Henning Mankell, Fałszywy trop

 

Fałszywy trop, Henning Mankell

Wydawnictwo: W.A.B, wyd. II – 2005, wyd. I – 2002

 

Warto się było pomęczyć z „Mężczyzną, który się uśmiechał”, bo kolejna część cyklu – „Fałszywy trop” jest bardzo dobra. Od samego początku ma to „coś”, co kryminał mieć powinien. Czyta się lekko, wciąga, wydarzenia i bohaterów można sobie wyobrazić, i oczywiście nie można się doczekać zakończenia. Chociaż w tym przypadku czytelnik wie, kto jest mordercą to i tak śledzi z zainteresowaniem poczynania policji, zbieranie poszlak, badanie dowodów, odkrywanie kolejnych tajemnic.

Rozpoczyna się historią rodziny z Dominikany. Potem, już w Szwecji, pierwszym tragicznym wydarzeniem jest samobójstwo młodej dziewczyny na polu rzepaku. Natomiast tematem książki tym razem jest seria brutalnych morderstw. Pierwszą ofiarą jest były minister sprawiedliwości. Wydarzenia toczą się bardzo szybko, kolejne zabójstwa następują jedno po drugim. Obserwujemy sytuację zarówno z perspektywy komisarza Kurta Wallandera, jak i z punktu widzenia mordercy.

Choć powieść jest obszerna (460 stron) składa się w dużej części z dialogów. Dzięki temu akcja jest dynamiczna i sami możemy wyciągać wnioski na podstawie tego, co mówią policjanci i świadkowie. Dodatkowym plusem są rozważanie głównego bohatera o współczesnej Szwecji, przestępczości i przestępcach. Zaznaczyłam sobie dwa fragmenty. Pierwszy:

 

„Zadał sobie beznadziejne pytanie, co to za świat, w którym młodzi ludzie podpalają się albo w inny sposób próbują pozbawić się życia. Żyją w epoce, którą można by nazwać czasem niepowodzeń. Coś, w co wierzyli i co budowali, okazało się mniej trwałe, niż przypuszczali. Wierzyli, że wznoszą dom, a okazało się, że stawiają pomnik czemuś, co odeszło i było w połowie zapomniane. Szwecja się waliła, gigantyczny regał mógł w każdej chwili runąć. Nikt nie wiedział, jacy stolarze czekają w przedsionku, gotowi montować nowe półki. Nikt też, rzecz jasna, nie wiedział, jak te półki miałyby wyglądać. Wszystko było mętne. Z jednym tylko wyjątkiem: jest ciepło, jest lato. Młodzi odbierają sobie życie. Ludzie żyją nie po to, żeby pamiętać, ale żeby zapomnieć. Mieszkania przypominają kryjówki, a nie ciepłe, przytulne domy. A policjanci bezradnie czekają chwili, kiedy aresztów będą pilnować ochroniarze.”

 
To chyba pierwszy raz, kiedy Wallander prowadzi śledztwo latem. I mimo, że pogoda jest piękna, a w jego życiu osobistym pojawiła się nadzieja na związek z poznaną w Rydze – Bajbą, to jego refleksje o życiu nadal są tak samo ponure i pesymistyczne. Oto drugi z cytatów, który to potwierdza:

 

„Wallander pomyślał, że w swoim policyjnym życiu ciągle jest zmuszony czytać szare, bezbarwne życiorysy, których początek zwiastował fatalny koniec. Szwecja wyszła z ubóstwa w głównej mierze dzięki sobie samej i sprzyjającym okolicznościom. Wallander pamiętał z własnego dzieciństwa ludzi naprawdę biednych, choć wtedy nie było ich już tak wielu. Ale tej drugiej biedy, pomyślał, stojąc z filiżanką kawy przy kuchennym oknie, tej drugiej nigdy nie wytępiliśmy. Przetrwała za fasadami. I dzisiaj kiedy sukcesy wydają się coraz mniejsze i państwo dobrobytu rwie się i pęka w szwach, wtedy daje o sobie znać ta druga bieda, rodzinne tragedie. Bjorn Fredman nie był wyjątkiem. Nigdy nam się nie udało zbudować społeczeństwa, w którym tacy jak on czuliby się jak u siebie. Zburzyliśmy stare struktury, w których rodzina trzymała się razem, zapomnieliśmy je zastąpić innymi. Ceną, która przyszło za to płacić, okazała się wielka samotność. a może wolimy udawać, że nie istnieje?”

          
Te słowa wydają mi się bardzo interesujące i głębokie. Policjant przygląda się życiu jednej z ofiar i nie ocenia jej działalności przestępczej, ale próbuje wniknąć w przyczyny, które doprowadziły Bjorna Fredmana do takiego, a nie innego życia. Świadczy to o dużej wrażliwości pisarza, który i w ofiarach i w katach nadal próbuje dostrzec ludzi i ich motywy, nie tylko indywidualne, ale i będące skutkiem przemian społecznych. I to mi się w pisarstwie Henninga Mankella podoba. Nazwałabym to – humanizmem. Stworzony przez niego bohater, nie jest supermanem. Przeżywa śmierć obcych ludzi, której jest świadkiem, podobnie oględziny miejsca zbrodni są dla niego przykrym doświadczeniem. Niby drobiazgi, ale pokazują, że Wallander jest zwykłym człowiekiem i nigdy nie przyzwyczaił się do widoku krwi i ofiar. To takie inne, gdy porównamy go z amerykańskimi filmami czy np. kryminałami Harlana Cobena.         

Z niecierpliwością czekam na kolejne części cyklu, który jest nie tylko rozrywką, ale i daje do myślenia. I do tego jeszcze napisany jest świetnym stylem. Czego chcieć więcej?

Ocena: 5/6

 

18 Komentarze

  1. No i co ja mam zrobić, żeby tego Mankell’a wreszcie przeczytać :-( Tak bardzo podobają mi się Twoje recenzje jego książek, że chyba zdecyduję się na wyjazd do biblioteki wojewódzkiej, bo widziałam w katalogu on-line, że tam mają kilka jego powieści. Pozdrawiam gorąco w Nowym Roku :-)

  2. @krainaczytania
    Dziękuje za pozdrowienia :-). Skoro tak bardzo chcesz przeczytać książki Mankella, to życzę Ci, żeby w Nowym Roku się udało. I nie tylko to :-).

  3. Widzę, że detektyw rządzi! Fakt, styl tych powieści jest na wysokim poziomie, przez co lektura nie jest łatwa, wymaga skupienia i uwagi.

  4. @avo_lusion
    Akurat tę część czytało mi się bardzo łatwo i przyjemnie ;-). Dużo dialogów i intryga nie była aż tak skomplikowana, bo czytelnik wie, kto jest mordercą. Wtedy łatwiej się skupić na szczegółach.

  5. Hm, to nie jest mój ulubiony pisarz, więc nie wróżę sobie lektury;) Ostatnio, poza Zalewskim nie czytam autorów pasmami, nie wiem czemu.

  6. a ja jakoś nie mogę, cały czas mam przed oczami tego aktora co grał Wallandera i się nie umiem przełamać. tam tak ponuro na tych filmach było…

  7. @avo_lusion
    Trzeba trafić na dobrego autora i dobry moment :-). A to tak często się nie zdarza.

  8. @polonisty
    A ja bym chciała zobaczyć ten serial na podstawie kryminałów Mankella :-). Jestem ciekawa, czy odcinki są wierną adaptacją powieści. Zazwyczaj to książki są lepsze od filmów, więc myślę, że mogłabyś spróbować jedną przeczytać :-).

  9. słyszałam, że w filmie trochę inaczej jest niż w książce. coś z córką inaczej

  10. Wraz z powieścią „O krok” to chyba dwa najlepsze Mankelly. Pozdrawiam :)

  11. @tommyknocker
    To najlepszy „Mankell” jakiego dotąd czytałam :-). Super, że mam przed sobą jeszcze kilka części. Pozdrawiam :-).

  12. @polonisty
    Czy ten serial, o którym piszesz, to był szwedzki czy brytyjski? Bo znalazłam jeden – z Kennethem Branagh w roli Wallandera :-).

    iitv.info/wallander/

    Pooglądam sobie w końcu :-).

  13. szwedzki z Kristerem Henrikssonem na polsacie chyba wszystkie części kiedyś puszczali

  14. Chyba będę musiał to wypożyczyć. Inna sprawa, że jak na razie najlepszy Mankell jakiego czytałem to nie Wallander tylko Comédia infantil.

  15. @polonisty
    Tego szwedzkiego nie znalazłam. Brytyjski mi się nie spodobał. Obejrzałam zaledwie pół godziny. Akurat pierwszy odcinek jest ekranizacją „Fałszywego tropu”. Początkowo się ucieszyłam, jak zobaczyłam żółte pole rzepaku i dość wiernie odtworzone szczegóły, ale po chwili zauważyłam, że całość jest jak ilustracje do książki, bardzo płaska. Nie wciąga, do tego zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam. Książki pisane są z punktu widzenia Wallandera, a w filmie z konieczności pokazany jest od zewnątrz i to bardzo niekorzystna zmiana. Jego rozważania, myśli są albo opuszczone w serialu albo przekazane zupełnie innymi metodami. Zdecydowanie książka lepsza!

  16. @vysotsky
    Wypożycz, warto :-). Ja wciąż mam zapisaną „Comedię infantil” w notesie, ale na razie nie udało mi się jej zdobyć. Jutro będę w bibliotece, a w katalogu jest dostępna, może zdążę :-).

  17. Ach ten Wallander i Beck ;) Ciesze sie, ze lubisz moich ulubiencow :) Ich filmowe odpowiedniki tez lubie, choc Wallander numer jeden to dla mnie definitywnie Rolf Lassgård.

  18. @bookfa
    Chciałabym mieć taką wiedzę jak Ty na temat książek Mankella i ich ekranizacji :-). A z drugiej strony cieszę się, że jeszcze tyle przede mną :-). Seriale zostawię sobie na deser. O ile te szwedzkie uda mi się gdzieś znaleźć. Książki też są rozchwytywane w bibliotece. Teraz muszę poczekać na „Piątą kobietę”, bo chcę czytać chronologicznie.
    Becka niestety nie poznałam – po kilkunastu stronach odłożyłam „Mężczyznę na balkonie”, nie wciągnął mnie, te opisy ulicy i ludzi mnie nudziły, na początku niewiele się działo. Może kiedyś wrócę do duetu Sjöwall & Wahlöö.