Henning Mankell, Mężczyzna, który się uśmiechał

 

Mężczyzna, który się uśmiechał, Henning Mankell

Wydawnictwo: W.A.B, wyd. II – 2008, wyd. I – 2007

 

To czwarta przeczytana przeze mnie książka Henninga Mankella i pierwsza, która mnie zawiodła. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Pierwsze 200 stron przeczytałam szybko, z rozpędu, licząc na dobra rozrywkę. Następne 100 stron było bardzo nudne i wiele razy się zastanawiałam, czy nie skończyć czytania. Ostatnie 80 przeczytałam z trudem. A jednak było warto. Wiedziałam, że jeżeli zrezygnuje w połowie lektury już więcej do cyklu kryminałów z komisarzem Kurtem Wallanderem nie wrócę. Choć można czytać je oddzielnie, dla mnie wątek głównego bohatera jest bardzo ważny. Bez „Mordercy, który się uśmiechał” ciężko byłoby mi zrozumieć dalsze uczuciowe perypetie Kurta i Baiby Liepy. O Łotyszce znanej z „Psów z Rygi” Wallander myśli i wspomina nieustannie, występuje ona jednak jedynie w zakończeniu.

Najgorszą wadą tej powieści jest tytułowy mężczyzna, który się uśmiechał. Od początku domyślamy się, kto jest mordercą i czekamy aż komisarz Wallander też to odkryje i znajdzie przeciwko niemu dowody. Niestety śledztwo przez całą książkę prawie się nie posuwa do przodu. Nie ma zwrotów akcji, dodatkowych podejrzanych, mylnych tropów. Nic. Wyjątkowo marne jest również tło społeczne i polityczne. Mamy tradycyjnie krytykę współczesnej Szwecji, bogatych obywateli, którzy stoją ponad prawem, mówi się również o handlu organami do przeszczepów, ale to wszystko bardzo słabo łączy się z akcją. Można by się złośliwie zastanawiać, czy ta książka w ogóle jakąś akcję ma.

Zazwyczaj nie wspominam o zakończeniach powieści, ale przy tej zrobię wyjątek. Dla tych, którzy nie będą w stanie przebić się przez tę bardzo nudną druga połowę. Od razu uprzedzam, że można ją ominąć i przejść do końcowych 20 stron, na których w końcu coś się dzieje. Albo po prostu przeczytać ostatnie kilka akapitów:

 

„Wchodził i wychodził z hali przylotów, podniecony jak nastolatek, liczył szpary w nawierzchni ulicy, trenował swój słaby angielski i nieustannie, z emocją myślał o tym, co nastąpi.

Kiedy samolot wylądował, on wciąż stał na zewnątrz. Potem wpadł do hali przylotów i zajął miejsce obok kiosku z gazetami.

Wyszła jako jedna z ostatnich.

Ale to była ona. Baiba Liepa.

Wyglądała dokładnie tak, jak ja zapamiętał.”

 

Przyjechała dzień przed Wigilią na zaproszenie Kurta, żeby spędzić z nim święta. Wdowa po łotewskim policjancie, któremu Kurt pomagał w śledztwie. Kobieta, w której zakochał się mimo różnic kulturowych, słabej znajomości angielskiego, niesprzyjających okoliczności. I o której nie mógł zapomnieć, mimo że dzieliło ich wszystko. Ciekawe, co wyniknie z ich spotkania.

Mam nadzieję, że kolejna część przygód Wallandera – „Fałszywy trop” jest ciekawsza. Czeka już u mnie na półce. Choć samemu stylowi pisarza nie mam nic do zarzucenia, drugiej nudnej powieści Mankellowi nie wybaczę.

Ocena: 4-/6

 

14 Komentarze

  1. Hm. Powiem ci, że Mankell to pisarz świetny, ale i trudny. Mnie się go topornie czytało. I dlatego nie ciągnie mnie do innych jego powieści:/

  2. @avo_lusion
    Właśnie przejrzałam recenzje tej książki na blogach i w większości były bardzo pozytywne. Dziwię się. Dla mnie to też była momentami męczarnia, jak z książką czytaną z obowiązku na studiach. A przecież to kryminał, powinna być dobra zabawa! Ale nadal „ciągnie mnie” do innych jego powieści ;-).

  3. Hm, ja tak miałam z piątą kobietą. Książka ogólnie świetna, ale męczyłam się…

  4. Oj! A ja uważam ją i film na niej oparty, za jedną z lepszych w walanderowej serii. Jak to różnie można odebrać to samo ;P

  5. a mnie od tej serii odstraszają właśnie filmy… ponoć dość luźno związane z fabułą książek… nie wiem, ale wydają się takie mroczne i pesymistyczne…

  6. „Mężczyzna..” różni się od innych tomów serii, mi – niemniej- się podobał. A „Fałszywy krok” posiada świetny nastrój grozy, a śledztwo prowadzi do zdumiewającej konkluzji.

  7. @bookfa
    To oznacza, że mamy zupełnie inny gust czytelniczy ;-). Co w tej książce może się podobać? ;-)

  8. @polonisty
    Pierwsze trzy części serii o Wallanderze bardzo mi się podobały. Mankell jest naprawdę świetnym pisarzem i jego sława nie jest przypadkowa :-). Warto spróbować przeczytać jego książki. Nie znam serialu, więc nie mogę porównywać, ale powieści nie wydają mi się mroczne i pesymistyczne. Bohater jest po przejściach i w kółko się pakuje w nowe kłopoty. Ma problemy ze sobą i jest bardzo wrażliwy na to, co go spotyka. Ale jednocześnie jest na tyle silny, żeby działać. Ma sumienie, czuje, że coś jest nie tak ze współczesnym światem i niektórymi ludźmi. To bardzo ciekawa postać, bo jej przemyślenia dają czytelnikowi do myślenia :-).

  9. @tommyknocker
    Dobrze to ująłeś: „Mężczyzna..” różni się od innych tomów serii”. Dla mnie to różnica na minus. Podobnie jak do @bookfy mam do Ciebie pytanie: co w tej powieści może się podobać? Ja na upartego wymyśliłabym, że styl Mankella. Mimo że nudna, powieść jest „dobrze napisana”, dobry styl, ale kiepska konstrukcja fabuły. Nawet ciężko mi to sformułować ;-).

  10. A ja jestem w tej gorszej sytuacji, bo zwyczajnie nie mam możliwości przeczytania Mankell’a, bo panie w mojej bibliotece kupują książki zgodnie ze swoim gustem, nie myśląc o czytelniku. Aż się robię zazdrosna, kiedy czytam Wasze komentarze i nie mogę się wypowiedzieć. Widzę, że facet pisze ciekawie, a ja nie mam zdania. Nic tylko zmienić bibliotekę :-)

  11. @krainaczytania
    To się wydaje aż niemożliwe, żeby w bibliotece nie było ani jednej książki Mankella! Przecież on pisze od tylu lat i ta jego popularność nawet w Polsce już trochę trwa. Zdecydowanie powinnaś szepnąć słówko paniom bibliotekarkom ;-).

  12. Felicjo, w tym problem, że one mnie nie posłuchają. Nawet, jak byłam z nimi przez rok, to kierowniczka nigdy nie brała pod uwagę moich propozycji zakupu. Ona zawsze wiedziała najlepiej, a potem wychodziło na to, że kupowała tanie romansidła, bo były akurat w promocji i zaprzyjaźniony księgarz chciał się ich pozbyć, to wciskał je po 9,90 zł. A potem kierowniczka narzekała, że mamy same szmiry. A czasami było tak, że kupiła po raz któryś tam, 4 tom serii, składającej się z 7 części. W praktyce wyglądało to tak, że czwartych tomów było 5 egzemplarzy, a pozostałych po jednym.

  13. @krainaczytania
    To, co piszesz brzmi przerażająco. Tę kobietę należałoby powstrzymać, najlepiej zwolnić z kierowniczej funkcji. Całe szczęście nie wszędzie są okropne panie bibliotekarki. U mnie w osiedlowej bibliotece jest bardzo dużo fajnych nowości :-).