaste urodziny, a to już najwyższy czas, by powiedzieć jej, jak poznałem jej matkę i jak to się stało, że nie ma jej teraz przy niej. Część prawdy już zna, ale dopiero teraz twierdzę, że dorosła na tyle, by poznać dokładnie, czym jest miłość i poświęcenie.”

 

Taką historie pewnie gdzieś już czytaliście lub oglądaliście. Nieśmiały Sławek i chora na raka dziewczyna Kasia. To ona nawiązuje z nim rozmowę na imprezie u znajomych, zaprasza do siebie, a później okazuje się, że konsekwencją wspólnie spędzonej nocy jest dziecko, którego ona nie chce usunąć mimo zagrożenia własnego życia. Co w takiej sytuacji zrobi Sławek? Historia może nie jest oryginalna, ale bardzo dobrze napisana. Emocje mężczyzny (bo tym razem poznajemy męski punkt widzenia na nieśmiałość i samotność), jego sposób myślenia i postępowania zostały bardzo dobrze przedstawione. Autorka stworzyła wiarygodny portret psychologiczny (nie mówiąc o tym, że wycisnęła przy okazji ze mnie wiele łez).

Szkoda, że takie książki jak ta przechodzą u nas prawie niezauważone. Jeżeli chcecie to zmienić i poznać twórczość tej autorki, to zapraszam na jej blog:


http://antoninakostrzewa.blogspot.com

Gdzie nie tylko można poczytać, co ma do powiedzenia, ale także znaleźć linki do jej opowiadań i pobrać ich fragmenty.

Ocena: 4+/6

 

10 Komentarze

  1. Nigdy nie słyszałam o tej książce, a bardzo chętnie bym przeczytała. W sumie najbardziej jestem ciekawa tego wstępu :)

  2. @Książkozaur
    Książka naprawdę warta poznania :-). Wstęp ciekawy, ale ostatnie opowiadanie najlepsze. Autorka na swoim blogu zapowiedziała kontynuację, drugi tom z dwoma kolejnymi opowiadaniami o nieśmiałych. Bardzo chętnie bym go przeczytała, jak już się ukaże :-).

  3. @polonisty
    Ja też nie lubię historii bez happy endu, ale w tym przypadku nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, mimo że emocjonalnie trochę mną wstrząsnęła ;-). Może nie powinnam pisać o zakończeniu, to bym Cię bardziej do niej zachęciła? ;-).

  4. Ja tam nie lubię happy endów.;D Nie dają dużego popisu wyobraźni. Co do książki – wydaje się wyjątkowa. Fragmenty, które umieściłaś w recenzji, bardzo mi się spodobały.;)

    Pozdrawiam.

  5. @Nika
    Takich ciekawych fragmentów jest w tej książce dużo więcej, nie wiedziałam, które wybrać :-). Te jakoś wpadły mi po prostu w oczy jako pierwsze. Powinnam jeszcze dodać coś z drugiego opowiadania.
    A o wyjątkowości „Zawstydzonych…” decyduje tematyka. Ile znamy takich książek o nieśmiałych ludziach napisanych przez nich samych dla innych nieśmiałych?
    Pozdrawiam serdecznie!

  6. Słyszałam co nieco o twórczości tej Pani i przyznam, że mnie do niej ciągnie, do twórczości oczywiście :-) Często czytam bloga p. Antoniny, a w dodatku zauważyłam, że ona sporo wydaje w formie e-booków. Jak uporam się z lekturami, które muszę przeczytać „na już”, to porozglądam się za czymś autorstwa p. Antoniny :-)

  7. @krainaczytania
    Ja też dodałam jej blog do czytnika :-). Myślę, że ta książka by Ci się bardzo spodobała :-).

  8. Witam serdecznie i bardzo dziękuję za miłe słowa na temat książki.
    Cieszę się, że książka się podobała oraz cieszy mnie fakt, że krąży między czytelnikami swoim własnym życiem.

    Pozdrawiam, zapraszam o odwiedzania mojego bloga i życzę tysiąca przeczytanych książek.
    PS. @Książkozaur – polecam przeczytanie felietonów „Samotność, a..” na moim blogu, to one były zaczątkiem do napisania wstępu w książce.

  9. @Antonina Kostrzewa
    Aż nie wiem, co napisać… Bardzo się cieszę, że przeczytałaś moją recenzję i zostawiłaś taki miły komentarz :-). Twoja książka na pewno na długo zostanie mi w pamięci (bo czytając zrozumiałam kilka ważnych dla mnie rzeczy). Mam nadzieję, że napiszesz jeszcze wiele opowiadań i powieści, a w szczególności kontynuację „Zawstydzonych”. Czy już wiadomo, kiedy konkretnie trafi ona do rąk czytelników?
    Pozdrawiam serdecznie!