Marek Krajewski, Mariusz Czubaj, Aleja samobójców

 

Aleja samobojców, Marek Krajewski, Mariusz Czubaj

Wydawnictwo: W.A.B., 2008

 

Nie myślałam, że przeczytam tę książkę w całości. Nie mówiąc o tym, że nie liczyłam, że mi się spodoba. Chciałam po prostu poznać twórczość bardzo popularnego obecnie pisarza – Marka Krajewskiego. Ku mojemu zaskoczeniu powieść okazała się bardzo dobra, a pisarz utalentowany. Chociaż może powinnam powiedzieć pisarze, bo autorów jest dwóch. Cały czas się zastanawiam, jak dwie osoby mogą napisać razem książkę. Jeden pisze, a drugi dyktuje? Dzielą się rozdziałami czy stronami? Czyj styl jest dominujący? Nie znam innych książek tego duetu, więc nie mam porównania.

Fabuła Alei samobójców jest dość prosta. W domu seniora zostaje zamordowany i oskalpowany jeden z rezydentów. W tym samym czasie znika inny, stając się jednocześnie podejrzanym. Na miejsce przybywa nadkomisarz Jarosław Pater, ale szybko zostaje odsunięty od sprawy przez ABW. Jednak morderstwo nie daje mu spokoju i rozpoczyna śledztwo na własną rękę.

Intryga wciąga, chociaż bez przesady. Główny bohater – mało sympatyczny policjant z różnymi dziwactwami: aspołeczny, hazardzista, wyczulony na punkcie poprawności językowej, o dziwo da się lubić. Trochę przypomina mi Wallandera z powieści Mankella. Obaj to mężczyźni z kompleksami, którzy nie potrafią ułożyć sobie życia, obu porzuciły żony. A przecież są inteligentni, oddani pracy, konsekwentni w prowadzeniu śledztwa.

Klimat powieści również przypomina mi ten z kryminałów szwedzkiego pisarza. Choć akcja rozgrywa się w Trójmieście niewiele ma tak naprawdę z nim wspólnego. Gdyby pozmieniać nazwy ulic, a falowiec na jakiś wieżowiec mieszkalny ze stolicy nic by się w powieści nie zmieniło. Do tego ta stylizacja na „miasto zepsucia”. Bo jak inaczej nazwać panoszący się w Gdańsku od pierwszych stron powieści smród niewywiezionych śmieci, który łącznie z nieznośnym upałem utrudnia życie mieszkańcom?

 

„Jarosław Pater szedł powoli ulicą Kartuską w stronę punktu zakładów sportowych „Profesjonał”. Pod ścianami szarych i ceglastych domów z liszajami graffiti walały się worki ze śmieciami. Było przedpołudnie, a nad miastem unosiło się widmo żaru, który nie puszczał od przeszło tygodnia. Pater czuł, że koszula przylepiła się już do pleców. Wirowało mu w głowie i wydawało mu się, że za chwilę zemdleje. Upałowi towarzyszył zawiesisty smród z kontenerów na śmieci. Pater dopiero teraz rozumiał, jak potężną bronią dysponowali pracownicy zakładu oczyszczania miasta. To, że strajkowały kopalnie i huty, jakoś Patera nie obchodziło. Listów też się nie spodziewał. W najlepszym razie listonosze nie przyniosą nowych rachunków, zatem brak wiadomości to dobra wiadomość. Pociągiem też się nigdzie nie wybierał, a na niezaplanowane wizyty nie liczył. Pozostawali śmieciarze.

Przepełnione kontenery wypchnięto na ulice. Dziurawe worki huczały od os, tłukących się w pustych plastikowych butelkach po coli i lemoniadzie, szerszenie wyrywały kawałki mięsa z nadgryzionych kurczaków, tłuste larwy wiły się w półotwartych puszkach mielonki, fetor nie pozwalał na swobodny wdech. Pater przypomniał sobie, ze niedawno czytał coś o tym, że gdy społeczeństwo się różnicuje, to i rzeczy wyrzucane na śmietnik stają się bardziej różnorodne.”

 

Pisarze przez cały czas będą nam o niesprzątniętych śmietnikach przypominać, ale całość wydaje się być przerysowana i nie pasować do prawdziwego Gdańska. Cały czas liczyłam, że dowiem się czegoś nowego o tym mieście, a tu tylko puby, „jaskinie hazardu”, bezbarwna komenda, raz pojawia się plaża. Kryminał to na pewno nie miejsce na rozbudowane opisy i turystyczne ciekawostki, ale parę krótkich zdań charakteryzujących miejsce akcji by się przydało. Po co czynić jakieś miasto „bohaterem powieści”, jeżeli w żaden sensowny sposób nie umie się tego wykorzystać? To największy minus tej powieści.

Za to największym plusem jest warsztat pisarski Krajewskiego i Czubaja. Powieść jest po prostu dobrze napisana, bohaterowie wiarygodni, zagadka ciekawa. Może brakuje trochę jakichś ciekawych i aktualnych tematów poruszanych na marginesie (motywem przewodnim wątku pobocznego są Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w Niemczech w 2006 roku) albo głębszego przesłania, poza ABW jest złe. Ale to drobiazgi. Powieść ma w sobie to coś, że chce się ją przeczytać i poznać inne, które wyszły spod tego samego pióra, albo piór.

Aleja samobójców wydana została w 2008 roku i ma już część drugą pod tytułem Róże cmentarne (2009), ale ja raczej sięgnę po pierwszą powieść Krajewskiego toczącą się we Wrocławiu – Śmierć w Breslau. Może to miasto bliższe pisarzowi niż Gdańsk zostało tam ciekawiej opisane.

Ocena: 5/6

 
PS Róże cmentarne mnie nie wciągnęły. Przeczytałam tylko początek. Podobnie Śmierć w Breslau Krajewskiego i 21:37 Czubaja. Zastanawiam się, jak to możliwe, skoro pisarze mają talent?

 

10 Komentarze

  1. Hehe, ja też się zawsze zastanawiałam, jak się pisze książkę w duecie. Pewnie jest to dobra zabawa, ale medal ma dwie strony – chwałę trzeba podzielić na dwie części ;)

  2. O ile się orientuję to tych o Breslau Krajewskiego jest kilka książek a w mojej bibliotece miłośnicy kryminałów z ręki je sobie wyrywali:) Z tymi duetami też dziwnie, bo ja odnoszę wrażenie, że pojedynczo piszą lepiej.

  3. @avo_lusion
    „Aleja samobójców” to dobra książka, więc widać opłaca się pisać książki w duecie. Nawet tej sławy starczyło dla dwóch :-).

    @polonisty
    Ja też słyszałam, że te książki o Wrocławiu są lepsze, sprawdzę. I będę wiedziała, czy Krajewski lepszy jest w duecie czy solo ;-).

  4. U mnie na półce wciąż leży „Erynie” M. Krajewskiego i jakoś nie mogę się do niej zabrać. Tego drugiego pana nie znam :-) A ja to nawet chętnie bym z kimś coś napisała :-)

  5. @krainaczytania
    Ten drugi pan podobno samodzielnie też dobre rzeczy pisze, ale to muszę jeszcze osobiście sprawdzić :-). Przeczytałam, że za powieść „21:37″ dostał nawet nagrodę.
    A co do wspólnego pisania – nie potrafiłabym takiej długiej powieści z kimś pisać, nie mówiąc o tym, że samodzielnie też nie ;-)

  6. Mnie też „Aleja” się podobała. W przyszłym roku ma wyjść kolejna książka tego duetu.

  7. @tommyknocker
    Widziałam opis „Róż cmentarnych” i wydał mi się bardziej zachęcający niż fabuła „Alei samobójców”. Jeżeli druga część rzeczywiście będzie lepsza, to z chęcią sięgnę i po trzecią, bo „Aleja samobójców” to bardzo dobra książka, Krajewski i Czubaj to bardzo zdolni pisarze, a my niestety nie mamy wielu bardzo dobrych polskich autorów kryminałów.

  8. Do wpisu dołączyłam PS, w którym napisałam, co myślę o kolejnych książkach tych autorów, a raczej po prostu wymieniłam tytuły, po które sięgnęłam, ale niestety nie spodobały mi się.

  9. Uwielbiam Krajewskiego, większość jego książek przeczytałam dosłownie jednym tchem. Polecam również Erynie.

  10. @karina
    Próbowałam czytać jeszcze kilka książek Krajewskiego („Śmierć w Breslau”, „Róże cmentarne”, „Erynie”), ale poza „Aleją samobójców” żadna nie przypadła mi do gustu. Przeczytałam zaledwie po kilka/kilkanaście stron. Może jeszcze kiedyś sięgnę po książki tego pisarza, ale na pewno nie tak szybko.