Arthur Conan Doyle, Studium w szkarłacie

 

Studium w szkarłacie, Arthur Conan Doyle

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

 

Czytając recenzję książki „Sherlockista” Grahama Moore’a na blogu „Maniaczytania”, zdałam sobie sprawę, że znam słynnego angielskiego detektywa tylko z filmów czy popkultury, a nigdy nie czytałam książek o nim. Sięgnęłam więc „do źródła”, do pierwszej powieści o Sherlocku Holmesie z 1887 roku.

To było niesamowite! Po pierwsze odkrycie, że bardzo lubiany przeze mnie serialowy dr House, to „skóra” zdjęta z postaci stworzonej przez Arthura Conan Doyle’a (czytałam o tym wcześniej, ale nie myślałam, że podobieństwo jest aż tak duże!). Poza tym od początku mogłam porównać to, co wiem już o kultowym bohaterze z tym, co napisał o nim autor. Zastanawiałam się też, dlaczego wcześniej nie poznałam tego cyklu powieści. I czy dzisiaj wiele osób czyta jeszcze te dziewiętnastowieczne kryminały? Wszyscy wiemy, kim jest Sherlock Holmes, ale czy na pewno? Namawiam, żeby sprawdzić to osobiście, warto.

„Studium w szkarłacie” to cienka książeczka, ledwie 128 stron, więc wydarzenia dzieją się w niej dość szybko. Przy tym ma dość dziwną kompozycję – dwie części. Pierwsza opowiada o morderstwach i kończy się ujęciem zabójcy, druga rozpoczyna się w Ameryce, w środowisku Mormonów i tłumaczy powody zbrodni. W zakończeniu dowiadujemy się, jak detektywowi udało się rozwiązać całą zagadkę.

Styl powieści jest trochę inny od współczesnych kryminałów, trzeba chwili, żeby się do niego przyzwyczaić. Pierwszy rozdział to wspomnienia dr Johna H. Watsona z jego kariery wojskowej w Afganistanie i poznania Sherlocka. Później dowiadujemy się, jak zarabia na życie detektyw-amator i mamy okazję obserwować go przy pracy. Morderstwo Amerykanina w środku nocy w opuszczonym domu to nietypowa sprawa w sam raz dla niego, zajmuje się nią na listowną prośbę policji.

Doyle stworzył wspaniałą i nieśmiertelną postać. Do tego świetnie ją opisał, nadał jej indywidualne, charakterystyczne rysy. Chociaż właściwie powinnam użyć liczby mnogiej. Zarówno Sherlock Holmes, jak i dr Watson pozostają w pamięci czytelnika. Szczególnie że bardzo wiele ich różni: temperament (Holmes – żywiołowy, energiczny, Watson – spokojny) zakres posiadanej wiedzy (Holmes nie wie nic o literaturze, filozofii, astronomii – zaskakuje go wiadomość, że Ziemia krąży wokół Słońca), sposób życia (Holmes działa, Watson obserwuje). Tak przedstawia Holmesa znajomy obu panów podczas rozmowy z Watsonem:

 

„– Trudno wyjaśnić coś nieuchwytnego – roześmiał się Stamford. –  Jak dla mnie Holmes ma za silnie rozwiniętą żyłkę naukowca… jego zimnokrwistość jest wprost cyniczna. Doskonale wyobrażam go sobie dającego swemu przyjacielowi dawkę najnowszego roślinnego alkaloidu, nie ze złej woli, oczywiście, lecz tylko z samej ciekawości badacza, który chce przekonać się, jak działa trucizna. Ale żeby mu oddać sprawiedliwość, dodam, że on sam w tym celu równie łatwo by ją zażył. Ma po prostu pasję do wiedzy ścisłej.

– Cóż, to słuszne.

– Tak, ale u niego już przekracza dopuszczalne granice. Bicie trupa kijem w prosektorium nazwałbym co najmniej cudacznym wybrykiem.

– Bicie trupa?

– Tak. By sprawdzić, jakie siniaki powstaną po śmierci. Widziałem to na własne oczy.”

 

Tak, ten fragment zdecydowanie przypomina mi praktyki doktora Gregorego House’a, kontrowersyjny bohater i jego „szalone” pomysły plus niekonwencjonalny sposób myślenia. Dr Watson wypada przy nim dość blado. Jego zadaniem w pierwszej powieści jest przyglądanie się z boku poczynaniom detektywa i opisywanie jego dokonań.

Książka Conan Doyle’a zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Nie wyobrażam sobie teraz nie przeczytać pozostałych części cyklu, powieści i opowiadań. A potem może przyjdzie pora na kontynuacje i nawiązania takie, jak „Sherlockista”.

Ocena 5/6

 


PS Polecam pierwszy odcinek brytyjskiego serialu pt. „Sherlock” (2010-2012), który jest adaptacją „Studium w szkarłacie”, choć akcja dzieje się współcześnie. Mnie zachwycił sposób, w jaki przeniesiono dziewiętnastowieczny kryminał w XXI wiek. Nie zapomnę dr Watsona siedzącego przy laptopie czy rozmawiającego z panią psycholog, która doradza mu zająć się blogowaniem, by uporać się z wojennymi koszmarami :-).

 

12 Komentarze

  1. Holmes jest w kanonie lektur dla gimnazjum i na studiach polonistycznych. ja czytałam go dobrowolnie jeszcze w gimnazjum, kiedy to nie był lekturą:)

  2. I ja też znam Holmes’a tylko z filmów, nad czym bardzo boleję. Wiem, że nie powinno tak być i jako rasowy czytelnik powinnam znać go również z literatury. Przyznam, że nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło mnie do tego detektywa. Może to błąd?

  3. @polonisty
    Za moich czasów nie było gimnazjum :-) i nie było Sherlocka w kanonie lektur, ani w szkole podstawowej, ani w średniej, a na studiach nie był nawet na liście dodatkowej. A szkoda, bo to świetna literatura :-).
    A która część jego przygód najbardziej Ci się podobała?

  4. @avo_lusion
    Też bym chętnie zobaczyła film, ale na razie jestem pod wrażeniem książki i chcę jeszcze przeczytać kolejne części. Taka kolejność – najpierw książka, potem – film bardziej mi odpowiada, bo można porównać swoje wyobrażenia z tymi filmowymi :-). Jak obejrzysz, to wróć proszę i powiedz, czy Ci się film podobał. Zachęcam Cię też do sięgnięcia po „Studium w szkarłacie”, świetnie tam Sherlock został nakreślony :-).
    U mnie w bibliotece są chyba wszystkie części. Takie cienkie wydania łatwiej się czyta, niż zbiory „cegły” po kilkaset stron w twardej okładce ;-).

  5. @krainaczytania
    Jeżeli lubisz kryminały, to „Studium w szkarłacie” na pewno Ci się spodoba. A poznanie postaci Sherlocka Holmesa „w oryginale”, to niezapomniane przeżycie, więc namawiam :-).

  6. film z Jude’m Law bardzo mi się podobał i też chcę cz. II zobaczyć. a z opowiadań to lubię Tajemnicę złotego pinze-nez

  7. @polonisty
    Czytałam o tym filmie pozytywne rzeczy :-). I zapamiętam tytuł polecanego przez Ciebie opowiadania :-).

  8. chyba nawet cały tom jest pod tym tytułem… nie pamiętam, bo myli mi się trochę z dr Watson opowiada…

  9. @polonisty
    Sprawdziłam w katalogu on-line mojej biblioteki i okazało się, że to cały tom opowiadań. Choć na Wikipedii nie ma go wymienionego, więc nie wiem, jak jest z jego chronologią :-).

  10. Recenzja zachęcająca, ale od czasów mego ostatniego spotkania z Sherlockiem, które miało miejsce wieki temu, nie mogę się do niego przemóc. Z perspektywy lat i innych lektur taki jakiś infantylny mi się wydaje. To już nawet chyba nie klasyka, tylko antyk.

  11. @vysotsky
    Masz na myśli naiwność fabuły, bohatera czy wszystkiego po trochu? Ja nie zauważyłam czegoś takiego, ale to dopiero pierwsza książka Doyle’a, którą czytałam. Zachwyciła mnie postać Sherlocka. I wciąż jestem w szoku, jak wiele popkultura, literatura i film tej powieści zawdzięczają! W niedzielę obejrzałam pierwszy odcinek (nie pilotowy) serialu pt. „Sherlock” i to również jest coś niesamowitego, bo jest wierną adaptacją książki „Studium w szkarłacie”, a jednocześnie jest zupełnie inny, bo akcja dzieje się współcześnie:

    iitv.info/sherlock/

    Gdy zobaczyłam Watsona siadającego do laptopa, a potem rozmawiającego z panią psycholog, która radzi mu zająć się blogowaniem, wiedziałam, że obejrzę wszystkie odcinki i że będą mi się podobać. Tylko najpierw muszę przeczytać książki. Może Tobie po latach książka bardziej się spodoba? Nie zgodzę się, że to antyk, choć rzeczywiście trochę „niewspółcześnie” napisany (nie wiem do końca na czym to polega, ale musiałam się chwilę przyzwyczajać do stylu Doyle’a). Może to kwestia tłumaczenia?