Rafał Kosik, Obywatel, który się zawiesił

 

Obywatel, który się zawiesił, Rafał Kosik

Wydawnictwo: Powergraph, 2011

 

Ponieważ nie mogę nigdzie wypożyczyć „Kameleona” (2008) Rafała Kosika, bardzo się ucieszyłam, gdy odkryłam, że autor napisał jeszcze jedną książkę dla dorosłych czytelników, oprócz powieści „Mars” (2003) i „Vertical” (2006), zbiór opowiadań „Obywatel, który się zawiesił” (listopad 2011). Wydany w twardej okładce, z futurystyczną ilustracją autorstwa samego Kosika (wydawnictwo Powergraph też jest jego własnością), ok. 345 stron, zawiera 10 opowiadań o różnej długości (od 6 do 68 stron). Jednak radość trwała krótko.

Jeszcze w drodze powrotnej z biblioteki, w tramwaju, przeczytałam pierwsze z opowiadań, tytułowe – „Obywatel, który się zawiesił”. I okazało się, że to nie typowe SF, raczej przypomina film sensacyjny o mężczyźnie, który zwariował, zabarykadował się w domu i zabija każdego, kto się do niego zbliży, a to wszystko z powodu niezapłaconego podatku za zamknięcie własnej firmy. Oto fragment rozmowy policjantów obserwujących jego dom:

 

„– Kapitan Preis – przedstawił się – Prosił pan o wsparcie.

– Prosiłem o brygadę antyterrorystyczną.

– Są w drodze. Kto tam jest?

– Nazywa się Łukasz Wroński. Były biznesmen. Miał sporą firmę handlującą roślinami doniczkowymi. Obecnie pewniak do psychiatryka albo jeszcze lepiej do kostnicy. Na posesji leżą ciała czterech ochroniarzy i dwóch naszych.

–  Jezu! Co mu odwaliło?

– Odmówił zapłaty należności dla skarbu państwa. Po trzech wezwaniach przyjechał komornik, ale gość go spławił, więc komornik wrócił ze wsparciem. Wsparcie leży w ogródku, komornik w szpitalu.

– A nasi?

– Próbowali sforsować tylne drzwi. Rozwalił ich przez szczelinę strzelniczą.

– Szczelinę strzelniczą?!

– Ten dom to twierdza. Okna kuloodporne, drzwi z pancernej stali. Nie pozwolił nawet zabrać ciał.

Młody policjant oparł głowę o błotnik i zapytał:

– Ile miał do zapłacenia?

– Trzysta osiemnaście złotych i pięćdziesiąt trzy grosze.”


Widać wyraźnie, że autorowi nie brakuje poczucia humoru i wyczucia absurdu w codziennym życiu. To jeden z lepiej napisanych tekstów w tym zbiorze.

Informacja z okładki okazała się prawdziwa – gatunkowo opowiadania należą do horroru, sensacji i SF. Jest to więc bardzo różnorodna mieszanka i dla mnie osobiście najlepsze są te ostatnie, które przypominają mi czytane wcześniej powieści Kosika. Ściśle mówiąc dwa z opowiadań są alternatywnymi wersjami historii w nich ukazanych. „Wyprawa szaleńców” dzieje się w „świecie lin”, czyli w Verticalu, a tekst „Ohyda” w końcowej części przedstawia początki „komplantu”, wynalazku znanego „na Marsie”. Opowiadania powstały w latach 2001 – 2007 i były wcześniej wydawane w czasopismach.

Najtrudniej czytało mi się drugie – „Skrytogrzesznicy”, w którym bardzo szybko zmieniają się wydarzenia, bohaterowie, czas. Trochę to oszołamiające i początkowo niezrozumiałe. Czytałam je w poczekalni u lekarza i doczytałam jedynie do połowy, a potem zraziłam się do książki na kilka dni. Mimo że pomysł dobry, docenia się go dopiero na końcu, po przebrnięciu 50 trudnych stron. Podróże w czasie, rozmowy między równoległymi światami, możliwość poznania przyszłości, testy wierności – materiału starczyłoby na powieść.

Z kolejnymi tekstami nie było lepiej. Pewnie przez zaskoczenie, że Kosik pisze w innym niż wcześniej gatunku literackim. „Mgła” to horror, o dziewczynie i chłopaku szukających zapomnianego domku w lesie. Gdy go odnajdą, przeżyją w nim niesamowite i straszne rzeczy. Przy okazji warto zauważyć, że główny bohater kilku opowiadań, tego również, ma na imię Adrian, co na pewno nie jest przypadkowe, choć nie tworzą one jakiejś całości.

„Za dobre to zrobiliśmy” przenosi nas w świat reklamy i praw rządzących agencjami i ludźmi w nich pracującymi. W połowie tego opowiadania zrezygnowana zaczęłam „skakać” po tomie szukając SF i „znanego mi” Kosika. Nie było łatwo. Większość opowiadań jest inna.

„Coś czego nigdy nie pamiętamy” – opowieść ze świata snu, mężczyzna poszukuje żony i dziecka, którzy nagle zniknęli podczas wspólnych wakacji nad morzem.

„Ohyda” – o telewizji, programach typu reality-show i do czego są w stanie posunąć się producenci, by zarobić pieniądze, trochę też o polityce i demokracji.

„Pokoje przechodnie” – króciutki tekst o tym, jakby to było, gdyby każdy z pokojów w mieszkaniu znajdował się w innej części świata, do tego ulegał niekontrolowanemu przesunięciu w przestrzeni.

„Szczelina” – o pociągu jadącym z Warszawy do Krakowa, lecz czasami przenoszącym ludzi w inny wymiar.

„Czy ktoś tu widział Boga?” – o życiu po śmierci w nudnym niebie, zarządzanym automatycznie.

„Wyprawa szaleńców” – misja naukowców, konstruktorów, artystów i marynarzy, którzy na kilkudziesięciu żaglowcach wyruszają w poszukiwaniu ratunku dla świata, który powoli pogrąża się w wodzie.

Oceniając tom jako całość, stwierdzam, że nie jest zły, ale że jest zdecydowanie gorszy od powieści. Choć opowiadania napisane zostały w podobnym stylu, nie są jednak tak dobrze dopracowane, tak oryginalne i zachwycające. Pojawiają się w nich ciekawe wynalazki, ważne problemy społeczne i polityczne, niewyjaśnione zagadki. Czegoś w nich jednak za mało, to dopiero szkice, pomysły, gotowe do rozwinięcia. Brakuje charakterystycznych bohaterów, którzy zostaliby w pamięci. Wszyscy zlewają się w jednego Adriana, plus może jeszcze jedną Magdę. To chyba wada całej twórczości Kosika – skupiając się na fabule, zapomina o tworzeniu ciekawych i głębokich portretów psychologicznych postaci. W powieściach jednak nie jest to tak widoczne, bo tam skupiamy się na niesamowitych światach stworzonym przez autora i wymyślonych przez niego tajemnicach.

Zastanawiam się, jaki będzie drugi tom opowiadań, zapowiedziany już na 2012 rok, o tytule „Nowi ludzie”. I czy wiedząc, czego mogę się spodziewać, będę bardziej zadowolona z ich czytania? Oby. I oby autor napisał jeszcze wiele powieści.

Ocena 4+/6



14 Komentarze

  1. Myślę, że i tak dałaś wysoką ocenę :-) Jak wiesz, nie jest mi po drodze z SF, a wszystko przez S. Lema jeszcze z czasów szkolnych. Mogłabym coś więcej napisać na temat tego zbioru, gdybym go przeczytała :-) Już powoli zaczynam przekonywać się do Fantasy, więc myślę, że coś z gatunku SF też kiedyś przeczytam :-)

  2. chyba prędzej bym sięgnęła po harlequina niż SF… ale przeczytałam recenzję do końca (tylko z sympatii szczerej do Ciebie) :/

  3. Biedne SF, zawsze mu się dostanie:):) Dobrze, że ty zawsze dajesz szansę no i czytasz Polaków:) Pan Kosik powinien być ci wdzięczny:)

  4. @krainaczytania
    Podczas czytania byłam rozczarowana, ale po kilku dniach, z dystansu, lepiej oceniam tę książkę. Jeżeli kiedyś przeczytasz coś z gatunku SF, to nie zaczynaj od tego tomu opowiadań, ale wybierz jedną z powieści Rafała Kosika, najlepiej „Mars”. Chociaż myślę, że na początek lepszy byłby np. Orson Scott Card i jego „Gra Endera” :-). A Stanisław Lem napisał naprawdę świetną powieść – „Solaris” :-).
    Z fantastyki dla mnie najlepszy jest Andrzej Sapkowski i jego cykl o Wiedźminie, a z autorów zagranicznych zdecydowanie Tolkien i „Władca pierścieni”.
    To tak podaję na zachętę :-)

  5. @polonisty
    Bardzo dziękuję za tę szczerą sympatię i że dałaś radę przeczytać mój tekst do końca :-). Może kiedyś namówię Cię na SF. Zapomniałam dodać tym razem jakiś cytat z książki. Może jutro znajdę coś odpowiedniego, choć akurat do tego tomu opowiadań nie będę Cię przekonywać, powieści Rafal Kosik pisze dużo lepsze :-).

  6. @avo_lusion
    No właśnie, gdzie się podziali fani SF? ;-) Lubię czytać książki polskich autorów. Język i styl są na innym poziomie niż język tłumaczy – choć może to raczej takie nieuchwytne wrażenie. I to ja jestem wdzięczna Panu Kosikowi, że tak wspaniale pisze. Kiedyś będzie bardzo sławny, chociaż pewnie docenią go najpierw za granicą.
    U nas znany jest ze swoich powieści dla młodzieży „Felix, Net i Nika”, niedługo ma być też film na podstawie jednej z nich. Może wtedy zacznie się „Kosikomania” :-).

  7. @bibliotekarkaczyta
    Tak czasami jest, ale chyba tylko do momentu, jak się trafi na pierwszą fajną książkę SF. Później właściwie nieważny gatunek tylko to, że książka dobra :-). Ja w liceum sięgnęłam pierwszy raz na półkę z fantastyką i SF. Wybrałam wtedy opowiadania Roberta Silverberga albo którąś z jego powieści. I tak się zaczęło. Później przeczytałam wszystkie jego książki, które były w bibliotece :-). Musisz trafić na swojego „Silverberga” :-).

  8. ja kiedyś czytałam wszystko jak leci. SF też. to dopiero teraz na starość taka grymaśna się zrobiłam…

  9. @polonisty
    A to ciekawe. Coś się musiało chyba stać, że przestałaś? Jakaś bardzo nudna książka SF się przytrafiła? Czy wymyślone światy przestały nęcić? :-) A co czytałaś fajnego z tego gatunku?

  10. fajny jest Robot Snerga i Możemy cię zbudować – Dicka (czy jakoś tak) i Kraina Chichów (jeśli zgodzisz się zaliczyć to do SF) albo Autostopem przez galaktykę… zaczyna mi się dużo tytułów przypominać… a moja niechęć zaczęła się od Slimaka braci Strugackich (nie mogłam ogarnąć tego) a dobił mnie Ubik do tej pory nie wiem o co chodziło w tej książce.
    jak tak teraz myślę, to dochodzę do wniosku, że te stare SF były lepsze.

  11. @polonisty
    Dwóch pierwszych tytułów nie kojarzę, a trzeci bardzo lubię. Według mnie Carroll pisze raczej coś co można nazwać pograniczem fantastyki i realizmu magicznego, a nie SF. „Kraina Chichów” bardzo mi się podobała. Potem przeczytałam mnóstwo książek tego autora (aż miałam dość), ale żadna się z nią nie może równać, chyba że opowiadania ze zbioru „Cylinder Heidelberga”.
    Tych powieści, które Cię zniechęciły całe szczęście nie czytałam :-). Wydaje mi się, że każdy autor pisze inaczej i trudno mówić o gatunku SF jako całości i oceniać go jako całość. Książki Rafała Kosika są zdecydowanie warte poznania :-).

  12. och z Krainy Chichów do tej pory pamiętam to zdanie… „Krainie Chichów światło dały oczy, które widziały światło, którego nie widział nikt…” też lubię Carrola. DOBRZE pomyślę o tym Kosiku, pewnie go u mnie nie ma, ale pomału pomyślę…

  13. @polonisty
    Jaką Ty masz pamięć dobrą! :-) Cieszę się, że pomyślisz o Kosiku! :-)