Charlotte Brontë, Shirley

 

Shirley, Charlotte Bronte

Wydawnictwo MG, 2011

 

Gdy tylko zobaczyłam tę książkę w księgarni, bardzo chciałam ją przeczytać. Uwielbiam książki sióstr Brontë, a ta nigdy wcześniej nie była wydana po polsku. Angielskie wydanie miało miejsce w 1849 roku, polskie w 2011. Twarda, intrygująca okładka, ponad 600 stron i cena: 49,90 zł. Odłożyłam z powrotem na półkę. Dwa tygodnie później tę samą książkę zobaczyłam w bibliotece i bez chwili wahania wypożyczyłam, a potem przeczytałam. I jak tu nie chodzić do biblioteki? Chyba że nie chce się jak ja do w pół do drugiej w nocy czytać fascynujących powieści.

Kto zna „Dziwne losy Jane Eyre”, wcześniejszą o dwa lata powieść tej angielskiej pisarki, tego na pewno nie trzeba będzie namawiać do sięgnięcia po tę pozycję. Kto nie czytał, niech najpierw pozna „Dziwne losy…”, które napisane zostały jednak w przystępniejszy sposób, bez przydługiego i nudnego wstępu w postaci rozdziałów o prowadzeniu fabryki i buntach robotników.

Początek „Shirley” jest dla mnie zagadkowy. Jakby Brontë chciała napisać powieść o mężczyznach i dla mężczyzn. O polityce, gospodarce, historii. W drugim akapicie ostrzega czytelnika:

 

„Jeżeli ten wstęp wzbudził w Tobie, Czytelniku, nadzieję na romantyczne wrażenia, czeka Cię zawód. Czy liczysz na sentymentalizm, poezję, rozmarzenie? Czy spodziewasz się płomiennych uczuć, ekscytacji i melodramatu? Ucisz swoje oczekiwania, sprowadź je na ziemie. Leży przed Tobą coś autentycznego, prozaicznego i namacalnego. Rzecz tak nieromantyczna, jak poniedziałkowy poranek, gdy wszyscy posiadający miejsce pracy mają obowiązek powstać i do niego się udać. Nie jest kategorycznie stwierdzone, że nie skosztujecie emocji – być może na drugie danie i deser – ale już postanowione, że pierwsza potrawa będzie przypominała posiłek, który w Wielki Piątek znalazłby się w katolickim domu. Jak zimna soczewica z octem, lecz bez oliwy. Jak przaśny chleb z gorzkimi ziołami. I żadnej pieczeni”

 

Bardzo rozczarowało mnie te pierwsze 70 stron powieści. Cieszyłam się, że nie wydałam na nią 50 zł. Chciałam już odłożyć, ale całe szczęście tego nie zrobiłam. W końcu pojawiła się pierwsza kobieca postać – Caroline, którą bardzo polubiłam i której losy mnie głęboko poruszyły.

Brontë nie dotrzymała słowa z początku powieści, pierwsze postne danie, okazało się jedynie postną przystawką, a dalej był wspaniały, obfity posiłek, który można by nazwać królewską ucztą. Nie wątpię, że chciała napisać zupełnie inną powieść, ale jej nie wyszło. Romantyczny duch i serce wzięły górę nad prozaicznym rozumem. „Shirley” jest powieścią o kobietach i miłości, o mężczyznach i rozczarowaniu nieodwzajemnionym uczuciem. Jest romansem i ostrzeżeniem przed romansami. Jest smutną opowieścią o goryczy i smutku zawiedzionego uczucia i o sile miłości nadającej sens życiu.

Tak o dojrzewaniu młodziutkiej, osiemnastoletniej Caroline i każdej młodej kobiety, w tym chyba też i o sobie pisze Brontë:

 

„Tymczasem nie dane nam będzie skosztować prawdziwego szczęścia, czeka nas niejedna przeprawa przez Rzekę Smutku – czarną i zimną jak sama śmierć. Każda radość musi zostać okupiona porcją bólu, każdy wojownik – nim głowę jego zwieńczy zwycięski wieniec, poczuć wpierw musi kroplę krwi na swoim czole.

W wieku osiemnastu lat nic nam o tym nie wiadomo, toteż gdy w naszą stronę uśmiech posyła Nadzieja, jej obietnice przyjmujemy z bezwzględna ufnością, a kiedy na naszym progu niczym zbłąkany anioł pojawia się Miłość, bierzemy ją wnet w objęcia i witamy w naszym sercu, nie pojmując jej kruchości. Ugodzenie strzałą tego uczucia jawi nam się jako upajający deszcz nowego życia, jednak skoro trucizna wsiąknie w ranę, nie wydobędzie jej już z nas żadna pijawka. Tę groźną namiętność, która w pewnych stadiach zawsze staje się udręką, a w niektórych przypadkach jest udręką bez końca, postrzegamy jako dobro absolutne. To jedna z lekcji, której odrobienie czeka nas w zaczynanej przez nas w wieku osiemnastu lat Szkole Doświadczenia. Lekcja pokory – tyleż druzgocąca, co oczyszczająca.”

 

Temat fabryki, robotników, niesprawiedliwości społecznej i biedy znika z powieści niezauważalnie. Autorka zapomina o nim całkowicie, jakby ja samą wciągnęło opisywanie losów kolejnych bohaterów. Poznamy najpierw Roberta, 70 stron później jak już wspomniałam – Caroline, po 200 stronach pojawia się tytułowa bohaterka – Shirley, która wcale nie jest najważniejszą postacią w tej powieści, a jedna z czterech głównych. Ostatni pojawi się Louis, po 460 przeczytanych stronach. Bardzo dziwny sposób wprowadzania postaci do powieści, z tak dużymi odstępami czasowymi. Do tego tytuł nie pasujący do całości, w oryginale identyczny.

Dla mnie siłą tej powieści jest portret psychologiczny Caroline, jej młodzieńcze rozterki odmalowane zostały bardzo szczegółowo. Pierwsza miłość, przyjaźń, pierwsze życiowe decyzje. Jej ból, który powoli zamienia się w chorobę duszy:

 

„Jego psychika doprawdy różni się od mojej – stwierdziła. – Ja myślę tylko o nim, ale on nie ma czasu, by myśleć o mnie. W moim sercu od dwóch lat dominuje uczucie zwane miłością – ono zawsze tam jest, zawsze czujne, zawsze czynne. Jego głowę zaprzątają inne sprawy, jego życiem rządzą inne myśli. Teraz Robert wstaje z zamiarem wyjścia z kościoła, msza się skończyła. Czy odwróci głowę w moją stronę? Nie… Nie ma dla mnie nawet jednego spojrzenia. To okrutne. Jeden rzut oka napełniłby mnie szczęściem na cały dzień. Ale nie dostałam go od niego – on nie chciał mi go podarować. Już sobie poszedł. Czy to nie dziwne, że dławi mnie żal, ponieważ inna ludzka istota nie zwróciła w moją stronę swych oczu?”

 

Brontë dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami i życiową mądrością. Ostrzega przed nieszczęściem, jakim może się stać nieodwzajemniona miłość. Za pomocą: fabuły, narracji i dialogów tworzy niełatwą wizję miłości będącej jednocześnie słodyczą i udręką:

 

„ – Moja droga, życie to złudzenie – wyszeptała pani Pryor.

– Ale nie miłość! Miłość jest prawdziwa. To najprawdziwsza, najtrwalsza, najsłodsza, choć również najbardziej gorzka rzecz, jaką znamy.

– Kochana, jest bardzo gorzka. Mawiają też, że jest przepotężna niczym śmierć. Większość złudzeń naszej egzystencji ma na nas przepotężny wpływ. A co do owej słodyczy – nie istnieje nic bardziej ulotnego, trwa ona zaledwie moment, jest jak mrugniecie oka. A jej żądło pozostaje wbite w dusze na zawsze – i choć być może gdy stajemy u drzwi wieczności, przestaje nam dokuczać, za życia jest czarną jak noc udręką.

– Tak, jest udręką – zgodziła sie Caroline. – Chyba że to miłość odwzajemniona.

– Miłość odwzajemniona! Moja droga, romanse są szkodliwe. Nie czytujesz ich mam nadzieję?”

 

To trzeba przeczytać samemu. Choć może być to miejscami smutna lektura.

Tak bym chciała przeczytać inne książki Charlotte Brontë: „Villette” (wydana w 1853, u nas po raz pierwszy w 1994), The Professor (napisana jeszcze przed „Jane Eyre”, wydana pośmiertnie w 1857). I marzy mi się przeczytanie książek jej siostry, Anny Brontë: „Agnes Grey” (1847), „The Tenant of Wildfell Hall” (1848). Dlaczego u nas nie tłumaczy się tych książek, które należą do klasyki literatury w Anglii?

Ocena 5+/6



13 Komentarze

  1. Książkę czytałam, ale tylko sam początek, bo później musiałam ją odłożyć i zająć się lekturami. A potem całkiem o niej zapomniałam, aż do teraz. Tym razem na pewno przeczytam ją do końca, tym bardziej, że uwielbiam Bronte. ;)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Ew

  2. @Ew
    Jestem ciekawa Twojej opinii. Czytałam na bloxie jeszcze dwie recenzje tej książki, obie pochlebne, a każda inna:

    brulionbeel.blox.pl/2011/07/Shirly-Charlotte-Bronte.html

    smietankaliteracka.blox.pl/2011/01/Shirley.html

    Z chęcią przeczytam i Twoją :-)

    @avo_lusion
    Ja też uwielbiam tę autorkę, dlatego nie mogę zrozumieć, czemu jej dzieł u nas nie tłumaczą? Może ktoś, kto zna świetnie angielski podjąłby się przetłumaczenia „Profesora” czy książek jej siostry, Anny Bronte? :-)

  3. Uwielbiam siostry Bronte a na Shirley mam ogromną ochotę i chyba muszę wreszcie wybrać się do księgarni. Wiedziałam, że będzie świetna, ale Ty narobiłaś mi jeszcze większej ochoty na lekturę :)

  4. @Giffin
    Bardzo się cieszę i życzę miłej lektury :-).

    Szkoda tyko, że cena książki taka nieprzystępna. Trochę przesadzili, bo przecież oszczędzili na prawach autorskich. Mogli darować sobie duży format i twardą okładkę i już każdego byłoby stać :-).

  5. Z sióstr Brontë czytałam, jak do tej pory, tylko Emily. O pozostałych siostrach tylko pisałam artykuły. Bardzo mnie zaciekawiła ta „Shirley” :-)

  6. @krainaczytania
    „Dziwne losy Jane Eyre” Charlotte Bronte są jeszcze ciekawsze niż „Shirley”.
    Polecam Ci najpierw przeczytanie tej pierwszej. Nie są ze sobą związane tematycznie, ale lepiej zacząć przygodę z danym pisarzem od jego najlepszej książki :-).

  7. @polonisty
    Okładka im się udała. I bardzo ładne wydanie. Wcześniej nie znałam tego wydawnictwa – MG, a teraz mam o nich dobre zdanie :-)

  8. To pewnie się ucieszysz, że ‚Lokatorka Wildfell Hall’ już pod koniec marca w księgarniach, znowu z wydawnictwa MG

  9. @porzadek_alfabetyczny
    Naprawdę? Hurra! Dziękuję za informację! :-). Powiem w mojej bibliotece, żeby kupili, jak będzie. Może wezmą moją propozycję pod uwagę :-). Oby wydawnictwo MG wydało więcej książek sióstr Bronte! :-) Nie mogę się doczekać!

  10. no to dobrze, że piszesz, że trzeba przeboleć pierwsze 70 stron… bo jestem na początku i też mnie rozczarowały opisy męskich sylwetek… A Jane Eyre uwielbiam i przeczytałam kilka razy! :))