Krystyna Gucewicz, Zaczekaj na koniec deszczu

 

Zaczekaj na koniec deszczu, Krystyna Gucewicz

Wydawnictwo: Muza SA, 2010

 

Autobiografia mojej ulubionej współczesnej poetki to świetna książka. Nieważne, ile w niej fikcji, a ile prawdy. Czyta się wspaniale, nie sposób się oderwać. Pozornie to kilkanaście historii o różnych związkach autorki z mężczyznami (opartych raczej wyłącznie na pożądaniu), a tak naprawdę opowieść o tym jednym, jedynym, najważniejszym, zwanym pieszczotliwie – Lu, który pojawił się już w dzieciństwie i który będzie się pojawiał i znikał w najmniej spodziewanych momentach w ciągu całego jej życia. Tematem jest więc tak literacka i nieprawdopodobna miłość, że aż chce się wierzyć, że wydarzyła się naprawdę.

Krystyna Gucewicz posługuje się prozą tak sprawnie jak liryką. Pisze pięknie, lekko, żartobliwie i głęboko zarazem. Można by cytować wiele fragmentów, by to udowodnić. Najważniejszy jednak jest wstęp (zatytułowany Zamiast wstępu). Jaki był cel napisania „Zaczekaj na koniec deszczu”? Oddaję głos autorce:

 

„Naprawdę nie wiadomo, czym jest miłość, jeżeli sama tego nie zechce powiedzieć. Ta historia, a właściwie mnóstwo tych historii wydarzyło się z miłości. Z przepastnej, narkotycznej, nieokiełznanej miłości dwojga ludzi, którzy przez całe życie wpadali na siebie i beztrosko rozstawali się, nie potrafiąc zrozumieć przeznaczenia.

Pomyślałam, że dalsza podróż z tak traumatycznym bagażem uczuć, nieprosta wędrówka przez lata sześćdziesiąte i kalekie, przez Himalaje uniesień i udręki stanie się łatwiejsza, jeżeli napiszę to, jeżeli zatrzymam na papierze chwile, miejsca, zdarzenia i ludzi.”

 
Gucewicz pisze więc historie swojego życia, by je na chwilę zatrzymać, przyjrzeć się mu, zrozumieć i iść dalej. Pisze podobnie jak w swoich wierszach bardzo otwarcie: o nieudanych małżeństwach, o pożądaniu i na końcu o tym, co najważniejsze – o odnalezionej miłości.

Szybko mijają lata: dzieciństwo, szkoła, praca, dorosłe życie. Przyjaciele zawsze są blisko niej. Zawsze jest też jakiś mężczyzna. Zawsze to nie ten, nie Lu. On również ma kobiety, żony, swoje wzloty i upadki. Traktuje ją jak przyjaciółkę, której można opowiedzieć wszystko, która zrozumie nawet to, czego on sam nie jest w stanie pojąć. Przechodzą przez wszystkie wydarzenia w swoim życiu osobno, a łączy ich dopiero jego śmiertelna choroba, wtedy gdy zdawałoby się, że jest już za późno na miłość. Poetka opiekuje się chorym, pisze dla niego wiersze. On boi się, że nie zdąży ich przeczytać. I wśród tej całej walki o zdrowie, ona odkrywa, że go kocha:

 

„Przez poranki, wieczory i noce patrzyłam na niego, całowałam go, obdarzałam pieszczotą i stało się. Jakiś nieoczekiwany błysk oświetlił nagle moje mroczne serce, zrozumiałam, że jestem kretynką, że nikt inny się nie liczy, tylko Lu. To on jest mężczyzną mojego życia, prawdziwą miłością, przeznaczeniem. Jak mogłam nie dostrzegać tego, nie rozumieć, nie walczyć o niego, kiedy mijaliśmy się bezustannie w pokiereszowanym życiu. Jak mogliśmy być tacy ślepi oboje.

– Kocham cię, nic na to nie poradzę, kocham cię niepojętą, bezbrzeżną miłością – powtarzałam jak automat, jak gdyby można było odczarować życie, nadrobić czas i niewypowiedziane wcześniej wyznania.”

 
Miłość, która przychodzi po wielu latach jest pewnością, oświeceniem i pełnią życia we dwoje. Nic dziwnego, że pod jej wpływem poetka napisała tak piękne wiersze, jak w tomikach: Kocham cię, Przytul mnie. Tabletki na miłość czy Serce na smyczy.

Książka Zaczekaj na koniec deszczu to nie jest zwykła autobiografia, choć znajdziemy w niej szczegóły z życia autorki i z historii Polski (dużo miejsca poświeciła ona okresowi PRL-u i najważniejszym wydarzeniom politycznym), wiele autentycznych fotografii z jej prywatnego archiwum, to przede wszystkim urzeknie nas forma w jakiej Gucewicz ujęła swoje życie. Nie ma w nim przypadków, a wydarzeniami rządzi przeznaczenie. Wszystko na końcu układa się w logiczną całość i ma sens, a tym sensem jest miłość.

Ocena: 5+/6

 
PS Wiele ciekawych cytatów z Zaczekaj na koniec deszczu znajdziecie na blogu Zwierciadło aurigi (bardzo polecam przejrzeć również pozostałe wpisy):

 
http://auriga.bloog.pl/id,330497450,title,Krystyna-Gucewicz-Zaczekaj-na-koniec-deszczu-2010,index.html

 

20 Komentarze

  1. Zakochana w poezji i ze wszystkim, co z nią związane!! A tomik, który mi podarowałaś, jest wspaniały… Dziękuję z całego serca :*

  2. @avo_lusion
    Ogromnie się cieszę! :-). Wiem, że lubisz poezję, więc miałam nadzieję, że tomik Gucewicz też Ci się spodoba. Właściwie to myślę, że on się nie może nie podobać ;-). A autobiografia tej pisarki jest świetnym uzupełnieniem jej wierszy.

  3. @avo_lusion
    Przyznam się, że na recenzję na Twoim blogu tomiku mojej ulubionej poetki też liczyłam :-). Jeżeli Ty napiszesz o Krystynie Gucewicz, to dowie się o niej wiele osób i może część z nich zacznie czytać jej wiersze. A warto! :-).

  4. Recenzja będzie, ale z poezją to nie jest tak łatwo – muszę się do tego dobrze przygotować :)

  5. @avo_lusion
    Wiem, z liryką jest dużo trudniej niż z prozą. Sama się zastanawiałam, czy dam radę napisać o tomiku poezji, ale nie mogłam zamieścić przecież samych wierszy (a tak byłoby najlepiej) :-).

  6. Ojej, mam na półce „Zaczekaj na koniec deszczu” i wciąż ją odkładam na rzecz innych książek – z biblioteki, recenzyjnych, pożyczonych od kogoś – słowem tych „terminowych” :) Muszę w końcu przeczytać, w końcu po to ją kupiłam!! Oczarował mnie już sam tytuł.
    Bardzo Ci polecam „Pogrzeb wróbla” Pani Krystyny. Ujęła mnie tą powieścią. A za tomikiem też muszę się rozejrzeć.

    Pozdrawiam! :)

  7. @Oleńka
    Nie czekaj – „Zaczekaj na koniec deszczu” jest rewelacyjną książką. Ja przeczytałam ją tego samego dnia, w którym przyniosłam ją z biblioteki. Wyprzedziła wszystko inne, co czeka w kolejce :-). A „Pogrzebu wróbla” jeszcze nie czytałam. Szkoda, że nie napisałaś, o niej czegoś więcej. Co jest jej tematem? Kto jest bohaterem? Ale i tak mnie zaciekawiłaś. Poszukam w bibliotekach :-). Pozdrawiam serdecznie :-).

  8. „Pogrzeb wróbla” to także autobiograficzna książka, ale o dzieciństwie autorki. A „Zaczekaj na koniec deszczu” – zaczęłam i bardzo mi się podoba! :)

    Pozdrawiam!

  9. @Oleńka
    Dziękuję za informację! Chociaż temat dzieciństwa pisarki wydaje mi się mniej ciekawy niż jej dorosłe życie, to i tak sprawdzę, czy mi się spodoba. Super, że „Zaczekaj na koniec deszczu” przypadło Ci do gustu. Czekam na recenzję :-). Pozdrawiam.

  10. Raczej nie zrecenzuję „Zaczekaj…” – z przyczyn czasowych. Choć gdybym recenzowała, książka nie dostałaby wysokiej oceny. Styl jak zwykle niesamowity i barwny, ale filozofia życiowa, rozumienie miłości, małżeństwa przez bohaterkę – nie, nie, nie.

    Pozdrawiam.

  11. @Oleńka
    A to się zmartwiłam. Gdybyś napisała recenzję, pewnie zrozumiałabym, co dokładnie nie spodobało Ci się w bohaterce. Domyślam się, że jej małżeństwa zawierane bardziej z przypadku niż miłości, związki z mężczyznami oparte na pożądaniu. Ale ja bym tego nie określiła jej życiową filozofią. Do pewnego momentu takie było jej życie. Zakończenie książki jest jednak inne. Wybiera mężczyznę, który jest śmiertelnie chory i chce być przy nim z prawdziwej miłości na dobre i na złe.
    Tak przynajmniej ja odebrałam tę książkę – jako historię o błądzenie, szukaniu i odnalezieniu sensu w życiu (a tym sensem jest dla niej miłość).

  12. Zbyt lekkie traktowanie ludzi – kolejnych mężów (facet też człowiek). Zbyt łatwo podejmowane decyzje o rozwodach i kolejnych związkach. Jakby wybierała buty.
    Jakby wszystko kręciło się wokół niej i dla niej. Żadnych głębszych refleksji, bo moralność jest już niemodna.
    Określ to, jak chcesz. Może filozofia to za duże słowo, ale co – styl życia…? Sposób na związki? Stosunek do kolejnych ludzi pojawiających się w życiu bohaterki? Podejście do miłości? „tak-jakoś-samo-wychodziło,-nie-do-końca-świadomie”? – nie wiem.
    Owszem, można tą książkę jak najbardziej odbierać jako historię o błądzeniu i w końcu – odnalezieniu sensu. Tyle że bohaterka na swoich błędach się nie uczy, nie zmienia pod ich wpływem, nie wyciąga wniosków, nie bierze sobie do serca pomyłek. Stylistyczna lekkość, zabawność książki jest zaletą, ale gdy w tej samej stylistyce narratorka opisuje kolejne ważkie decyzje, to już mi to zgrzyta.
    I nawet końcowa szlachetna, piękna, wzruszająca decyzja wydaje mi się przez to mało autentyczna.

    Cóż – ile ludzi, tyle opinii.
    Pozdrawiam!

  13. @Oleńka
    Twoja opinia jest bardzo ciekawa! Choć zupełnie różna od mojej :-).
    Ja potraktowałam jej lekki styl jak pewnego rodzaju maskę chroniącą przed całkowitym obnażaniem swojego wnętrza.
    Może dlatego że uwielbiam jej poezję, inaczej patrzałam na tę książkę :-). Mam nadzieję, że nie zraziłaś się do tej autorki i sięgniesz kiedyś po jej wiersze.

  14. Felicjo, może to i dobry trop – nie pomyślałam. Hmm – coś w tym jest. Ta lekkość coś ukrywa, może właśnie to wszystko, czego mi brakowało? Może rozterki, tęsknoty, dylematy…? Może masz rację. Może jeszcze wrócę do tej książki i będę ją czytać z takim kluczem.

    Nie przejmuj się moją opinią – tak to już jest z literaturą, że budzi różne emocje. Mimo wszystko książka będzie kojarzyć mi się dobrze, właśnie przez samą warstwę językową, której niesamowitość zaczyna się już w tytule (a ci, co czytali, wiedzą, o co chodzi z tytułem i kiedy czytelnik się tego dowiaduje – mnie przeszły w tym momencie takie pozytywne ciary! :)).

    Po wiersze sięgnę z wielką ochotą – tam to dopiero jest miejsce na eksplozję językowego talentu Pani Krystyny!

    Pozdrawiam! :-)

  15. @Oleńka
    Dziękuję za Twoje spostrzeżenia, to zawsze poszerza odbiór książki :-). Tytuł „Zaczekaj na koniec deszczu” rzeczywiście niesamowity :-).
    A w jej poezji jest wiele uczuć. I wielka miłość i tęsknota, i ból. I głębia przeżycia. Ciekawe, jak je odbierzesz :-). Odezwij się wtedy i zdradź swoje odczucia :-).

  16. Krystyna Gucewicz kojarzy mi się – i zawsze będzie:) – z dworcem PKP w Bydgoszczy.
    Czas studiów. Siedzę w dworcowym barze i czekam na pociąg. W torbie mam tomik wierszy wspomnianej poetki, którego kupno zleciła mi ciocia- pasjonatka książek. W radiu usłyszała o Krystynie Gucewicz. Nie wiedziałam, że i ja dołączę do zwolenników tej przepięknej poezji. Dawno już nikt tak prosto, a zarazem sugestywnie nie pisał o miłości. Przypominam sobie siebie, siedzącą przy „dworcowej herbacie:)”, przepisującą do małego notesika kolejne wiersze. Pisze w taki sposób, że nie uroni żadnego słowa, żadne z nich nie jest niepotrzebne. To sztuka pisać o ważnych – najważniejszych – sprawach w sposób niebanalny, zamykać je w „ładnie opakowany” prezent, który po rozpakowaniu zaskakuje.
    Miłość…Czasem tak bardzo się jej boimy. Gdy utraciliśmy kogoś bliskiego, strach przed kolejną stratą powoduje, że wycofujemy się bardzo szybko.

  17. @flyingewa
    Ja swoją przygodę z poezją tej pisarki rozpoczęłam od audiobooka, który podarowała mi koleżanka. Nie dość, że piękne wiersze, to jeszcze do tego muzyka i recytacja świetnych aktorów: Wojciecha Malajkata, Ewy Ziętek, Zbigniewa Zamachowskiego i Krystyny Czubówny. Gdyby nie koleżanka, pewnie długo jeszcze bym nie słyszała o Krystynie Gucewicz. Wydaje mi się, że za mało się o niej mówi i pisze. Może trzeba by jakiś fanklub założyć? ;-)
    Świetnie ujęłaś istotę jej poezji: prostota, sugestywność, niebanalność, ważne tematy „ładnie opakowane”, zwięzłość.
    I przede wszystkim najważniejsza w tych wierszach jest miłość :-). A do miłości i pisania o niej potrzeba odwagi :-).

  18. felicja79: Nasz wirtualny fanklub liczy zatem już 2 osoby;) Masz rację- potrzeba odwagi, by pokochać. A gdy o „tej zacnej pani” mowa, polecam Johna Keatse’a i jego poezję. Koniecznie obejrzyj „Jaśniejszą od gwiazd”…

  19. @flyingewa
    Dwie osoby to dobry początek! :-) Zapraszamy wszystkich chętnych do przyłączenia się! :-) Z czasem może nawet jakiegoś bloga czy stronę na FB stworzymy o Krystynie Gucewicz. A potem napiszemy do poetki i zaprosimy ją na jakiś wieczorek poetycki. Marzenia :-).
    Niestety nie znam wierszy Johna Keatsa, ale to nadrobię! W bibliotece mają jego „33 wiersze”! Obiecuję wypożyczyć. A film „Jaśniejsza od gwiazd” kojarzę :-). Miał piękny plakat i chciałam go obejrzeć, ale recenzje były kiepskie. Jednak skoro polecasz, to po przeczytaniu poezji autora, jeżeli mi się spodobają, obejrzę też film :-).